środa, 26 września 2012

Informacja. ♥

       Witam, więc postanowiłam wrócić na bloga, dzięki Kasi Jesionowskiej i Alusi.. :) Mam nadzieję, że się nie obrazicie, że będę znowu pisać jakieś badziewne rozdziały. Wiem, zabijecie mnie za to zdanie, ale kit z tym. :D No więc mam nadzieję, że mnie miło ponownie przyjmiecie ! ♥


                                                                                                                  Ada. :)

wtorek, 4 września 2012

Dodatek. :)


                                                                                  Rozdział I
      Dawno, dawno temu, czyli .... gdzieś z tydzień temu, działo się coś wspaniałego ! No może oprócz tego, że ktoś złamał mi serce, ale wolę tego nie poruszać. Dobra, może zacznę od początku. Hej ! Mam na imię Ania i mam 18 lat. 30 czerwca byłam na super koncercie. Niestety, później nie było już tak super. A jak to się zaczęło...
- Ankaaaa!!!! Idziesz ? Bo nie będzie miejsc !! - krzyknęła moja przyjaciółka Sylwia.
Szłyśmy na koncert The Wanted. Uwielbiam ich. Koncert był w Londynie. Nie miałyśmy problemów z dojazdem tam, ponieważ mieszkamy w Londynie.Oprócz mnie i Sylwii szedł jeszcze mój chłopak Mateusz, i 3 przyjaciółki : Weronika, Gosia i Gabi. Koncert miał się zacząć o 19, a była już 17:30. Oczywiście musiałyśmy wyjść wcześniej, żeby mieć miejsca przy samej scenie.
- Już jestem. Musiałam poprawić fryz - powiedziałam biorąc kawałek kartonu z napisem ,,I ♥ TW" i podając go Gosi, ponieważ ona chciała go trzymać.
- Dobra. Jesteście gotowe ? Możemy już iść? - zapytał znudzony Mati. Wcale nie lubi TW. Szedł z nami tylko dlatego, że nie mógł mi odmówić.
- Idziemy ! - krzyknęła Gabi.
- Nie mogę uwierzyć, że idziemy wreszcie na ich koncert. - powiedziałam ubierając czarno-białą bejsbolówkę.
Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy na koncert. Na miejsce dotarliśmy po 15 minutach. Było już tam trochę fanów, ale jakoś zmieściliśmy się wszyscy pod sceną. Do godziny 19:00 gadałyśmy o zespole. Nareszcie na scenę wyszli Nathan, Tom, Max, Siva i Jay. Wszystkie dziewczyny piszczały. My też.
- Hej wszystkim ! Jesteśmy The Wanted ! Ja jestem Jay.
- Ja Max.
- Tom.
- Jestem Siva.
- A ja jestem Nathan. - gdy to usłyszałam zaczęłam jeszcze bardziej piszczeć. Najbardziej z tego zespołu podobał mi się właśnie on.
- Zaśpiewamy dzisiaj dla was : Chasing the sun, Warzone, Glad you came, Lose my mind, Hi and Low, The Weekend, Animal, Rocket, Dagger , Lie to me, All time low i Heart Vacancy.- powiedział Max. - Pasuje ? - zapytał. W tym momencie wszyscy wydarli się jednocześnie : TAK ! Chłopaki zaczęli śpiewać. Przy każdej piosence śpiewałyśmy razem z nimi. Gdy zabrzmiała piosenka Heart Vacancy, Nathan przez cały czas na mnie patrzył i się uśmiechał. Ja to odwzajemniałam. Na koniec chłopcy oznajmili, że zaśpiewają jeszcze piosenkę Satellite. Dopiero wtedy troszeczkę się uspokoiłam i zauważyłam, że Mati gdzieś zniknął. Zaczęłam się za nim rozglądać, ale nigdzie go nie było. Koncert się skończył. Chłopaki zeszli ze sceny, a ja nadal szukałam Matiego. Kiedy wyszłam z tego tłumu, znalazłam go siedzącego pod drzewem. Chciałam odetchnąć z ulgą, ale nie mogłam. To co zobaczyłam było szokujące.



                                                                                   Rozdział II
       Zobaczyłam go całującego się z jakąś laleczką Barbie. Zaczęłam płakać. Mati usłyszał mój płacz i gdy zwrócił wzrok w moją stronę szybko zerwał się z miejsca i zaczął mi się tłumaczyć.
- Aniu, to nie tak jak myślisz. Zrozum, ten pocałunek nic dla mnie nie znaczył. - objął mnie i przyciągnął do siebie. - Tylko ty się dla mnie liczysz. - odepchnęłam go od siebie i strzeliłam z liścia. To był mocny strzał, bo zabolała mnie dłoń.
- Ty zdrajco ! Nienawidzę Cię ! - jeszcze bardziej się rozpłakałam i uciekłam. Swoją zapłakaną twarz zakryłam rękami, więc nie widziałam gdzie biegnę. Nagle wpadłam na kogoś i upadłam na ziemię.             Otworzyłam oczy i ujrzałam przystojnego i wysokiego chłopaka. Wyglądał na 18-19 lat. Kogoś mi przypominał, ale przez ten upadek nie wiedziałam kogo. Podał mi rękę, żebym wstała.
- Dzięki. Przepraszam, że na ciebie wpadłam.
- Nie, to ja dziękuję i przepraszam.
- Ale za co dziękujesz ?
- Za to, że na mnie wpadłaś, bo tak to bym cię nie spotkał. I przepraszam za to, że to ja na ciebie wpadłem. Oj, to bez sensu. Heh. - uśmiechnął się . - A tak w ogóle to jestem Nathan. A czemu płaczesz ? - podał mi chusteczkę.
- Jestem Ania. Wolę o tym nie mówić.
- Ok.
- Wiesz, kogoś mi przypominasz.
- Możliwe. Jestem Nathan Sykes z zespołu The Wanted. - puścił mi oczko.
- Że co ? Mój boże ! Nie wierzę, że właśnie rozmawiam z najsławniejszym i najprzystojniejszym ...- nie dokończyłam. Zrobiłam się czerwona jak burak.
- Co ? - zapytał Nath z miną ,,WTF?!"
- Nic, nic. Nieważne.
- Spoko. Może wpadniesz jutro do nas? - zapytał i zrobił sexi uśmiech.
- ,,Nas"?
- No, do mnie i chłopaków. Na obiad. - już miałam zacząć piszczeć i skakać z radości, ale sobie odpuściłam, żeby mnie nie odrzucił.
- Czemu nie. O której mam przyjść ?
- Możesz o której chcesz. Albo wiesz co ? Zapisz mi swój adres,a ja po ciebie przyjadę. Może być o drugiej ?
- Spoko. - podałam mu karteczkę z adresem.
- Dzięki. To do jutra. - pocałował mnie w policzek i się uśmiechnął.
- Pa ! - on odszedł do chłopaków, a ja ruszyłam w stronę domu. Wiedziałam, że dziewczyny już dawno wróciły do siebie. Byłam zmęczona, więc zamówiłam taksówkę. Pod domem byłam po 5 minutach. Zapłaciłam i wysiadłam z auta. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. O dziwo, nie było tam Matuesza.Oczywiście mieszkaliśmy razem ... kiedy byliśmy parą.
,,Pewnie poszedł do tej swojej lafiryndy" - pomyślałam. W salonie zobaczyłam jakąś karteczkę na stoliku.
,,Aniu, wiem że nie chcesz mnie więcej widzieć, dlatego wróciłem do Polski. Wiedz, że zawsze będę Cię kochał. :* Mati <3
- ,,Zawsze będę cię kochał" - powiedziałam do siebie i wyrzuciłam kartkę.
Poszłam na górę do łazienki, żeby wziąć prysznic. Podczas mycia się śpiewałam piosenkę Warzone. Z prysznicem uwinęłam się w 15 minut. Od razu wysuszyłam włosy i umyłam zęby. Nie byłam głodna. Poszłam w szlafroku do swojego pokoju. Zdjęłam go i ubrałam koszulę nocną. Wzięłam laptopa i sprawdziłam wszystkie portale społecznościowe. Jak zwykle nuda, chociaż na twitterze zobaczyłam wpis który został dodany przez Nathana :
,, Dzisiaj poznałem wyjątkową osobę. Jest piękna i miła. Jutro znów ją spotkam. Nie mogę się doczekać. Ach, zapomniałem dodać, że ładnie się czerwieni. <3"
Gdy to przeczytałam od razu poprawił mi się humor. Wyłaczyłam laptopa. Położyłam się w łóżku i zasnęłam.


                                                                               Rozdział III
       Następnego ranka smacznie sobie spałam, dopóki nie obudził mnie mój dzwoniący telefon. Zgarnęłam go z półeczki obok łóżka i odebrałam.
- Haaaaloooo ? - powiedziałam ziewając.
- Hej, Anka. Tu Gosia. Czemu wczoraj tak zniknęłaś na koncercie ?
- Nie chcesz tego wiedzieć.
- Oj powiedz !
- No dobra. Szukałam Matiego i znalazłam go całującego się z inną. - łzy napływały mi do oczu.
- Że co ? Jesteś pewna, że to był on ?
- Tak, jestem.
- I co masz zamiar z tym zrobić ?
- No właśnie nic. To koniec. Wyjechał do Polski zanim wróciłam do domu z koncertu.
- Aham. Szkoda. Byliście fajną parą.
- Tak. Ale to już koniec. Gosia, mogę ci coś powiedzieć ?
- Nom. Gadaj.
- Ok. Wczoraj jak uciekłam od Matiego, to wpadłam na kogoś. Tym kimś był ten Nathan z The Wanted.
- Serio ?
- No. Zaprosił mnie na dzisiaj na obiad. Nareszcie poznam chłopaków ! Hura !
- Ale ci dobrze. A mogę powiedzieć dziewczynom ?
- Spoko. Ja kończę. Widzimy się na gitarze. Pa!
- Narka ! - rozłączyłam się, odłożyłam telefon i się przeciągnęłam. Poszłam do łazienki, żeby się trochę ogarnąć. Siedziałam tam aż pół godziny. Poszłam do pokoju żeby się ubrać. Jak zwykle nie wiedziałam co założyć. Wymyśliłam, że postawię na luz. Ubrałam białą koszulkę z napisem ,,MY LIFE IS CRAZY", krótkie jeasnowe spodenki, koszulę w czarno-szaro-białą kratkę, czerwone conversy i zielonego Full Capa z napisem ,,NY".
Zeszłam na dół, żeby coś zjeść. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Usiadłam przy stole i je zjadłam. Miskę włożyłam do zmywarki. Spojrzałam na zegarek, było już po 10. Poszłam umyć zęby. Zeszłam na dół, usiadłam w salonie i włączyłam TV. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda !! Przełączyłam na kanał Comedy Central. Akurat był tam maraton serialu ,,Dwóch i pół". Oglądałam, aż w końcu zasnęłam. Obudził mnie dzwonek do drzwi.
,,Kto to może być?"- pomyślałam. Spojrzałam na telefon. Była 13:45.
- O kuźwa ! - przeklnęłam na cały dom i szybko pobiegłam poprawić fryzurę. Zgarnęłam jeszcze moją torbę z pokoju, wyłączyłam TV i otworzyłam drzwi. Zobaczyłam Nathana, który tylko się uśmiechnął.
- Hej.
- No hej. - pocałował mnie w policzek.
Zamknęłam drzwi.
- Idziemy ?
- Tak.
Podeszliśmy pod jego auto. Było super ! Czarny jaguar. Nath otworzył mi drzwi i sam poszeł wsiąść od swojej strony. Ruszyliśmy w stronę domu chłopaków. Byliśmy tam po 5 minutach. Nathan wyszedł z samochodu i jak dżentelmen ,,znowu" otworzył mi drzwi.
- Dzięki.
- No to co ? Gotowa poznać chłopaków  ? - zapytał.
- Ty jeszcze pytasz ? No jasne, że tak !
Podeszliśmy pod drzwi i zapukaliśmy, bo Nathan zapomniał kluczy. Drzwi otworzył wysoki chłopak z lokami.
- Siema ! - wydarł się na całe miasto. - Jestem Jay. Zapraszam !
Weszliśmy do środka. Ich dom był prawie taki sam jak mój. Nathan zawołał chłopaków. Z góry po kolei zeszli Tom, Max i Siva. Cała trójka krzyknęła chórem : Cześć !
- Hej ! Jestem Ania. - podeszłam do każdego i podałam mu rękę.
- Siva.
- Tom.
- Max jestem
Nathan krzyknął:
- Chodźcie na obiad !!
Wszyscy usiedliśmy przy stole. Nath przyrządził chińszczyznę.
- Mniam .. moje ulubione danie. - wzięłam pałeczki.
- Serio ? Moje też - powiedział Nathan.
Zaczęliśmy jeść. Przy jedzeniu opowiadaliśmy różne historie i śmialiśmy się. Seev zebrał od nas talerze. Spojrzałam na zegarek. Była 15:00. Miałam mieć o wpół do piątej lekcje gry na gitarze.
- Słuchajcie chłopaki. Ja już muszę wracać.
Na twarzy Natha pojawił się smutek.
- Musisz ? - zapytał.
- Tak. Mam lekcje gry na gitarze. Na serio miło było was poznać.
- Ciebie też. - powiedział Tom.
- Szkoda. To pa ! - każdy z chłopaków podszedł do mnie i przytulił.
- Odwiozę cię. - Nathan podał mi torbę.
- Okej. - jeszcze raz pożegnałam się z chłopakami i wyszliśmy. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do mojego domu. Po chwili znaleźliśmy się już na miejscu.
- Mogę odprowadzić cię pod drzwi ? - zdziwiło mnie to pytanie.
- Ee... Okej.
Podeszliśmy pod drzwi. Otworzyłam je.
- No to pa ! - już miałam wejść, aż nagle Nathan pociągnął mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Patrzyłam w te jego zielono-niebieskie oczy. Nasze usta dzieliły już tylko milimetry. W końcu złączyły się w namiętnym pocałunku.
- Pa. - powiedział Nath i puścił mi oczko.
- Narazie. - weszłam do domu i położyłam się na kanapie w salonie. Zasnęłam.

----------------------

Więc jest to taki dodatek ode mnie, pisany przez Anię Kierzyk. Jest to pierwsza część jej opowiadania, która moim zdaniem jest znakomita.. :) Więc komentujcie, oceniajcie i jeśli spodoba wam się mogę dodać dalszą część. :) Oczywiście dziękuję Magdzie, która pozwoliła mi dodać tą część. ;***


czwartek, 30 sierpnia 2012

Rozdział 5

Po paru godzinach dojechaliśmy na miejsce, gdzie chłopcy się zatrzymali.
Wysiadłam a za mną Nathan. Wydawało mi się, że był szczęśliwy, bo jestem przy nim i w końcu będę z nimi podróżować. On wziął walizki i zaniósł do hotelu, ja poszłam za nim.
Hotel był mały i zamówiony tylko dla chłopaków. Wyglądał on jak duże mieszkanie. Salon, Kuchnia, ale dużo pokoi. Cała ekipa musiała się gdzieś zmieścić, przecież razem np. Jay i Kevin nie będą spać... Ja miałam pokój oczywiście z Skarbem.
Kto z nami pojechał? Zespół, Kevin, Martin, Nareesha, Kelsley, jakiś gostek , którego nie znałam. On był chyba od światła. Emiley z nami nie mogła jechać. Większości osób nie znam.
Weszłam do środka. W takim dużym salonie siedzieli wszyscy.
Spojrzałam na nich, a oni zaczęli się uśmiechać do mnie. Tom podbiegł i mnie od tak przytulił.
- Myślałem siostra, że już nie przyjedziesz. - przytulił mocniej
- I widzisz, jestem – ładnie się uśmiechnęłam.
Tom mnie puścił, a ja doszłam do reszty. Wstali i mocno mnie przytulili. Nie mogłam złapać powietrza. Gdy już puścili, podeszła do mnie Nareesha i mocno przytuliła.
Kelsley siedziała na krześle patrząc na mnie. I ona też wstała.
- Może i między nami jest źle, ale cieszę się, że Ty jesteś z moim bratem. Nawet nie chcę Ci go odbierać, ale po prostu powinniśmy być dla Siebie milsze. Nie sądzisz? - powiedziałam tak wprost.
-Tak, też tak sądzę. Przepraszam. - odpowiedziała z uśmiechem Kelsley i też mnie przytuliła.
 Nathan podszedł a razem z nim chłopak od światła , którego w ogóle nie znałam.
-Kochanie, poznaj Matt'a. Matt, poznaj moją Amy
Cześć, Matt jestem – podał mi rękę ten nieznajomy dla mnie chłopak.
-Miło mi, Amy. - uśmiechnęłam się, też podając mu rękę. Nathan mnie objął a ten cały Matt wciąż się na mnie gapił, to było denerwujące.
Kevin musiał odebrać telefon, nawet długo rozmawiał z tym kimś. Gdy zakończył rozmowę, skierował się po picie i do nas.
-Chłopcy, jutro koncert! Wiecie, że wszystkie bilety wykupione? - krzyknął Kevin, który szedł po jakieś picie dla Siebie.
-Ooo, bravo! - Jay rozpoczął klaskanie, a za nim wszyscy – A gdzie ten koncert?
-W Toronto. Więc szybko się pakujcie i zaraz będziemy ruszać. - uśmiechnął się i poszedł pić swoje ulubione picie śpiewając sobie coś pod nosem.
-No kotku, nie musisz się rozpakowywać. Jedną torbę zostawimy a drugą weźmiemy.
-Wiem, wiem mój głuptasie. - zachichotałam, rozczochrają mu włosy.
Chłopcy i cała reszta pobiegli do swoich pokoi po rzeczy. Ja usiadłam na krzesełko.
Nathan poszedł zanieść mi jedną z walizek.
Poczekałam na nich z parę minut, bo jednak musieli wszyscy swoje rzeczy spakować.
Wzięłam swoja walizkę i wyszłam na dwór.
Autobus już czekał, był to wielki bus, specjalny na trasy dla chłopaków.
Kierowca pomógł wsadzić mi walizkę do bagażnika a ja stałam przed hotelem.
Wszyscy spakowani wyszli na dwór i spakowali walizki, torby też do bagażnika.
Nathan spakował do swojego plecaka jakieś różne gierki, na wypadek gdyby mu się nudziło. Spakowani, weszliśmy do wielkiego busu. Piękny był. Zwyczajny, ale piękny. Usiadałam na małej sofie, która była też tam. Chłopcy lubili nim jeździć bo był telewizor, różne gierki, jedzenie, siedzenia, mały kibelek.
Wszyscy ruszyliśmy w drogę...
***KONCERT***KONCERT***KONCERT****KONCERT****KONCERT****
  Dojechaliśmy bardzo bezpiecznie. W Busie grałam na konsoli Nathana, pozwolił mi.On wtedy spał. Wysiedliśmy wszyscy. 
Musieliśmy iść bardzo szybko, bo było małe opóźnienie przez korki.
Zza kulisami chłopcy rozgrzewali głosy, robili różne mimiki twarzy, ogarniali swoje ciało.
Ja stałam spokojnie, patrząc na nich. Nathan podbiegł i zapytał:
-Skarbie, wszystko w porządku? - uśmiechnął się do mnie, rozgrzewając ręce.
-Tak, tak – odwzajemniłam uśmiech.
-Chłopcy, wchodzicie!!! - krzyknął Kevin.Nathan pocałował mnie szybko i wybiegł na scenę.
Ja stałam z Kevinem i dziewczynami.
- Pewnie znów będą urządzać jakieś zabawy – pode śmiał się Kevin.
-Pewnie tak, to u nich możliwe. - powiedziała Kelsley, siadając na krześle.
Zaczęli od Chasing the sun.

Nie zauważyłam kiedy Jay do mnie podbiegł i zabrał mnie na scenę.
-Drogie fanki, teraz piosenka Heart Vacancy. Chłopcy biorą fanki, ja wziąłem też naszą wielką fankę, a szczerze mówiąc to dziewczynę Nathana – zaśmiał się przez mikrofon Jay, trzymając mnie.
-Dobra, dobra – zszedł Nathan z ochroną i podał rękę jakiejś fance, biorąc na scenę.
Byłam zazdrosna. Max, Siva, Tom zrobili to samo. Ich dziewczyny nie lubiły występować na ich koncertach. Sama się zdziwiłam dlaczego Jay wziął akurat mnie? Przecież mógł dać taką propozycję innej dziewczynie.
Zaczęli śpiewać. 
  • I hear your heart, cry for love.But you won’t let me make it right.You were hurt, but I decide.If that you were worth the fight.Every night, you lock up.You won’t let me come inside.
    But the look, in your eyes.I could turn the tide.In your heart, in your heart, in your heart.I can tell you can fit one more.In your heart, in your heart, in your heart.I don’t care was there before.- Max zaczął.
Jay mnie przytulił do Siebie, a było widać, że Nathan był trochę zły, więc on przyprowadził fankę,
kazał Jay'owi ją złapać za rękę, a sam podszedł do mnie i mnie zabrał od niego.
-Sorry, ale jestem zazdrosny – szepnął mi na ucho. Zaczęłam się śmiać tylko z tego wariata. 
Piosenka zakończona - In your heart, in your heart, in your heart...
  Zespół przytulił dziewczyny, dali całusy i pomogli im zejść ze sceny. Ja też poszłam do reszty.
Następnie było - Lose My Mind, Warzone, Lightning, Gold Forever, All Time Low, a na końcu Glad You came. Nie mogło obejść się bez zabawy „Kciuki”. Było to między Lightning a Gold Forever. Chłopcy czyli Jay i Nathan, podnosili swoje kciuki. Gdy był do góry, fanki piszczały, gdy był na dół, była cisza.
Zakończony koncert bardzo pomyślnie.
Stałam obok sprzętu na picie, kawę, herbatę. Chłopcy przybiegli i napili się.
Nathan stał wciąż obok mnie, trzymając za rękę. Całował, gdy było mi smutno...
Ogarnęli się i pojechaliśmy do domu, myśląc co dalej będzie.


-----------------------------------------------------------------------------------
Tak więc postanowiłam dodać nowy rozdział.. Mam nadzieję, że ogólnie Wam się spodoba. ;)
z Adą mam kontakt i z tego się cieszę ;)
Ogólnie chce zmienić tu tło, ale ja nie mogę na swoim koncie.
Komentujcie śmiało, a ja mam nadzieję, że jak najszybciej dodam rozdział 6 ;)

sobota, 25 sierpnia 2012

Pożegnanie...

       Postanowiłam zrobić jeszcze post, w którym z wami się pożegnam. Dziękuję wam za te wszystkie komentarze, które były motywacją do pisania. To dzięki wam ten blog powstał i miałam możliwość pisania go. Dziękuję też, że tyle ludzi czytało moje rozdziały... Oczywiście muszę podziękować też, za te wszystkie szantaże, dzięki którym mogliście poczytać rozdziały na moim blogu. Dziękuję też Magdzie, że wytrzymała ze mną jakoś. Jeszcze raz wielkie dzięki i miłego czytania dalszej części opowiadania, pisaną przez Magdę. :)



                                                                                                                                                  Ada;)

czwartek, 16 sierpnia 2012

Rozdział 4.


       Weszłam do środka i zobaczyłam bladą ciocię. Wyglądała strasznie. Gdy mnie zobaczyła otworzyła delikatnie oczy. Widziałam, że chce coś powiedzieć, ale nie mogła. Usiadłam koło niej i popłynęły mi łzy ze smutku i rozpaczy. Nigdy nie widziałam cioci w taki stanie. Nie miała nikogo. Nie mogła mieć dzieci. To ja byłam jej oczkiem w głowie, byłam jej dzieckiem. Sama nie miała łatwego dzieciństwa. Sama zaczynała od zera. Mieszkała na początku na ulicy, ale potem znalazła pracę, dzięki której mogła mieszkać, choć w małym mieszkaniu, ale zawsze był to dom, a nie ulica. Cały czas pracowała, choć miała wiele problemów. Szef ją molestował, ale musiała wytrzymywać to wszystko, ponieważ nie mogła stracić pracy. Pewnego dnia jednakże przyszła do szefa jak codziennie i dała mu listy, ale on zaczął ją rozbierać. Tak, zgwałcił ją. Wtedy nie wytrzymała i poszła na policję. Facet stracił pracę i na szczęście ciocia awansowała na jego miejsce. Potem było już coraz lepiej, jeśli chodzi o jej życie prywatne. W pracy miała dużo problemów, jak to w pracy. Coraz więcej pieniędzy, ale dawała je na akcje charytatywny, bo jak mi to mówiła, nie były jej potrzebne. Potem pojawiłam się ja. Myślała, że u mnie w domu wszystko w porządku, rodzice mnie kochają, dbają o mnie i tak dalej. Dopiero potem dowiedziała się, że nie jest tak jak myślała. Chciała odebrać im prawa do mnie, ale nie pozwolili jej. Gdy byłam mała, miałam może  dwa latka, podobno na całym ciele miałam siniaki i zadrapania, a nawet delikatne poparzenia, które zeszły z czasem. Zabierała mnie na wakacje, na szczęście. Dzięki niej miałam trochę wolności i swobody. Choć gdy wracałam do domu było piekło. Same awantury. Na szczęście po kryjomu chodziłam na zajęcia sztuki walki i umiałam się bronić przed nimi. Kiedyś ojca uderzyłam i to dosyć mocno. Udawał twardego, ale widziałam, że go to boli. Wtedy delikatnie zrozumiał, że przesadzają. Niestety matka nie była taka. Zaczęła wrzeszczeć i ojciec znowu zaczął mnie bić. Dalej już lepiej nie mówić co było. Wracając do teraźniejszości ciocia patrzyła na mnie, a ja nie mogłam powstrzymać łez. Po dłuższej chwili wszedł prywatny lekarz cioci. Powiedział, że to już. Zaczęłam niemiłosiernie płakać. Lekarz mnie uspokajał i powiedział, że mogę się z nią pożegnać, i wyszedł. Jeszcze bardziej zbliżyłam się do cioci.
-Ciociu, dziękuję ci za wszystko co dla mnie zrobiłaś. Za te wszystkie nasze rozmowy, zakupy, byłaś ze mną w najtrudniejszych chwilach. Ale najbardziej dziękuję ci za to, że odciągnęłaś mnie od rodziców, od ludzi, którzy mnie bili i utrudzali życie. Dziękuję ci. Poznałam mojego biologicznego brata. Chciał cię zobaczyć, ale jak widać nie zdąży. Dziękuję ci… - poleciały mi krople łez, niestety pokapały na ciało cioci.
       Po chwili zaczęły wszystkie urządzenia piszczeć i do sali wszedł lekarz. Ta chwila była najgorsza. Cały czas płakałam, lekarz próbował mnie odciągnąć od cioci, ale byłam silniejsza. W pewnej chwili do pokoju weszła sprzątaczka i pomogła doktorowi, przez co znalazłam się na korytarzu. Zsunęłam się po ścianie i usiadłam na podłodze. Zakryłam twarz rękoma i płakałam dalej. W tej chwili wszystkie chwile przeszły przez moją głowę. Po chwili ktoś usiadł koło mnie. Nie wiedziałam kto to był, nawet mało mnie to obchodziło. Po pewnej chwili ta osoba przytuliła mnie. Odwróciłam głowę w jej stronę i zobaczyłam asystentkę cioci, Elizabeth. Lubiłam ją i to bardzo. Znowu zaczęłam patrzeć na podłogę i poleciały mi łzy. Elizabeth zaprowadziła mnie do mojego pokoju. Ciocia zrobiła dla mnie pokój, gdy do niej przyjeżdżałam. Usiadłam na łóżku. Cały czas płakałam. Nie mogłam powstrzymać łez. Teraz tak praktycznie został mi tylko Tom, i Nathan. Położyłam się na łóżku i nie wiem jak, ale po chwili zasnęłam…
       Obudziłam się wieczorem. Szczerze mówiąc nie wiem czy był to ten sam dzień i nie obchodziło mnie to. Wzięłam do ręki telefon. No pięknie. Dwadzieścia nieodebranych połączeń i dziesięć smsów, a wszystko od Nathana.  Nie chciałam oddzwaniać. Nawet nie wiem dlaczego. Wstałam z łóżka i podeszłam do lustra. Gdy się zobaczyłam wystraszyłam się. Wory pod oczami, rozmazany makijaż, włosy jak po wichurze. Krótko mówiąc masakra. Poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic. Szczerze mówiąc, nigdy nie robiłam mocnego makijażu, ale tym razem musiałam zrobić mocny, aby zamazać wory pod oczami. Wróciłam do pokoju i wzięłam z nierozpakowanej walizki czarne ubrania. Założyłam je i usiadłam na łóżku. Wzięłam telefon do ręki. Nathan cały czas dzwonił. Nie chciałam z nim rozmawiać, dlatego wyłączyłam telefon. Położyłam się znowu na łóżku. Nawet nie wiedziałam, która jest godzina. Cały dzień leżałam na łóżku. Dopiero wieczorem poczułam głód, dlatego zeszłam na dół. Na korytarzu zobaczyłam Nathana i Toma. Zdziwiłam się i to bardzo. Nie wiem dlaczego, ale cały czas nie miałam ochoty gadać. Rozmawiali z Elizabeth. Chciałam szybko iść na górę, odwróciłam się i poszłam parę kroków.
-Amy, nie uciekaj! – krzyknął Nathan. Nie no, musiał mnie zauważyć. Odwróciłam się, a on podbiegł do mnie i przytulił. – Nie płacz, skarbie. Wszystko będzie dobrze. Choć do pokoju. – objął mnie ramieniem i poszliśmy do mojego pokoju. Gdy weszliśmy usiadłam na łóżku. Uklęknął przede mną. – Blada jesteś. Jadłaś coś? – pogłaskał mnie po policzku, a mi poleciały łzy – Nie płacz. Spokojnie. Jestem z tobą. I będę. Przyniosę ci coś do jedzenia. Zaczekaj tu, skarbie. – pogłaskał mnie po głowie i pocałował w czoło. Próbował mnie pocieszyć, choć jemu też łatwo nie było. Widziałam to. Też to przeżywał. Wrócił po jakiś dziesięciu minutach z tacką, na której było masę jedzenia. Postawił na łóżku. – I teraz masz to wszystko zjeść. – uśmiechnął się.
-Nigdy w życiu tego nie zjem. – powiedziałam cicho.
-Co powiedziałaś? – zaśmiał się.
-Nic, nic. – uśmiechnęłam się delikatnie.
-No widzisz! Uśmiechasz się! – ucieszył się Nathan.
-Pomożesz mi zjeść? – popatrzyłam na jego zielono-niebieskie oczy.
-Pewnie. – uśmiechnął się.
       Nathan pomógł mi zjeść. Oczywiście rozśmieszał mnie jak tylko mógł. Potem przyszedł do pokoju Tom, a Nathan powiedział, że pójdzie zanieść tacę. Tom usiadł na moim łóżku. Nie wiedział co ma powiedzieć. Miał bardzo poważną minę. Nigdy go takiego nie widziałam.
-Jak się czujesz? – zapytał.
-Lepiej. Nathan mi pomaga. – odpowiedziałam.
-To dobrze. – powiedział. Niestety ja nie wytrzymałam i rozpłakałam się. –Ej, mała. Nie płacz. – przytulił mnie. W tej chwili poczułam wodę na swoim ramieniu. Tom też płakał. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby płakał. Gdy oderwaliśmy się od siebie zobaczyłam jego czerwone łzy od płaczu. Wtedy zrozumiałam, że może i jej nie znał, ale też mu było bardzo smutno…

                                                                                       Pięć dni później…

       Dzisiaj jest pogrzeb cioci. Przez te pięć dni nic wielkiego się nie wydarzyło. Cały czas o niej myślałam i płakałam, a Nathan próbował mnie uspokoić. Czasami sam Tom płakał, przez co Nathan uspokajał mnie jak i Toma. Bardzo mu jestem za to wdzięczna. Tom mi powiedział, że jeden raz był u cioci, ale tylko na jeden dzień, bo rodzice jak zwykle się z nią pokłócili. Później już do niej nie przyjeżdżał. Wracając do teraźniejszości, jak co rano wzięłam odświeżający prysznic, zrobiłam makijaż, ubrałam się. Gdy ubierałam koszulkę wszedł Nathan. Usiadł na moim łóżku i gapił się na mnie. Odwróciłam się i założyłam tą nieszczęsną koszulkę. Nathan zrobił smutną minę, ale nie miałam teraz ochoty o tym myśleć. Godzinę później byłam już pod kościołem. Msza przebiegła… Cały czas płakałam. Nie mogłam powstrzymać łez. Tom był w miarę spokojny. Nathan uspokajał mnie. Po mszy wszyscy zaczęli mi i Tomowi składać kondolencje. My byliśmy jej najbliższą rodziną. Później była stypa, ale ja wolałam jechać do domu, dlatego też Nathan mnie zawiózł. W domu od razu poszłam do pokoju, a mój ukochany za mną. Usiadłam na łóżku, a on uklęknął przede mną. Byłam cały czas smutna.
-Wiesz co ci pomoże? – zapytał, a ja na niego popatrzyłam – To. – uśmiechnął się i mnie pocałował. Zaczął coraz namiętniej całować. Położyłam się na łóżku, a on na mnie. Całował mnie po szyi. Zaczął zdejmować moją koszulkę, ale zepchnęłam go z siebie. – Coś nie tak? – zapytał.
-Przed chwilą pochowałam swoją ciocię, a ty mi proponujesz sex?! Wyjdź! – rozkazałam mu. Wstał z łóżka i chciał się już wyjść, ale odwrócił się.
-Przepraszam. – powiedział i wyszedł.
       Kilka dni później już lepiej się czułam. Wybaczyłam Nathanowi za to i postanowiłam jechać z nimi w trasę. Okazało się, że ten dom mam w spadku, ale nie wiem jeszcze co z nim zrobię. Nathan mówi, żebym sprzedała, ale mam tam dużo wspomnień z tym domem i miejscem. Postanowiłam zostawić tak jak jest, a potem się zobaczy. Właśnie Nathan zabiera moje walizki, a ja jeszcze siedzę na łóżku w swoim pokoju. Nie wiem dlaczego, ale nie mam sumienia zostawiać tutaj tych wszystkich ludzi. Chciałabym tu zostać, ale Nathan jest dla mnie najważniejszy i dla niego zrobię wszystko. Wyszłam z pokoju zamyślona, zamknęłam drzwi, pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam z willi. Wsiadłam do samochodu i odjechałam…

------------------------------

No i o to mój ostatni prawdopodobnie rozdział na tym blogu. Oddaję bloga w ręce Magdy. :) Bardzo bym chciała podziękować wszystkim moim czytelnikom za komentarze i te miłe słowa. Bardzo ciężko jest mi rozstać się z tym blogiem, ale zdaje mi się, że będzie to dobra decyzja. Magda jakby co to mów, pomogę. Więc jeszcze raz bardzo bym chciała podziękować. Możliwe, że wrócę jeszcze do pisania tego bloga... Dziękuję... ;********** 

niedziela, 29 lipca 2012

Informacja.

       Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad skończeniem bloga, ale przecież jest jeszcze druga autorka, dlatego kończę pisać i zostawiam bloga Magdzie. Może wrócę jeszcze do pisania, nie wiem... W tym tygodniu pojawi się mój ostatni rozdział i mam nadzieję, że wam się spodoba.

                                                                                                                        Dziękuję za uwagę, Ada. :)

środa, 18 lipca 2012

Rozdział 3.


       Od razu gdy weszliśmy do pokoju Nathan zaczął mnie całować. Czułam od niego alkohol, bo pił trochę z chłopakami. Niestety nie chciał przerywać. Ustąpiłam mu, choć zapach nie był przyjemny. Popchnął mnie na łóżko i usiadł okrakiem. Zdjął moją bluzkę i zaczął całować szyję. Zdjęłam jego koszulkę i odwróciliśmy się. Całowałam jego nagi umięśniony tors. Widać, że przez ten rok trenował trochę. Dobierałam się do niego spodni. Gdy rozpięłam jego spodnie zdjęłam je i został w samych bokserkach. Odwróciliśmy się i teraz to on dobierał się do moich spodni. Gdy je zdjął zostaliśmy w samej bieliźnie, która nie pozostała na długo na naszych ciałach. Przez długi czas pieściliśmy swoje ciała. Gdy już oboje mieliśmy ochotę na coś więcej Nathan włożył dwa palce we mnie i szybko poruszał. Było mi przyjemnie, ale wolałam, żeby się trochę pospieszył, dlatego powiedziałam mu to, a on uśmiechnął się i delikatnie wszedł we mnie. Poruszał się coraz brutalniej. Było mi bardzo przyjemnie. Zmienialiśmy co chwile pozycje. Oczywiście czułam jeszcze od niego alkohol, ale w tej chwili nie przeszkadzało mi to. Gdy oboje doszliśmy położyliśmy się w ciepłym łóżeczko, gdzie w tuleni w siebie zasnęliśmy.
          Rano obudziłam się w tulona w Nathana. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i od razu wstałam zdenerwowana. Nathan przez to też się obudził, ale nawet dobrze, bo mieliśmy godzinę do odlotu.
-Nathan, jest 9:00. – zakomunikowałam. 
-I co z tego? – zapytał dosyć oschle. Za pewnie główka go bolała.
-Za godzinę wylatujemy! – krzyknęłam.
-To dzisiaj?! – krzyknął i szybko wstał. Oboje wzięliśmy szybko prysznic i ubraliśmy się. Ja w tym czasie, gdy Nathan się ubierał zaczęłam krzyczeć na całą chatę, bo wszyscy zaspali.
-Pobudka! Za nie całą godzinę wylatujemy! – wrzeszczałam. Po chwili szybko wybiegali z pokoi i wrzeszczeli na mnie, a ja ich próbowałam uspokoić. Na szczęście Nathan wkroczył do akcji.
-My też zaspaliśmy. 10 minut temu się obudziliśmy. Myśleliśmy, że wy już nie śpicie. A tak w ogóle to… Dalej, bo się kurwa spóźnimy!!! – krzyknął.
        Wszyscy po słowach Nathana ruszyli do pokojów. My z Nathanem wzięliśmy nasze walizki i zanieśliśmy do samochodu. Na szczęście kierowca stał już przed domem. Zaproponowałam, że pójdę do sklepu obok i kupię coś na drogę. Nathan się zgodził i szybko pobiegłam do sklepu. Kupiłam wszystkim po drożdżówce i wodzie niegazowanej. Zapłaciłam za wszystko. Niestety babce się nie śpieszyło i powoli brała pieniądze z kasy, które miały być moją resztą. Wkurzała mnie i dopiero po pięciu minutach mi dała pieniądze. Szybko wybiegłam ze sklepu i widziałam tylko, jak ona się śmieje. Znowu po pięciu minutach byłam już w domu, praktycznie przed domem i zobaczyłam wszystkich w samochodzie, oprócz Nathana, który czekał na mnie.
-Co tak długo? – zapytał się.
-Sprzedawczyni się nie śpieszyło i dopiero po pięciu minutach dała mi resztę. – powiedziałam, a on pociągnął mnie w stronę samochodu.
       Rozdałam wszystkim jedzenie i samochód ruszył. Kierowca jechał dosyć szybko, bo wiedział, że za jakieś 20 minut mamy samolot. Niestety w mieście znowu musiały być korki. Denerwowaliśmy się. Na nasze szczęście kierowca skręcił w jedną uliczkę, którą pojechaliśmy w stronę lotniska. Dzięki niemu dotarliśmy na ostatnią chwilę. Niestety przed budynkiem były fanki. Z dziewczynami weszłyśmy do budynku, choć jedna fanka mnie zaczepiła i chciała już mnie uderzyć, ale na szczęście pamiętałam jeszcze chwyty sztuki walki i obroniłam się. Miała  szczęście, że ja jej niczego nie zrobiłam. Reszta fanek gdy to zobaczyły zaczęły się śmiać z niej. Sama bym się zaczęła śmiać, ale nie byłam taka. Weszłam do budynku gdzie był już Big Kevin, Martin i cała ekipa. Wszyscy odetchnęli z ulgą gdy nas zobaczyli. Kevin z Martinem poszli po chłopaków, bo zostało mało czasu. Gdy już wrócili szybko weszliśmy do samolotu. Usiedliśmy spokojnie. Siedziałam między Nathanem, a Jayem. Wyciągnęłam mp4 i zaczęłam słuchać muzykę. W pewnym momencie Nathan poprosił mnie, żebym je zdjęła. Zgodziłam się, ale zaczęłam się trochę denerwować, bo miał  bardzo poważny głos.
-Coś się stało, skarbie? – zapytałam przeczesując palcami jego włosy.
-Nic, oprócz tego, że wiem, że Jessica… Jessica… Jest w ciąży. – powiedział mi, a mnie zamurowało. Powiedziała mu i żyje. – Mam do ciebie prośbę. Wiem, że na pewno będziesz z nią rozmawiała przez skype albo przez telefon. Możesz pytać się jej co u niej, jak się czuje? Mi na pewno powie, że fajnie, świetnie, a tobie powie prawdę. - poprosił mnie
-Pewnie, kochanie. – pocałowałam go w usta, a Jay się skrzywił.
-Musicie to robić tutaj? Nie wystarczyła wam noc? – zapytał skrzywiony Jay.
-Weź znajdź sobie dziewczynę to wtedy zrozumiesz to. – uśmiechnął się Nathan.
-Przecież mam i siedzi tam. – powiedział.
-No to idź i ją pocałuj. – uśmiechnął się znowu.
-Dobra. – wstał Jay i ruszył w stronę Emily. Znienacka zaczął ją całować.
-Zaraz zrozumie to  i będziemy mogli się całować. – zakomunikował Nathan.
-Też tak myślę. – przyznałam mu rację.
-Wiecie co? – wrócił na miejsce – Całowanie dziewczyny jest zajebiste.
-A chłopaka? – zaśmiałam się.
-Tego to ja już ci nie powiem, ale jak na moje to ohydne. – odpowiedział.
-Mówiłem, że mu się to spodoba? – tym razem Nathan zapytał.
-Mówiłeś, mówiłeś, skarbie. – uśmiechnęłam się, zaczesałam jego grzywkę i namiętnie pocałowałam.
        Znowu wzięłam słuchawki i mp4. Zaczęłam słuchać muzyki i myśleć o swoim życiu. Co mnie jeszcze czeka? Co się wydarzy? Czy będę szczęśliwa? Na te pytania nie znam odpowiedzi, niestety. Słuchając muzyki rozmyślałam nad całym życiem… Gdy myślałam, Nathan puknął mnie w ramię, więc zdjęłam jedną słuchawkę i spojrzałam na niego
-Tak? - patrzyłam mu w oczy.
-Dasz mi trochę posłuchać, bo ja zapomniałem. – zaczął się śmiać.
-Spoko, było tak od razu. - uśmiechnęłam się i dałam mu słuchawkę.
        On włożył ją do ucha i zamknął oczy. Puściłam piosenkę: Eminem – Space Bound i też zamknęłam oczy. Poczułam rękę Nathana na moim kolanie, która była dość ciepła, gdy było ją czuć przez spodnie. Otworzyłam jedno oko kierując wzrok na niego, on tylko miał oczy zamknięte i się uśmiechał. Gdy skończyła się już piosenka Eminema, przełączyło się na następną. Ta była Limp Bizkit – Behind Blue Eyes. Ona mi przypominała o wszystkim , o pięknych a zarazem smutnych chwilach spędzonych w domu i nawet u chłopaków. Gdy Jay rozśmieszał, jak Nathan pocieszał gdy były ciężkie dni, jak kłóciłam się z rodzicami, wszystko mi się przypominało.
       Gdy wróciłam myślami do realu, Nathan nucił ją sobie. Jego nucenie było piękne, tak delikatnie, skromnie, na koncertach to się drżę, popisuje a tu jednak normalny Nathan. To w nim kochałam.
Otworzyłam już do końca oczy, patrząc na Jaya i Nathana. Jay grał w grę na telefonie, a Nathan słuchał wciąż muzyki, trzymając rękę na moim kolanie. Powiedziałam do Jaya.
-Jay, wiesz co? Życie bywa śmieszne, bo nigdy bym nie przypuszczała, że będę tu z Wami i była Twoją kumpelą. – odparłam, patrząc się na niego.
-Oj, Amy. Ile osób by dało by przytulić się do Nathana a co już mówiąc o całowaniu, a no i do mnie też. Masz farta. – odpowiedział, grając na telefonie.
-Ona nie ma farta, tylko spotkała chłopaka który ją kocha, który pragnie jej szczęścia, a nie chłopaka który zamiast iść do dziewczyny i ją pocałować bo siedzi sama, to gra na telefonie. Znasz takiego człowieka, Jay? Bo ja owszem. – wtrącił się Nathan, obejmując mnie.
-Dobra, dobra już... - powiedział loczek i poszedł usiąść do Emily, zaczął ją całować.
-Dlaczego tak powiedziałeś? Przecież to był dla mnie istny fart – zaczęłam patrzeć mu w oczy. On jednak tylko spojrzał w okno, patrząc na chmury. Odwrócił głowę w moją stronę.
-Bo ja pragnę, pragnę byś była szczęśliwa, a nie użerała się z takim głupolem jak Jay. Po prostu Cię kocham. – chciał mnie już pocałować, ale przyszedł Martin.
-No dobra, koniec tych czułości, zaraz będziemy w Ameryce. Czeka już na nas bus, więc przygotujcie się by iść prędko do niego, wiecie fanki i te sprawy, pytania? - powiedział, idąc w stronę Maxa, Sivy i Toma. Spojrzałam na Nathana i szybko go pocałowałam. On się uśmiechnął i odwzajemnił.
-Dziękuje, że jesteś ze mną. - powiedziałam, trzymając go za rękę
-To ja dziękuję – i pocałował teraz bardziej namiętnie.
       Dolecieliśmy. Lot trwał z 4 godziny a tyle się działo. Wysiedliśmy i poszliśmy całą grupą szybko do terminala pasażerskiego. Nathan szedł obok mnie. Poszliśmy po bagaże i wyszliśmy na dworze. Martin miał rację, bus już na nas czekał, i było dużo fanek. Schowaliśmy bagaże do bagażnika, ja wsiadałam do samochodu, a chłopcy poszli porobić sobie z nimi zdjęcia i rozdać autografy. Po paru minutach przyszli z pełnymi rękoma prezentów, były to m.in. miśki, czekoladki, zrobione rzeczy przez same fanki, nawet Jay dostał stanik chociaż to trochę było zabawne. Spojrzałam na niego jak przymierzał go.
-No co? Kochają mnie. – zaczął się śmiać na cały bus.
-Ale przecież nic nie mówię, chociaż. Ładnie Ci. – ode śmiałam się.
       Do pojazdu przyszedł już Big Kevin i Marin, no i reszta też. Ruszyliśmy. W busie było tak duszno, że postanowiłam otworzyć małe okno, które było na suficie. Próbowałam je otworzyć, ale się zacięło. Pomógł mi Siva. Już pchnęliśmy do końca, gdy nagle kierowca mocno zahamował. Razem z Sivą wpadliśmy na Kevina. Cały bus zaczął się śmiać.
-No widać, kto mnie tak bardzo kocha, tak mocno kocha, wręcz uwielbia. – zaśmiał się Kevin, a my z Sivą zrobiliśmy się czerwoni jak buraki. On zaczął się śmiać, więc ja postanowiłam też się zaśmiać, zażartować z tego, ale wiedziałam, że każdy miał bekę z tego. Siva wstał i pomógł mi wstać. Usiadłam szybko obok Nathana, zasłaniając twarz rękoma. On jednak mi ją odsłonił. Uśmiechnął się, całując mnie.
-Spokojnie Skarbie, to był tylko mały wypadek. – pocałował jeszcze raz.
-Wiem Skarbie, dziękuje, że Ty chociaż nie miałeś ze mnie beki. – powiedziałam i zanurzyłam się w jego zielonych oczach. Po ok. 6 minutach stanęliśmy obok domu ciotki, bałam się wysiąść i iść tam. Trzymałam mocno rękę Nathana. W końcu wysiadłam a za mną Nathan. Kierowca wyjął moje bagaże, a ja szybko się przytuliłam się do ukochanego.
-Nathan, nie zostawiaj mnie, proszę, błagam. – przytuliłam się mocniej.
-Skarbie, nie zostawię Cię, Ty musisz tam iść, musisz zobaczyć się z ciotką.- dotykał moje twarzy swoimi rękoma. - Pamiętaj, że wszystkim kim jesteś dla mnie, jesteś wszystkim co mam, co jest dla mnie najciemniejsze, co jest najbliższe memu sercu. – zaczął mi szeptać do ucha. Zaczęłam płakać.
Nathan... pocałuj mnie. – powiedziałam mu wprost. Zaczął mnie całować. Objął ręce za szyję by nic nie było widać, zasłaniając nasze usta. Namiętny pocałunek, dał mi świadomość, że on będzie zawsze obok mnie.
-Skarbie, ale już nie płacz. Uśmiechnij się dla mnie. – przytulił mnie mocno do Siebie. Uśmiechnęłam się, wycierając rękawem łzy.  - No i chce takiego Skarbka zapamiętać. – uśmiechnął się, znów całując.
-Idę się pożegnać z chłopakami. - skierowałam się do busu.
-Dobra, chłopcy, to ja będę się zwijała, mam nadzieję, że jak najszybciej Was zobaczę.
       Wyszłam z busu a chłopcy do mnie podbiegli i mnie mocno przytulili. Nie czułam powietrza, tak było mocno czuć ich perfumy. Każdy po kolei jeszcze mnie przytulił i pocałował w policzek. Weszli do busu a na zewnątrz zostałam tylko ja, Nathan i Tom.
-Dobra siostra. Trzymaj się, pozdrów ciocię, i powiedz, że jeszcze ją odwiedzę niedługo. - odrzekł Tom, rozkładając ręce do objęcia.
-Dobrze, dobrze. - przytaknęłam, szybko tuląc się do niego.
-Skarbie, to Ty już idź, a my pojedziemy do hotelu, kocham Cię – powiedział Nathan, wycierając oczy.                                                       Odsunęłam się od Toma i pocałowałam Nathana. Oni wsiedli do busu, a ja zostałam na dworze z dwiema walizkami. Przez okno mi jeszcze machali, a u Nathana widziałam łzy w oczach. Odjechali. Weszłam po schodach do willi cioci. Zapukałam, zadzwoniłam a dźwi otworzyła mi sprzątaczka, ucieszyła się gdy mnie zobaczyła. Spytałam się, czy mi pokaże pokój cioci, pokazała, że na lewo. Postawiłam walizki w korytarzu i zaczęłam iść do danego pokoju. Gdy już doszłam i weszłam do środka, zobaczyłam ciocię...

---------------------------

I o to kolejny rozdział. Następny napiszę sama, ponieważ chcę się „wyżyć” poprzez pisanie. Ostatnio trudny czas mam. Rodzice, choroba babci, jednym słowem masakra. Dedykacja dla Alusi, której bardzo dziękuję za to, że mnie pociesza i próbuje mi pomóc. Te nasze ostatnie spotkania i polowanie na TW. Kocham to! Dziękuję ci za to wszystko! <3

czwartek, 12 lipca 2012

Witam

Wita Was druga autorka opowiadania Magda (Neytiri). Tak wyszło, że razem z Adą będziemy wspólnie pisać.. pytania?? 
Mam nadzieję, że spodoba Wam się nasze wspólne pisanie ^^
Do Zobaczenia wkrótce. ;) 

wtorek, 10 lipca 2012

Rozdział 2.


       Nazajutrz lekki podmuch wiatru dawał znak, że jest obok, promyki słońca świeciły mi wprost w oczy, więc je otworzyłam. Rozglądnęłam się po całym pokoju Nathana obok mnie nie było. Odkryłam się, wstając z łóżka, zakręciło mi się w głowię i szybko usiadłam. Postanowiłam jeszcze raz wstać, udało się. Wzięłam z półki: bluzkę czerwoną w paski, spodnie rurki jeansowe, ciemne niebieskie i buty rzymianki. Poszłam do łazienki ubrać się i odświeżyć twarz po tym wszystkim. Po krótkiej chwili poszłam do kuchni. Już na schodach było słychać Jaya.
-Max, wiesz ile kot ma łap? - zapytał z śmiechem
-No 4. – odpowiedział Max
-Nie prawda bo 5, a ogon to co? – zaczął śmiać się na cały dom. Dotarłam do nich, z smutną twarzą.
-Cześć chłopcy. – powiedziałam idąc do lodówki po mleko.
-Cześć. – odparli chórem
-Witaj Skarbie. – podszedł do mnie Nathan, całując w usta – Jak się spało? - dokończył.
-Wiesz, nawet dobrze. Tak raczej bezpiecznie. - zaczęłam pić mleko.
-Siostrzyczko, co ty taka no? - spytał Tom.
-Śniliście mi się, i dziadkowi, rodzice też. – spuściłam głowę, przerywając picie mleka.
-Współczuje. To co dziś robimy? - spytał radosny Jay
-Jeszcze nie wiemy. - opowiedział na pytanie Jay'a Max. Popatrzyłam na tych moich głupków. Po krótkiej ciszy, Nathan postanowił gdzieś zadzwonić. Pocałował mnie w policzek i zaczął wybierać numer. Odszedł od nas idąc na dwór. Zrobiłam sobie 2 kanapki, i zaczęłam popijać je mlekiem.
-Amy, a ty wiesz ile … - nie dokończył Jay bo mu przerwałam.
-Ile kot ma łap. 5 tak, bo jeszcze ogon – powiedziałam.
-Dobra jesteś. – zaczął się śmiać. Nathan przyszedł z dworu, stając obok mnie i obejmując w pasie. Uśmiechnięty, patrzył na mnie jak na obraz.
-No co? Mam coś na nosie czy co? - spytałam, wycierając nos.
-Nie, po prostu jesteś piękna i moja. – i pocałował w policzek.
-Normalnie zakochane nasze gołąbki. – zaśmiał się Jay, pijąc colę. Po krótkiej chwili śmiechu, zadzwonił dzwonek do drzwi. Nathan poszedł otworzyć drzwi. Do kuchni weszła moja najlepsza przyjaciółka Jessica.
- Cześć chłopcy, cześć Amy. – uśmiechnęła się radośnie, dając każdemu w policzek buziaka.
-Cześć. – odpowiedzieli chórem chłopcy, którzy po chwili się rozeszli a to do salonu, a to do łazienki. W kuchni zostałam tylko ja, Nathan i Jessica.
-Słońce, Jessica przyszła by...– nie dokończył, bo tym razem siostra mu przerwała.
-Przyszłam by Cię pocieszyć i zabrać na zakupy, ok? - uśmiechnęła się, opierając się o Nathana. Nie wiedziałam co powiedzieć.
-Tak, oczywiście, ok. - odparłam, patrząc na nich.
-No i taką odpowiedź chciałam usłyszeć. – zachichotała, kierując się w stronę dźwi.
-To chodźmy, bo teraz to małe kolejki są. A muszę sobie kupić buty – dokończyła.
-Amy, uważaj na siebie, Jessica pilnuj by nic jej się nie stało. – rozkazał Nathan.
-Tak jest bracie, chodźmy Amy- powiedziała, pokazując język. Wyszłyśmy razem. Zaczęłyśmy iść w stronę Galerii, która była niedaleko. Jessica zaczęła mi opowiadać różne śmieszne historię by mi poprawić humor.

-Jak ci się żyje z moim bratem? - zapytała w końcu.
-Wiesz, bardzo dobrze. Nigdy nie poznałam takiego człowieka jak on. Po 5 minutach doszliśmy do Galerii. Weszłyśmy do niej, a Jessica zabrała mnie do butiku. Pokazała mi buty, jedne były na koturnie, drugie były na szpilkach, a trzecie które mi się najbardziej podobały to trampki zielone. 
-Podobają Ci się? - spytała, patrząc na mnie i na trampki.
-Tak i to bardzo. Ale o takich mogę pomarzyć tylko. – spuściłam głowę.
-Hmm, kup je sobie. Trzymaj pieniądze, Nathan mi odda – dała mi w rękę 25 funtów.
-Dziękuje! – przytuliłam ją na środku sklepu.
-Nie ma za co, jesteś moją przyjaciółką przecież. - uśmiechnęła się, odwzajemniając moje przytulenie.  Ruszyłyśmy do kasjera, po buty. Przymierzyłam je a one pasowały na moją nogę jak ulał.
-No Panienko, to ostatnia para, czekały na Ciebie. – powiedział kasjer a ja zaczęłam się z Jessico śmiać.
-To ile się należy, Proszę Pana? - zapytałam zdejmując buty i kładąc do kartonu.
-Dla Ciebie to 10 funtów. – odpowiedział, pakując mi je w torbę. Dałam mu 25 funtów a on mi wydał resztę. Wzięłam torbę w ręce.
-Dziękujemy – powiedziałam razem z Jessicą.
-Miłego noszenia – uśmiechnął się sprzedawca. Poszłyśmy do drugiego butiku, tam Jessica sobie kupiła szpilki, pięknie w nich wyglądała. 
-Jak myślisz? - spytała, przeglądając się w lusterku.
-Piękne są. - odpowiedziałam, patrząc na nią z podziwem. Uśmiechnęła się, zdjęła szpilki i poszła do kasjera, płacąc za nie. Po wyjściu z butiku, poszłyśmy kupić jakieś ciuchy. Wjechałyśmy po ruchomych schodach. Jessica zauważyła jaką piękną sukienkę, bo szybko podbiegła do niej, a ja musiałam ją gonić.
-Patrz jaka piękna, aww, muszę ją mieć – zaczęła się śmiać, zdejmując ją z manekina.
Poszła ją szybko przymierzyć, gdy wyszła wyglądała pięknie.
-Jaka jesteś piękna w tej sukience. – zaczęłam się przypatrywać jej.
-Dziękuje. – uśmiechnęła się, przeglądając w lustrze – Nie ma opcji, biorę. – dokończyła. Poszła do przebieralni, a ja zaczęłam na nią czekać. Jeszcze gdy na nią czekałam, ujrzałam piękną bluzkę fioletową z białym łosiem. Spodobała mi się. Szybko do niej podbiegłam i zdjęłam ją z wieszaka i poszłam do drugiej przebieralni, to druga rzeczy, która była w moim rozmiarze. Wyszłam, a obok przebieralni czekała już Jessica.
-A ty jak myślisz? Może być? - zapytałam, patrząc w lusterko.
-No nie wiem.. Hmm... Bierz, wyglądasz rewelacyjnie. - zaczęła się śmiać. Poszłam się przebrać, gdy już to zrobiłam poszłyśmy do kasjerki żeby nam policzyła za ciuchy. Jessica za mnie zapłaciła. Wyszłyśmy stamtąd ponieważ obydwie nie mieliśmy już siły chodzić jeszcze po sklepach. Poszłyśmy jeszcze po lody i ruszyliśmy w drogę do domu.
"-Dziękuje Bogu, za to, że mam takich przyjaciół.” - pomyślałam, jedząc loda.
        Poszłyśmy jeszcze do parku gdzie zobaczyłyśmy budkę z goframi. Popatrzyłyśmy na siebie i kiwnęłyśmy głowami uśmiechnięte. Podeszłyśmy do budki i zamówiłyśmy dwa gofry. Jeden był dla mnie z owocami, bitą śmietaną i polewą czekoladową. Jessica zamówiła taki sam, tylko że z polewą truskawkową. Usiadłyśmy na ławce, żeby spokojnie zjeść.
-Amy, mogę się ciebie o coś spytać? - zapytała, tym razem poważnym głosem.
-Tak, coś się stało? - pozwoliłam jej zmartwionym głosem.
-Nie wiem jak o to zapytać. - rzekła siostra mojego chłopaka.
-Wal prosto z mostu. - uśmiechnęłam się.
-Co byś zrobiła gdyby okazało się, że jesteś w ciąży, a wiesz, że na pewno twój brat cię zabije? - spuściła głowę.
-Bym... Czekaj! Powiedz, że nie jesteś w ciąży. - skapnęłam się  o co jej chodzi.
-Nie mogę tego powiedzieć, bo jestem w ciąży. - jest to prawda. Nathan ją zabije.
-Jak do tego doszło? - zapytałam.
-Normalnie. Nie wiesz jak się robi dzieci? - zaśmiała się, a ja zrobiłam face palm.
-Ej, bez żartów. Nathan cię zabije. Kto jest ojcem?
-Mark, a kto inny?
-Dobra, to ty masz 16, a on 19. To tylko trzy lata różnicy. Najwyżej Nathan cię zabije. - próbowałam się zaśmiać.
-Ej, to nie jest śmieszne! - wtedy już widziałam, że Jessica jest zrozpaczona.
       Znam Nathana i szczerze to on na serio się wkurzy. Żal mi się jej zrobiło. Teraz trudne zadanie przed nią. Jak powiedzieć o tym Nathanowi? Na szczęście on lubi Marka, ale to nie znaczy, że Nathan się nie wkurzy. Poszłyśmy już od razu w stronę domu. Widziałam, że Jessica jest bardzo smutna. Zamówiłyśmy taksówkę, bo nie chciało nam się iść. Gdy już doszłyśmy do domu Jessica chciała jechać autobusem do Gloucester, ale jej na to nie pozwoliłam.
-Jessica, nie będziesz tłuc się autobusami wieczorem. Do Gloucester jest trochę. Zostaniesz na noc. - uśmiechnęłam się.
-Nie będę wam robić problemu. - próbowała się wymigać.
-To żadem problem. - uśmiechnęłam się i pociągnęłam ją za rękę. Jakby ktoś nie wiedział chodziło nam o rozmowę z Nathanem. Udało mi się ją jakoś namówić i weszłyśmy do domu. Poszłyśmy od razu do kuchni gdzie był Nathan i Jay, którzy robili jakieś przekąski.  - Hej, chłopcy. - uśmiechnęłam się.
-O hej, skarbie. Już zaczynałem się o was martwić. - pocałował mnie namiętnie w usta.
-Jessica zostaje u nas na noc. Dobrze? - uśmiechnęłam się.
-Pewnie. Siostra, śpisz w pokoju gościnnym przykro mi. - powiedział.
-Niech będzie. - próbowała się uśmiechnąć, ale jakoś jej to nie wychodziło.
-A co tu dobrego robicie? - zapytałam biorąc kawałek pomidora.
-Nie podjadaj! - krzyknął Jay i Nathan razem.
-Robimy ognisko, a to są przekąski. - uśmiechnął się Jay.
-Okej, to ja idę do chłopaków, a wy tu zostańcie. - wyszłam z kuchni i poszłam do salonu.
-Hej, co wy w domu robicie ognisko?! - krzyknęłam.
-Nie, bawimy się tylko. - uśmiechnął się Tom.
-A co z ogniskiem? - zapytałam.
-Siva został tam, bo chce sam zrobić wszystko. - odpowiedział Max.
-Co?! - krzyknęłam i pobiegłam na ogródek. Wiedziałam, że Siva coś zrobi. Lepiej go nigdy samego nie zostawiać. Gdy dobiegłam zobaczyłam Sive, który upadał na jeszcze delikatnie zapaloną zapałkę. - Uważaj!!! - krzyknęłam, ale nie zdążyłam i Sivie zaczęły się palić spodnie. Szybko wzięłam kogoś koszulkę i zaczęłam go walić w tyłek. Wiedziałam, że to dziwnie i śmiesznie wyglądało, ale no cóż, trzeba było to zrobić. Gdy zgasiłam ogień usłyszałam śmiechy jak i bicie brawa. Odwróciłam się i zobaczyłam wszystkich ze łzami w oczach. - A wy z czego się ryjecie? - zapytałam.
-Nic, nic. - przytulił mnie Nathan, na co ja się zdziwiłam.
       Reszta wieczoru była spokojniejsza. Jedliśmy kiełbaski, oprócz Jay'a, który jadł sałatkę. Opowiadaliśmy sobie śmieszne historyjki, a na koniec już straszne. Potem gdy Nathan poszedł do chłopaków i mnie zostawił podszedł Tom i usiadł koło mnie. Zapytał się o ciocię Jasmine, była to też jego rodzina, choć jej nie znał. Dopytywał się jaka ona była, co robiła, czyli wszystkie najważniejsze wiadomości. Cieszyło mnie, że chciał się dowiedzieć trochę o niej. Na końcu powiedział, że była naprawdę miłą i dobrą  kobietą. Jeszcze bardziej mnie to ucieszyło. Gdy skończyła się "impreza" posprzątaliśmy i poszliśmy smacznie spać, choć w naszym pokoju jeszcze się coś działo... 


-------------------


Jakby co to wytłumaczę nasze pisanie. Każda z nas pisze połowę rozdziału i to jest po kolei. Jedna początek to potem koniec, a ta co ostatnia pisała pisze pierwszy fragment. Mam nadzieję, że rozumiecie to. Chciałabym też powiedzieć, że zmieniam moją zasadę do 5 komentarzy i mam nadzieję, że będzie ich i tak więcej. :)

Podziękowania. :)

     W imieniu swoim i Magdy dziękuję bardzo za te 10.000 wyświetleń!!! Najbardziej ja dziękuję, ponieważ  ja założyłam tego bloga i najdłużej tu pisałam. Oczywiście mamy nadzieję, że będzie jeszcze więcej, jak i komentarzy o które bardzo prosimy. Jeszcze raz wielkie dzięki i jeszcze dzisiaj spodziewajcie się następnego rozdziału. :)

poniedziałek, 9 lipca 2012

Rozdział 1 część 2


                                                                   Druga część…

       Doleciałam do Londynu. W samolocie cały czas płakałam. Po pierwsze zniszczyli mi wakacje, a po drugie nie wiem czy jeszcze spotkam Nathana. Policjanci kazali mi iść przodem, więc tak zrobiłam. Samochodem zawieźli mnie do aresztu. Tam jeden funkcjonariusz zaprowadził mnie do celi. Na szczęście cela była tylko z jedną dziewczyną, która wydawała być się miła. Usiadłam na łóżku więziennym i zaczęłam znowu płakać. Po chwili poczułam jak dziewczyna mnie przytula. Próbowała mnie uspokoić. Gdy wreszcie się jej to udało, a ja już nie płakałam opowiedziałam jej wszystko.
-Przed tym jak tu trafiłam słuchałam The Wanted. Bardzo ich lubiłam, ale teraz nie mogę ich słuchać, niestety. – powiedziała – Tak w ogóle to jestem Taylor. – podała mi rękę.
-Amy. – uścisnęłam jej rękę – Też byłam fanką The Wanted, a potem okazało się, że jestem siostrą jednego z nich, a potem dziewczyną Nathana. – powiedziałam, a w oku łezka mi się zakręciła.
-To nie jest miłe opuszczać bliskich. Tak w ogóle to co zrobiłaś? – zapytała.
-Przespałam się z dawną miłością, która okazała się moim kuzynem. – powiedziałam smutna – A ty?
-Zabiłam swojego ojca. Za tydzień mam rozprawę. Przyznałam się do tego. Teraz tylko muszę dostać karę i idę do więzienia. – powiedziała – Szczerze to nie żałuję tego co zrobiłam, bo ojciec zasłużył sobie na to. Był okropnym, wrednym ojciec. Cały czas mnie bił za byle co i teraz chciałam się odwdzięczyć za te wszystkie lata, raz a dobrze i to właśnie zrobiła. – mówiła wściekła.
-Jestem ciekawa ile dostanę i kiedy będzie ta rozprawa. – zastanawiałam się – Chciałabym, żeby teraz Nathan był przy mnie. On mi zawsze dodawał siły.  Przy nim czułam się bezpiecznie, a teraz? Okropnie. Brakuje mi jego…

                                                                Tydzień później… Dzień rozprawy…

       Dzisiaj zobaczę Nathana, chociaż chwilę. Dostanę karę i pójdę do więzienia na pewno. Jeśli Nathan mnie zostawi, zrozumiem to. Przez te kilka dni myślałam nad tym wszystkim. Nathan na pewno nie będzie czekał, aż wyjdę z więzienia, tylko znajdzie sobie nową, lepszą dziewczynę. Dowiedziałam się, że Zayn też został aresztowany, choć on podobno ma dostać mniejszą karę, przez to, że jest sławny. I gdzie tu ta sprawiedliwość? Funkcjonariusze wypuścili mnie z celi i zaprowadzili do samochodu, gdzie pojechałam do sądu. Przed budynkiem stał Nathan z Tomem. Chłopaków nie było. Nie dziwie się im. Zapytałam się funkcjonariuszy, czy będę mogła porozmawiać chwilę z nimi. Pozwolili mi, ale tylko chwilę. Wyszłam z samochodu, oczywiście w kajdankach. Nathan podbiegł do mnie i przytulił. Tom po chwili do nas dołączył.
-Nathan, jeśli mnie zamkną to nie czekaj na mnie. Znajdź sobie inną, nową i lepszą dziewczynę, dzięki której będziesz bezpieczny. Dziękuję ci za wszystko, a teraz muszę już iść. – powiedziałam i odeszłam z policjantami.
       Weszłam na sale rozpraw. Denerwowałam się. Myślałam czy dobrze zrobiłam, że powiedziałam to Nathanowi, ale po długich namysłach stwierdziłam, że tak. Na sale przyszedł też z funkcjonariuszem Zayn. Popatrzył na mnie wściekły. Nie wiedziałam o co mu chodziło. Po chwili rozprawa się zaczęła. Przesłuchiwali mnie i jego, potem świadkowie. Na koniec mój i jego adwokat wypowiedzieli się, jak i prokurator, a potem krótka przerwa. Rozmawiałam z panią adwokat, która była bardzo miłą osobą. Przerwa się skończyła, a sędzia wszedł na salę. Dostałam 2 lata plus za dobre sprawowanie może wyjdę wcześniej. Zayn dostał rok, co nie było sprawiedliwe i wszyscy się buntowali. Niestety sędzia nie zmienił wyroku, a ja podziękowałam mojej pani adwokat i policjanci wyprowadzili mnie z sali. Widziałam minę Nathana, która wyrażała smutek. Zawieźli cię do więzienia gdzie kazali ci się przebrać w więzienne ubranie. Okazało się, że będziesz w celi z tą samą dziewczyną co w areszcie, czyli Taylor, która dostała 20 lat.
       Zaczęłyśmy rozmawiać. Pytała mnie o The Wanted, jacy są, co lubią, czy mają zamiar wydać płytę i tak dalej. Opowiadałam jej wszystkie śmieszne historie z nimi. Dzięki temu chociaż uśmiechnęłam się i zapomniałam o tęsknocie do Nathana. W pewnej chwili zapytała o Nathana jak to było, jak się poznaliśmy, czyli całe nasze dotychczasowe życie. Wtedy przypomniała mi się twarz Nathana, pierwsze spotkanie, pierwszy pocałunek, najmilsze chwile. Opowiedziałam jej wszystko po kolei. Cały czas uważnie słuchała. Na końcu sama aż się popłakała i razem płakałyśmy jak głupie…

                                                                                         Rok później…
       
      Od tamtego czasu cały czas myślałam o Nathanie, jednakże wiedziałam, że znalazł sobie inną. Oczywiście nie byłam pewna w stu procentach, bo były to tylko moje wymysły. Taylor próbowała mnie zawsze rozśmieszać i czasami jej się to udawało. Byłam jej bardzo wdzięczna za to wszystko co robi dla mnie. Powiedziałam, że jak wyjdę z więzienia to będę ją odwiedzać i przyniosę autografy chłopaków. Co do więzienia to nie było tam miło. Było dużo podejrzanych, wrednych typków. Niestety w tym więzieniu byli faceci i to nie było fajne. Czasami nawet cię podglądali, jeśli mogli i było to wkurzające. Na szczęście dobrze się sprawowałam i wychodzę już po roku. Może to dziwne, ale to prawda. Właśnie dzisiaj wychodzę i bardzo się z tego cieszę. Jeszcze parę kroków i będę na wolności. Otwarła się wielka brama. Jeszcze dwa kroki i wolność. Zrobiłam ostatnie kroki i byłam już w pełni wolnym człowiekiem. Zauważyłam Nathana. Bardzo mnie zdziwił ten fakt. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się. Nie zmienił się. Cały czas wyglądał tak samo. Podbiegł do mnie i pocałował. Odwzajemniałam jego namiętne pocałunki. Gdy oderwaliśmy się od siebie patrzeliśmy sobie w oczy. Myślałam, że znalazł sobie inną dziewczynę, a jednak czekał na mnie, ale skąd on wiedział, że dzisiaj wychodzę? Dziwne, ale nie obchodziło mnie to.
-Dobrze cię wreszcie zobaczyć. – uśmiechnął się Nathan.
-Myślałam, że znajdziesz sobie inną. – powiedziałam patrząc mu w oczy.
-Jak mogłaś tak pomyśleć? – zapytał uśmiechnięty.
-Nie myślałam, że będziesz czekał na taką dziewczynę jak ja. – powiedziałam.
-Nie miałbym czekać na tak mądrą z poczuciem humoru dziewczynę? Plus, że ją bardzo kocham. Nie masz czasem gorączki? – położył dłoń na moim czole – Oj, gorączkę masz, dlatego takie głupoty mówisz. – uśmiechnął się.
-Kocham cię Nathan. – pocałowałam go namiętnie.
-Stęskniłem się za  tym. – uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam uśmiech i go przytuliłam – Chłopaki na nas czekają. Jedziemy? – zapytał, a ja przytaknęłam.
       Po godzinie jazdy byliśmy już pod domem. Nathan poprosił mnie, żebym pierwsza weszła. Zgodziłam się i po chwili otwierałam już drzwi. Zobaczyłam wielki napis „Witaj z powrotem Amy” oraz chłopców wraz z dziewczynami. Poleciały mi łzy ze szczęścia. Oczywiści zaczęłam się śmiać. Po chwili gdy się trochę uspokoiłam zaczęłam im dziękować. Wszyscy mnie miło powitali. Nie spodziewałam się, że będą na mnie czekać.
-To nie koniec niespodzianek. Idź na górę. – szepnął mi Nathan do ucha.
      Poszłam na górę do pokoju. Otworzyłam delikatnie drzwi i zobaczyłam naszą sypialnie, tylko że odnowiony. Kiedyś właśnie o takim marzyłam, białe ściany, duży obraz nad łóżkiem, brązowe łóżko i różowe dodatki. Nie mogłam w to uwierzyć, aż się popłakałam. Po chwili Nathan wszedł do pomieszczenia, a ja do niego podbiegłam i przytuliłam. On za to głaskał moją głowę i uspokajał.
-Nie wiem jak ja wam się odwdzięczę. – powiedziałam po dłuższej chwili.
-Zostań tylko z nami na zawsze. – szepnął.
-Zostanę. – uśmiechnęłam się i go pocałowałam.
       Jeszcze siedzieliśmy trochę w naszej nowej sypialni. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, aż zeszliśmy na dół. Poszłam do kuchni gdzie były dziewczyny, a Nathan do chłopaków, którzy oglądali mecz. Nalałam sobie wody i oparłam się o blat koło Michelle.
-Nathan od remontował sam ten pokój. – powiedziała cicho Michelle.
-Tak?! – zdziwiłam się.
-Tak, tęsknił bardzo za tobą i dowiedział się od Emily jaki jest twój wymarzony pokój. Męczył się chłopak długo, ale zrobił wszystko sam, bez niczyjej pomocy. – powiedziała.
-Nie myślałam, że on jest wstanie zrobić coś takiego. – powiedziałam.
-Jest. Dla miłości zrobi wszystko. Zapamiętaj to sobie. – zadzwonił dzwonek do drzwi, więc ja poszłam. Był to kurier z listem do mnie. Podpisałam co było trzeba, wzięłam list i pożegnałam się z kurierem. Otworzyłam od razu list i zaczęłam go czytać. Był to list od cioci Jasmine z Ameryki. W liście było napisane, że jest chora i niedługo umrze. Opowiadała o swojej chorobie. Na końcu było jeszcze napisane małymi literami, że cały majątek będzie mój.
-O Kurwa! – krzyknęłam, a wszyscy zaczęli się śmiać – To nie jest śmieszne. Lecę do Ameryki.
-A my mieliśmy to ci proponować. – powiedział Jay.
-Amy, coś się stało? – zapytał Nathan.
-Moja ciocia jest poważnie chora, umiera już. – odpowiedziałam zamyślona.
-Przykro mi. – przytulił mnie.
-I cały jej majątek będzie mój. – powiedziałam cicho, żeby tylko on to słyszał.
-Co?! – krzyknął.
-Ciocia zapisze mi cały majątek. – powiedziałam.
-Ja pierdole! – krzyknął Max i znowu wszyscy się śmiali.
-Nie tylko ja przeklinam. – wystawiłam język.
-A jak bardzo twoja ciocia jest bogata? – zapytał Seev.
-Bardzo. Czasami w dzieciństwie jeździłam do niej. Ma wille i kasy jej nie brak. Zawsze uważałam ją za drugą matkę. Dawała mi wszystko, ale rodzice potem to wyrzucali. – opowiadałam.
-No to nieźle. – powiedział Tom.
-To kiedy jedziemy? – spytał Jay
-Pojadę z wami. – powiedziałam, opierając łokciem o ramię Nathana.
- To… będzie fajnie! –krzyknął nasz Loczkmen i zaczął mnie przytulać.
- Jay, skończ już. – powiedział Nathan, uśmiechając się, na co Jay przestał.
       Patrząc w list, zaczęłam sobie przypominać chwile związane z ciotką. Wszystkie te piosenki które razem słuchałyśmy, jazdy konno, spacery i rozmowa o życiu i co to dalej będzie. Zrobiło mi się przykro jej, no ale choroba wykańcza więc tak głupio.

- Jesteś ? –spytał Nathan, patrząc na mnie
- Co? A no tak, tak. – ustałam normalnie, po czym poszłam do kuchni. – Chce ktoś soku? – spytałam głośnym tonem z kuchni. Rękę podnieśli Max, Seev, Michelle, Nathan.
Wyjęłam z lodówki sok czereśniowy, bo tylko taki był. Szklanki stały czyste na blacie, więc je wzięłam i zaczęłam wlewać po kolei każdemu. Gdy już nalałam, odstawiłam butelkę na miejsce, i zaniosłam szklanki z sokiem, stawiając je na stoliku, który stał obok sofy.
- Proszę. – uśmiechnęłam się, stojąc obok Nathana.
Wszyscy podziękowali mi uśmiechem, biorąc szklanki w dłoń.
- A ja wiem jak mogę Ci podziękować. – uśmiechnął się, przybliżając swoją twarz do mojej, a nasze usta złączyły się prowadząc w tym magiczny entuzjazm.
- Dziękuje, Słonko. – odchylił głowę, łapiąc oddech. Zakończył pocałunek, lekkim mraśnieńcem ust.
- Normalnie zakochanie, pięknie gołąbki. – zaczął się śmiać Tom, pijąc od Sevy sok.
- Ej no, idź sobie zrób albo było powiedzieć Amy by ci zrobiła, mi zrobiła bo ją ładnie poprosiłem.
- Nie tak ładnie. Tylko kiwnąłeś głową. – zaśmiałam się, patrząc na niego.
- Dobra. Ej, pyszny ten sok – zaczął podśmiewać się Seva
- No bo jak moja dziewczyna robiła, to jest pyszny, prawda, kotku? – odwrócił Nathan twarz w moją stronę.
- Tak, Mój rycerzu – zaśmiałam się – Pójdę na górę. – uśmiechnęłam się i wyszłam z pomieszczenia.
       Weszłam do odnowionego pokoju z listem w ręce. Usiadłam po turecku na łóżku i rozmyślałam. Ciocia jest bardzo miłą i dobrą kobietą. Szczerze kochałam i kocham ją bardziej niż własną matkę. Zawsze mogłam do niej zadzwonić i pogadać o problemach. Zawsze też mi doradza jak tylko mogła. Lubiłyśmy spacerować. Chodziłyśmy na zakupy. To dzięki niej miałam fajne ubrania. Rodzice zawsze mi kupowali rzeczy używane, a sobie najlepsze. Niestety nie cieszyłam się z nich długo, bo zawsze gdy wracałam  ciuchy lądowały w koszu. Niestety taka prawda. Jeden raz w Ameryce policja mnie złapała i ciocia Jasmine mnie uratowała. Na szczęście nie powiedziała rodzicom, ponieważ wiedziała, jakie piekło bym miała w chacie. Z tych rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Wszedł do pokoju Nathan. Usiadł koło mnie i przytulił.
-Tak mi przykro. Nie wiem ile dla ciebie znaczy ta ciocia, ale na pewno dużo. Nie martw się. – uspokajał mnie, a ja po chwili zaczęłam płakać – Ej, skarbie, nie płacz mi tu. – popatrzył mi w oczy i dłonią wytarł moje łzy – Nie chcę widzieć, że płaczesz. Uśmiechnij się. Ciocia na pewno nie chce, żebyś płakała. – powiedział – A wiesz co powiedzą chłopcy jak zobaczą cię we łzach. Będą mnie oskarżać o nie wiadomo co. – zaśmiał się, a ja z nim – No widzisz i jak ładnie się śmiejesz. – uśmiechnęłam się – Choć, połóż się i prześpij. Dobrze ci to zrobi. – położyłam się, a on przykrył mnie kołdrą – Ja będę nas pakował, więc spokojnie. – uśmiechnął się.
-Dziękuję ci, Nathan. – powiedziałam po chwili i od razu zasnęłam…  

Informacja.

        Z dniem dzisiejszym drugim autorem zostaje Magda (Neytiri). Mam nadzieję, że dobrze ją przyjmiecie i będzie wam się podobały nasze nowe pomysły. Nie długo zaczniemy następną część opowiadania i zachęcam do dalszego komentowania. :)

                                                                                                                                          Ada;)  

poniedziałek, 2 lipca 2012

Rozdział 28.


       Gdy wyszliśmy z lotniska poczułam od razu zapach oceanu. Pojechaliśmy wypożyczonym samochodem do hotelu. Nathan się postarał. Hotel był bardzo luksusowy, ale nie o to chodzi w wakacjach, ale i tak bardzo mi się to spodobało. Nathan załatwił formalności i pojechaliśmy windą na górę. Mieliśmy problem ze znalezieniem pokoju, ale pomogła nam przechodząca przez korytarz sprzątaczka. Weszliśmy do pokoju. Był przepiękny. Tak praktycznie wyglądało to jak apartament. Duży salon, wejście do sypialni, kuchnia, łazienka i mini garderoba. Bardzo spodobał mi się ten pokój. Usiadłam na kanapie, a Nathan poszedł do sypialni zanieść bagaże. Patrzyłam jeszcze na ten „apartament”.
-Nathan, a na ile tak w ogóle tu przyjechaliśmy? – zapytałam.
-Na dwa tygodnie! – krzyknął z sypialni i po chwili był już przy mnie.
-Dziękuję ci za to. Kocham cię. – pocałowałam go namiętnie.
-Też cię bardzo kocham. Idziemy się przejść po plaży, czy wolisz odpocząć? – uśmiechnął się chytrze.
-Wiesz, wolę się przejść. – uśmiechnęłam się, a on zrobił minę zbitego psiaka – Na ten odpoczynek będziemy mieli jeszcze dużo czasu. – uśmiechnęłam się i pociągnęłam go za rękę.
       Wyszliśmy razem z hotelu trzymając się za rękę. Szliśmy w stronę plaży. Na szczęście nikt Nathana nie rozpoznał. Gdy dotarliśmy na plażę okazało się, że jest zachód słońca. Pobiegłam w stronę wody i patrzyłam w stronę słońca. Po chwili poczułam jak Nathan kładzie swoje ręce na moich biodrach. Patrzyliśmy tak na zachód słońca jakbyśmy byli zaczarowani…

                                                                                   5 dni później…

       Bardzo podobało mi się tam. Oczywiście bardzo tęskniłam za wygłupami chłopaków, ale w piątym dniu moich wakacji musiał mi ktoś przeszkodzić. Rano obudziłam się radosna, chociaż obudziło mnie pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć. Była to policja. Kazali mi się natychmiast ubrać. Tak jak Nathan, nie wiedziałam co się dzieje. W duchu modliłam się, żeby wszystko się dobrze skończyło, ale powiedzieli, że polecę policyjnym samolotem do Anglii. Od razu wiedziałam, że chodzi o sprawę z Zaynem. Zaczęłam się tego strasznie bać. Nie wiedziałam co mnie tam czeka. Pożegnałam się z Nathanem jakby to było nasze ostatnie spotkanie. Policjanci siłą mnie odciągnęli od niego. Strasznie płakałam, ale musiałam być silna. Mężczyźni kazali mi usiąść w samochodzie i zaczekać. Po godzinie byłam już na komisariacie, a dwie godziny później w samolocie. Wiedziałam, że od teraz moje życie się zmieni, ale nie myślałam, że aż tak bardzo…
               
                                                                         Koniec części pierwszej.

Zakończyłam część pierwszą bloga. Szczerze to nie wiem kiedy zacznę znowu pisać. Chce teraz nabrać nowych pomysłów i zadziwić w następnej części. Mam nadzieję, że będziecie na mnie czekać…

niedziela, 24 czerwca 2012

Rozdział 27.


       Obudziłam się sama w łóżku. Usiadłam na łóżku i zobaczyłam Nathana, który pakuje moje rzeczy. Zdziwiłam się, ale potem przypomniało mi się, że jedziemy na wakacje. Gdy zobaczył, że już nie śpię uśmiechnął się i podszedł do mnie i dał porannego całusa. Odwzajemniłam jego uśmiech.
-Dlaczego mnie nie obudziłeś? Spakowałabym się sama.
-Tak słodko spałaś, że nie miałem sumienia. – pogłaskał mój policzek – I mogłem popatrzeć trochę na twoje ubrania, na przykład na bieliznę. – zaśmiał się.
-Grzebałeś w mojej bieliźnie?! Pożałujesz! – zaczęłam go gonić. W pewnej chwili potknął się i spadł na podłogę, a ja przez niego też się przewróciłam i zaczęła mnie boleć kostka.
-Co to za krzyki? – wszedł do pokoju Tom – Amy, nic ci nie jest? – podbiegł do mnie.
-Strasznie mnie boli kostka, chyba jest skręcona. – powiedziałam sycząc z bólu.
-Przepraszam, skarbie. To wszystko przeze mnie. Zadzwonię po naszego lekarza. – pobiegł na górę Nathan.
-Nie będziesz tak siedzieć na podłodze. – wziął mnie na ręce Tom i zaniósł na kanapę – A tak w ogóle jak się czujesz? – spytał, a wtedy mi się wszystko przypomniało.
-Niezbyt dobrze. Nie chcę o tym gadać. – powiedziałam, a wtedy do salonu wszedł Nathan.
-Będzie za pół godziny. Idę zrobić coś do jedzenia, żebyś nie umarła z głodu. – uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek.
       Zaczęliśmy z Tomem rozmawiać na różne tematy. Po piętnastu minutach ktoś zapukał do drzwi. Zdziwiliśmy się, bo lekarz miał być za kwadrans. Nathan krzyknął, że otworzy. Usłyszeliśmy, że Nathan rozmawia z jakąś dziewczyną. Zaprosił ją do salonu. Po chwili zobaczyłam ją. Była to moja była przyjaciółka, a teraz wróg. Nie lubiłam jej. Cały czas się koło mnie kręciła i naśladowała, aż w końcu odebrała mi chłopaka. Było to dawno, ale cały czas to pamiętam, jakby zdarzyło się to wczoraj. Od tego czasu strasznie się zmieniła. Kiedyś była normalna, a teraz lalka barbie. Podbiegła do mnie i pocałowała mnie w policzek.
-Hej, Amy. Coś ci się stało? – zapytała.
-Hej, Bella. Nie ważne. Co ty tu robisz?! – krzyknęłam wściekła.
-Spokojnie, nie denerwuj się. Pamiętasz nasze zaba… - nie dane było jej skończyć, bo się wkurzyłam.
-Spierdalaj stąd, dziwko! Nie pozwolę ci znowu zniszczyć mojego życia! Wynocha stąd! – krzyczałam, aż ze złości wstałam i skakałam na jednej nodze. Bolała mnie, ale w tej chwili to nie było ważne. Krzyczałam dalej. W końcu wyrzuciłam ją za drzwi. Gdy wróciłam do pokoju skacząc na jednej nodze zobaczyłam zaskoczonych chłopaków. – Nie ważne. – powiedziałam i położyłam się na kanapie.
-Z takiej strony cię nie znałem. – powiedział Tom.
-Widzisz, braciszku. Jeszcze wiele o mnie nie wiesz. A ty co Nathan? Zamknij już tą buzię, bo ci mucha do niej wleci. – zaśmiałam się.
-Dobra, dobra. Idę, bo jajecznica mi się spali. – wyszedł z pokoju Nathan.
-Kto to był, siostrzyczko? – zapytał mnie uśmiechnięty Tom.
-To był mój wróg. Długa historia. Nie wpuszczajcie ją do domu.
-Okej, nie mam więcej pytań. – powiedział, a po chwili usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Znowu Nathan poszedł otworzyć.
-Dzień dobry, panno Amy. – wszedł do salonu lekarz – Obejrzę twoją nogę. – uśmiechnął się.
        Lekarz był w miarę miły. Nawet bardzo miły. Cały czas mnie rozśmieszał, żebym nie czuła bólu. Okazało się, że noga jest skręcona i nie mam jej nadwyrężać. Zapytałam lekarza, czy mogę lecieć na Malediwy. Zgodził się, ale pod warunkiem, że Nathan będzie na mnie uważał. Gdy mój chłopak usłyszał swoje imię od razu przybiegł do nas i od razu się zgodził. Po śniadaniu Nathan spakował się do końca i teraz zostało nam tylko pożegnanie z chłopakami. Chłopcy cały czas mnie tulili, a Nathan był zazdrosny. Gdy wreszcie mnie puścili skacząc na jednej nodze podeszłam do Toma. Przytuliłam go.
- Bądź ostrożna. Uważaj na siebie. Jakby co to dzwoń. – przytulił mnie.
-Będę. Kocham cię, mój braciszku. – przytuliłam go znowu.
-Gotowa, Amy? – zapytał mnie Nathan.
-Tak, tak. Pa, chłopcy. – pokiwałam im.
-Nie spalcie domu! Nara! – krzyknął Nathan i wyszliśmy.
       On wyszedł, bo mnie wziął na ręce. Wsiedliśmy do samochodu i taksówka ruszyła w stronę lotniska. Tam zobaczyliśmy pełno fanek. Nathan wyszedł pierwszy, wcześniej płacąc taksówkarzowi. Pomógł mi wyjść z samochodu i oparłam się o niego. Nathan wziął walizki i jak tylko mógł pomógł mi iść. Jedna z fanek po chwili widząc, że Nathan nie ma siły, pomogła mi wejść do pomieszczenia. Podziękowałam jej bardzo. Wzięła od Nathana autograf i zrobili sobie zdjęcie. Uśmiechnęłam się. Powiedziała, że jestem najlepszą dziewczyną jej idola jaka by mogła być. Po jej słowach popłynęły mi łzy, a ona mnie przytuliła. Wymieniłyśmy się numerami i została nam teraz tylko odprawa. Poszło dosyć szybko i siedzieliśmy już w samolocie. Tam zastanawiałam się, jak te wakacje będą wyglądały. Za pewne będą tam jakieś problemy i nie myliłam się…

---------------------

Nudny, krótki i beznadziejny. Przepraszam was za to. ♥
Ten rozdział dedykuję Kasi, która bardzo czekała na ten rozdział i dzięki niej się pojawił. Kocham cię, kochana. ♥
Rozdział też dedykowany mojej kochanej przyjaciółce, dzięki której nigdy się nie nudzę i mogę jej zaufać, czyli dla Alusi. ♥♥♥
Chciałabym też przeprosić Adę. Za pewnie dziwisz się, bo nie mam za co przepraszać. Ostatnio brak mi naszych rozmów, śmiechów, a nie mamy czasu. Wszystko w ogóle się ostatnio wali, ale na szczęście naprawia. Więc chciałabym też to naprawić, dlatego też cię przepraszam. ♥
Ada;)

piątek, 15 czerwca 2012

Rozdział 26.


                                   2 dni później... Z perspektywy Amy.

       Dzisiaj wraz z Nathanem wychodzę ze szpitala. Po prosiliśmy lekarza, żebyśmy mogli być w tej samej sali. Brakowało mi jego. Wreszcie gdy opuściliśmy ten szpital poczułam się znowu wolna i szczęśliwa. Wtuleni w siebie szliśmy w stronę domu. Parę osób poznało Nathana, ale na szczęście nie podchodziły do niego i prosiły o autograf. Weszliśmy do domu, a tam... porządek! Jak to zobaczyłam to myślałam, że chłopcy się stąd wyprowadzili. Prawda to nie była, bo po chwili przybiegli i tulili nas.
-Wróciliście! – krzyczeli chórem, tylko Tom nic nie mówił. Widziałam, że był zły. Tylko na co?
-Ja też się cieszę, że wróciłam, ale za chwilę idę do Emily. – oznajmiłam.
-Szkoda. – powiedzieli smutni.
-To cię odwiozę. – zaproponował Jay, a ja się zgodziłam.
-Może wrócisz do nas, co? – zapytał Nathan.
-Szczerze? Na razie chyba wole pobyć z Emily. Wreszcie zaczęłyśmy się znowu przyjaźnić i nie chcę tego stracić. Będziesz smutny? – zapytałam tuląc go.
-Będę. – odpowiedział.
-Nie płacz. Przeprowadzę się za tydzień, dobrze?
-Pasuje. – pocałował mnie namiętnie.
-Tom, możemy pogadać? – zapytałam.
-Jak chcesz. – powiedział i poszedł do ogrodu.
-Coś cię dręczy? Cały czas jesteś smutny, jak nie ty. – mówiłam.
-Po pierwsze Kelsey, ale o tym nie chcę mówić. Po drugie ty i Nathan. – powiedział zdenerwowany.
-Ale dlaczego ja i Nathan?! – zdziwiłam się.
-Domyśl się! – krzyknął.
-Nie będziesz się cieszył moim szczęściem?! – zapytałam podniesionym tonem.
-Zakończmy tą rozmowę! – krzyknął i wszedł do domu wściekły.
-Amy, wszystko w porządku? – zapytał Nathan kładąc ręce na moich biodrach.
-Nie. Tom jest obrażony i nawet nie wiem o co! Nie rozumiem tego głupka! –krzyknęłam – Przepraszam, skarbie, ale zdenerwował mnie. – pocałowałam go.
-Porobimy coś czy jedziesz do domu? – zapytał szepcząc mi do ucha.
-Pojadę do domu. Albo pojedziesz ze mną, co? – uśmiechnęłam się.
-To mi pasuje. – odpowiedział i weszliśmy do domu.
       Wraz z Jayem pojechaliśmy do domu Emily. Gdy zobaczyła mnie i Nathana razem, uśmiechnęła się. Poszliśmy na górę do mojego pokoju. Gdy zamknęłam drzwi na klucz Nathan przybliżył się do mnie, objął w talii i zaczął całować namiętnie. Delikatnie całował moją szyję. Zbliżaliśmy się w stronę łóżka. Popchnął mnie na nie. Usiadł na mnie okrakiem i dalej mnie całował. Zdjął moją koszulkę i całował mój brzuch. Nie chciałam być mu dłużna, dlatego też zdjęłam jego koszulę. Obróciliśmy się tak, że teraz ja byłam na górze. Całowałam jego nagi tors. Delikatnie pojękiwał. Widać było, że podobało mu się to. Chciałam rozpiąć jego pasek, ale po chwili obróciliśmy się znowu. Zdjął moje spodnie, przez co byłam przy nim w samej bieliźnie. Po chwili zrobiłam to samo z jego spodniami i był w samych bokserkach. Całował każdy kawałek mojego ciała, przez co było mi bardzo przyjemnie. Po chwili obnażyliśmy się z naszej bielizny. Delikatnie wszedł we mnie i poruszał się coraz brutalniej. Zmęczony położył się koło mnie, przytulił i pocałował. Wtulona w niego zasnęłam.
       Obudziłam się wtulona w Nathana. Popatrzyłam na niego. Słodko spał. Nie chciałam go budzić, dlatego też delikatnie wstał z łóżka i powędrowałam do łazienki. Po drodze założyłam koszulę Nathana. Wzięłam prysznic. Zobaczyłam na szyi czerwoną plamkę, która okazała się być malinką. Nie robiłam makijażu, bo nie miałam zamiaru wychodzić dzisiaj z domu, a tak w ogóle to nie jestem dziewczyną, która musi mieć zrobiony makijaż. Wyszłam z łazienki i powędrowałam na paluszkach do szafy. Wyciągnęłam szare dresy i białą koszulkę i założyłam na siebie. Po chwili poczułam jak ktoś odgarnia moje włosy z szyi i całuje ją delikatnie. Był to oczywiście Nathan. Odwróciłam się w jego stronę i zarzuciłam ręce na jego szyję i pocałowałam namiętnie. Trwaliśmy w takiej pozycji dosyć długo. Gdy oderwaliśmy się od siebie Nathan poszedł do łazienki, a ja pościeliłam łóżko. Gdy ubrany wczorajsze ubranie wrócił do pokoju zeszliśmy na dół i zobaczyliśmy Emily i Jaya przytulających się.
-To normalne, przyzwyczaiłam się do tego. – szepnęłam Nathanowi.
-Czy oni muszę przy ludziach? – zapytał.
-To ty nie wiesz co w nocy się działo. Łóżko tak skrzypiało, że masakra. – zaśmiałam się, aż nasza para zauważyła, że jesteśmy w kuchni.
-Hej, wyspani? – zapytała szczęśliwa Emily.
-Tak, nawet bardzo. – pocałowałam w policzek Nathana.
-Widzę, że wy też nie narzekacie. – zaśmiał się Nathan.
-Bardzo śmieszne. Nathan, zbieramy się. Musimy jechać do studia, bo praca czeka. – oznajmił Jay.
-Właśnie, praca. – posmutniał Nathan – Pa, skarbie. Przyjadę wieczorem do ciebie. – pocałował mnie namiętnie.
-Ej! Nie przy ludziach! – krzyknął Jay, ale nie zwracaliśmy na niego zbytniej uwagi.
       Gdy wreszcie nasi mężczyźni wyszli z Emily zjadłyśmy spokojnie śniadanie. Pomogłam jej posprzątać, choć mówiła, że poradzi sobie sama. Poszłam do pokoju i zaczęłam sprzątać. Zbytnio mi się nie chciało, ale nie miałam niczego innego do roboty. Gdy skończyłam swoją pracę zadowolona zeszłam na dół, jednakże mój dobry humor nie mógł trwać długo. Przyszedł do mnie Zayn. Szczerze, nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Nie po tym co się stało. Myślałam, że przyszedł ze mną pogadać, ale dał mi tylko kopertę i bez słowa wyszedł z domu. Zdziwiona poszłam do kuchni gdzie stała oparta o blat Emily. Usiadłam na krześle i otworzyłam kopertę. Były to jakieś wyniki badań. Zaczęłam je przeglądać. Z nich wynikało, że Zayn jest moim dalekim kuzynem! Może dlatego Tom był mnie wściekły. Ale jak to możliwe, że ja i Zayn jesteśmy kuzynostwem. To nie możliwe! Myślałam, że to jakiś żart. Szybko się zerwałam i założyłam trampki i bez słowa wyszłam z domu. Emily pytała się gdzie idę, ale w tej chwili nie obchodziło mnie to. Wiedziałam gdzie jest studio chłopaków, dlatego też poszłam w tamtą stronę. Nie zwracałam uwagi na to jak jestem ubrana, po prostu szłam przed siebie. Gdy doszłam do studia wbiegłam po schodach. Szukałam pokoju, w którym są chłopcy, aż w końcu znalazłam. Wszyscy na mój widok się zdziwili. Podbiegłam do Toma.
-Wiedziałeś o tym?! Dlatego jesteś na mnie wkurzony! Wiesz, co?! Myślałeś, że wiem o tym, że on jest moim kuzynem?! Jakbym wiedziała to bym się z nim nie przespała! – wręczyłam mu kartkę i ze łzami w oczach wybiegłam z pokoju. Pobiegłam na schody i na nich usiadłam. Strasznie płakałam. Po chwili ktoś nie przytulił. Był to Nathan. Głaskał moją głowę i próbował uspokoić. – Dlaczego mnie to wszystko spotyka? – zapytałam.
-Nie wiem. Też chciałbym to wiedzieć. Odprowadzę cię do domu. W ogóle, dlaczego nie założyłaś kurtki?! Przecież jest prawie na minusie! – zdziwił się.
-Dla mnie nie jest zimno. Kiedyś w pokoju miałam na minusie, i co? Jakoś żyłam. Idziemy? – zapytałam.
-Tak, tak. Pójdę tylko po kurtkę. – odpowiedział i pobiegł, a po chwili wrócił – Trzymaj. – podał mi kurtkę.
-Nie będziesz marznął! Ja wytrzymam! – upierałam się.
-Nie ma mowy. Zakładasz ją. Ja mam bluzę. Zakładaj i nie marudź. – mówił spokojnie.
-Niech ci będzie. – zgodziłam się i ją założyłam. Nathan objął mnie ramieniem i wyszliśmy z budynku.
-Ładnie w niej wyglądasz. – szepnął mi do ucha, a ja na to pocałowałam go w policzek – We wszystkim pięknie wyglądasz. – następny komplement od niego – Kocham cię.
-Dziękuję ci, ale mógłbyś już przestać? – zapytałam.
-Przeszkadza ci to? – zdziwił się.
-Nie, podoba mi się. – powiedziałam.
-To o co ci chodzi? – znowu zapytał zdziwiony.
-Bo zrobię to, a ludzie zaczną się patrzeć. – po czym zarzuciłam ręce na jego szyję i delikatnie musnęłam jego usta.
-Chcę więcej. – powiedział głosem małego dziecka.
-W domu będzie więcej. – oznajmiłam i puściłam mu perskie oko, po czym znowu szliśmy w stronę domu.
-Widzę, że humor ci się poprawił. - rzekł po chwili.
-To wszystko dzięki tobie. – uśmiechnęłam się  – Dobrze działasz na mnie.
-Miło mi. – uśmiechnął się.
       Po drodze jeszcze rozmawialiśmy na różne tematy. Cały czas mnie rozśmieszał i opowiadał o swoim przeżyciach w dzieciństwie. Niektóre z nich były tak śmieszne, że mnie zaczął w pewnym momentach brzuch boleć przez śmiech, a inne bardzo smutne. Widać było, że Nathan przeżywa jedną historię. Gdy miał 15 lat poznał dziewczynę o imieniu Sara. Bardzo ją lubił, była jego przyjaciółką. Pewnego razu pocałowała go. Zdziwiony, ale zadowolony mówił jej, że ją kocha. Z początku prawda to nie była, ale później nie wiadomo jak zakochał się w niej. Zaczęli się spotykać. Kochał ją jak wariat. Codziennie kupował jej kwiaty, spędzał z nią każdą wolną chwilę, nawet jeśli nie podobało się to jego mamie. Pewnego dnia gdy był w szkole i czekał przed szatnią dziewczyn na Sarę, zobaczył ją szarpiącą się z jakimś chłopakiem. Widać było, że dziewczyna była przerażona. Chłopak puścił ją i po chwili dał pistolet. Ona coś do niego powiedziała i poszła w stronę szatni. Nathan schował się, żeby go nie zobaczyła. Od tego czasu nie dawało mu to spokoju. Zachowywał się normalnie, ale w środku obawiał się czegoś. Miał rację, powinien się obawiać. Gdy byli sami w domu zaczęła się romantyczna scena. Jednakże gdy siedziała na nim okrakiem wyciągnęła pistolet i groziła mu, że go zabije. Bał się i to strasznie. Nie wiedział, czy to koniec jego życia. Na szczęście przyszła wcześniej jego mama i delikatnie uchyliła drzwi, żeby zobaczyć co się dzieje. Jak to zobaczyła to od razu wezwała po cichu policję i szybko się zjawili. Aresztowali ją. Nathan nie mógł uwierzyć w to co ona powiedziała. Jej słowa brzmiały tak: „Jesteś zbyt piękny na ten świat. Nigdy cię nie kochałam i nie będę kochać. Życzę ci żebyś szybko zginął!”
      
      Nie mogłam uwierzyć w to co Nathan mi opowiedział. Kto mógł mu coś takiego zrobić. Jakby ktoś chciał wiedzieć, to Sara dostała 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata. Gdy mi to opowiadał poleciały mi łzy. Na koniec dodał, że od tego czasu nie miał dziewczyny, bo przestał im ufać, jednakże dzięki mnie wszystko się zmieniło. Przytuliłam się do niego. Szkoda mi go było i to bardzo. Obaj przeżyliśmy dużo w życiu. Dlaczego to nas musi to wszystko spotykać? To jest bardzo dobre pytanie.
       Gdy weszliśmy do domu poszłam do kuchni napić się wody. Po chwili przyszedł do mnie Nathan i objął mnie w tali i pocałował. Co chwile mi mruczał do ucha, że ma dla mnie niespodziankę i że się ucieszę. Ciekawiło mnie co to, ale nie chciałam przerywać tej chwili, jednakże po chwili to zrobiłam.
-No dobra, co to za niespodzianka? – zapytałam.
-Spokojnie, co ty taka niecierpliwa? – zaśmiał się.
-Bo nie mogę się już doczekać tego. – odpowiedziałam.
-To musisz chwilę jeszcze wytrzymać. – powiedział, po czym wziął mnie na ręce i zaczął całować. Zaniósł mnie do salonu i usiadł ze mną na kanapie. Siedziałam mu na kolanach i całowałam. Po chwili przerwał to, a ja zdziwiona popatrzyłam na niego. – Czas na niespodziankę. Więc tak, możesz zacząć się pakować, bo jutro wieczorem lecimy na Malediwy . Mam nadzieję, że ci się tam spodoba. – uśmiechnął się.
-Żartujesz, tak?! – krzyknęłam.
-Nie, nie żartuję. Dlaczego niby miałbym żartować? – zaśmiał się.
-Chciałam tam zawsze polecieć! Skąd wiedziałeś?! Emily, prawda? A co z chłopakami i na ile lecimy? – nie mogłam przestać mówić, byłam strasznie szczęśliwa.
-Spokojnie. Emily niczego mi nie powiedziała. Sam wybrałem to miejsce. Mamy wolne, więc dlaczego by nie skorzystać? I lecimy na 2 tygodnie. Sam na sam. Czujesz to? Bez tych wariatów, tylko my dwaj. Żadnych problemów, cisza i spokój. – rozmarzył się.
-Kocham cię. – pocałowałam go namiętnie i zaczęłam rozpinać jego bluzę, ale nie dane mi to było, po usłyszeliśmy, że ktoś otwiera drzwi, i szybko zeszłam z kolan Nathana.
-Hej, a wy co tu tak w ciszy siedzicie? – zapytał Max.
-Rozmawiamy. Przypominam, że jutro od godziny 17 nie ma mnie i Amy w domu, więc proszę was, nie spalcie chaty. – powiedział Nathan.
-Młody, zamknij się. – powiedział Jay i usiadł koło mnie włączając telewizor – Jak tam, Amy? – zapytał mnie.
-A jak ma być? Wiadomość, że przespałam się z własnym kuzynem nie jest miła. Choć Nathan poprawił mi humor. – spojrzałam na Nathana, który się uśmiechnął do mnie.
-Wiemy, wiemy, tylko, że jest jeszcze jeden problem. – zaczął Siva.
-Ktoś podał was do sądu o kazirostwo. – powiedział Jay.
-Co?! Żartujecie teraz?! – krzyknęłam.
-Mówią prawdę, Amy. – powiedział smutny Nathan.
-Ale jak to? Kto to zrobił?!
-Jakaś sąsiadka, wiesz pani ze wsi, spoglądała sobie przez okno, żeby zobaczyć kogoś i zacząć o nim plotkować. Zobaczyła was. Z początku myślała, że wy się przyjaźnicie, ale potem dowiedziała się, że jesteście kuzynostwem i podała was do sądu plus plotkuje o was podobno. – opowiedział Max.
-Nie wierzę, przecież ja nie wiedziałam, że on jest moim kuzynem! Znaliśmy się od dziecka, ale nikt nam o tym nie powiedział! Czekaj! Jego ojciec jak dowiedział się, że się kochamy to on powiedział, że nie możemy być razem! To przez to! Przepraszam was, że sprowadzam same problemy! - zaczęłam płakać, a Nathan mnie przytulił.
-Spokojnie, Amy. Już gadaliśmy z nim, oprócz Nathana i Toma. – powiedział Jay i spojrzał na nich – Znajdziemy razem najlepszego adwokata i pomożemy tobie. Wiesz, co? Dzięki tobie przynajmniej coś się dzieje. Zazwyczaj było śniadanie, telewizor, laptop, telewizor, obiad, telewizor, kolacja, seans filmowy, a teraz? Teraz przynajmniej się coś dzieje. Oczywiście, nie jest to fajne, ale damy radę, prawda chłopaki? – spojrzał na chłopaków, a oni przytaknęli.
-Dziękuje wam. Nie wiem, co bym bez was zrobiła. – powiedziałam cicho.
-Chyba byś zginęła. – zaśmiał się Tom, który pierwszy raz coś powiedział.
-Wreszcie książę coś powiedział. – śmiał się Jay, a ja z nim.
-Bardzo śmieszne. – oburzył się Tom.
-No, bardzo. – powiedział Max, który też się śmiał.
-Dziękuję wam chłopcy. – pocałowałam wszystkich w policzek, ale Nathan domagał się więcej.
-Skarbie, dla mnie to za mało. – uśmiechnął się Nathan.
-Młody, przesadzasz. – powiedział Tom.
-Mówisz tak, bo nie układa ci się z Kelsey i mogę się założyć, że dawno z nią nie spałeś z miłości. – powiedział Nathan, a Tom się wkurzył.
-Coś ty powiedział?! – wkurzył się i popchnął Nathana.
-To co słyszałeś.
-Nic o mnie i Kelsey nie wiesz! – krzyknął i wyszedł wściekły z domu. Popatrzyłam na Nathana. Widać było, że jest zdziwiony. Wybiegłam za nim. Próbowałam go dogonić. W pewnej chwili chwyciłam go za rękę i odwrócił się wściekły. - Zostaw mnie! – krzyknął.
-Nie. Nie chce się z tobą kłócić. Proszę cię tylko o rozmowę. – prosiłam go.
-No dobrze. – powiedział obojętnie.
       Poszliśmy do parku. Po drodze nikt nic nie mówił. Myślałam co mam powiedzieć, zapytać. Bałam się trochę tej rozmowy. Nie wiedziałam co jest między nim, a Kelsey. Gdy doszliśmy do parku usiedliśmy na ławce. Chciałam zacząć tą rozmowę, ale nie wiedziałam jak. W pewnej chwili odważyłam się to zrobić.
-Tom, nie wiem co jest między tobą, a Kelsey i szczerze chciałam bym wiedzieć, ale jeśli nie będziesz chciał mi powiedzieć, zrozumiem. – powiedziałam i czekałam na niego odpowiedź. Nic nie mówił. Dziwnie się czułam w takiej sytuacji.
-Z Kelsey jesteśmy w wolnym związku. Każdy może robić co chce. Kocham ją i chce być z nią cały czas, ale problem w tym, że ona mnie nie kocha. Wszystko wydaje się dziwne i takie jest. – mówił smutny.
-Nie wiedziałam, Nathan też. Przepraszam cię. Na pewno nie jest ci z tym łatwo. – przytuliłam go.
-Ja też cię przepraszam za to co zrobiłem. Nie wiedziałaś o tym, że jest naszym kuzynem. Problem w tym, że będziemy mieli problem. W Anglii to jest karane, ale na nasze szczęście nie wiedziałaś o tym i pewnie będziesz miała mniejszą karę.
-Czyli mam się szykować na to? – zapytałam nie pewnie.
-Lepiej tak, ale rozprawa jest za dwa i pół tygodnia, więc będziesz miała czas dla siebie i Nathana. – oznajmił.
-Boję się tego. – powiedziałam przytulając się do Toma.
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Może pójdziemy na kawę? – zaproponował i spojrzał na moją twarz. Płakałam. Otarł moje łzy ręką. – Ej, nie płacz, młoda. – uśmiechnął się.
-Chodźmy na tą kawę. – otarłam łzy i poszliśmy do najbliższej kawiarni, gdzie miło spędziliśmy czas.
                                
                                                          Z perspektywy Nathana…

       Siedziałem w salonie strasznie zdziwiony. Nigdy nie widziałem Toma w takim stanie. Po chwili Amy wybiegła za nim. Chciałem pobiec za nią, ale Max mi nie pozwolił. Kazał mi usiąść na kanapie. Wiedziałem, że czeka mnie poważna rozmowa z nim. Wykonałem bez słowa jego polecenie i usiadł naprzeciwko mnie. Chłopaki wyszli z pokoju, że nam „nie przeszkadzać”. Tak naprawdę to stchórzyli. Wiedzą, że jeśli Max tak robi to nie jest fajnie. Nic nie mówił. Szczerze, zacząłem się denerwować. Jeśli Max przedłuża rozmowę, to też nie jest dobrze. W pewnej chwili zaczął.
-Przesadziłeś. Nie wiesz co się dzieje w jego życiu. Ma problemy o czym wiem tylko ja, albo teraz powiedział Amy. – mówił jak na razie spokojnie.
-Wiem, przepraszam. – powiedziałem cicho ze spuszczoną głową.
-Mnie nie przepraszaj tylko Toma. Idę do Michelle. Nie zróbcie tutaj burdelu! – ostrzegł mnie i wyszedł z domu.
       Siedziałem sam w salonie zastanawiając się nad tym wszystkim. Amy może iść do więzienia. Nie dawało mi to spokoju. Kocham ją i nie chce jej stracić. Jeśli pójdzie do więzienia to nie wiem co zrobię. Chyba umrę bez niej. Oby nie, bo chłopaki by ją zabili. Choć wtedy byśmy byli razem w niebie. Nie chce żeby odchodziła. Będę za nią tęsknił, tak jak reszta. Bez niej będzie smutno jak i nudno. Ona dodaje nam energii. Nie będę mógł jej wtedy przytulić, a na pewno całować. Dzięki niej zmieniłem się, na lepsze. Wszyscy to mówią. Kocham ją i nic to nie zmieni. Gdy pójdzie do więzienia, będę za nią czekał, nawet 10 lat…
      Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Była to Amy z Tomem. Zerwałem się z miejsca i podszedłem do nich. Przeprosiłem Toma za wszystko, a on na szczęście mi wybaczył.

                                                        Z perspektywy Amy…

       Nathan przeprosił Toma, a on mu wybaczył. Rozmowa z Tomem mi pomogła. Cały czas nie mogę uwierzyć w to, że Zayn jest moim kuzynem, i że prawdopodobnie pójdę do więzienia. O tym wszystkim dowiedziałam się za późno. Jakbym wiedziała wcześniej, jakby jego ojciec nam powiedział o tym, nie zdarzyło by się to. Może i bym miała inne życie, bez Nathana, a może z nim. Mam nadzieję, że dostanę małą karę, tak jak i Zayn i razem wyjdziemy szybko z więzienia. Mam nadzieję, że tak. Oby tylko Nathan za mną czekał…
       Poszłam do łazienki, a po drodze wzięłam piżamę. Wzięłam prysznic, umyłam zęby i poszłam do pokoju. Po mnie wszedł Nathan. Położyłam się na łóżku. Próbowałam zasnąć, ale nie dałam rady. To wszystko nie dawało mi spokoju. Po chwili przyszedł Nathan i położył się koło mnie. Wtuliłam się w jego nagi tors, ale to i tak nie pozwalało mi zasnąć. Słyszałam, że Nathan już śpi, dlatego też nie chciałam go budzić. Leżałam tak i myślałam o wszystkim. Cały czas jednak nie spałam, przez co bolała mnie głowa.

-----------------

Chciałabym was przeprosić za to, że tak dawno nie dodawałam rozdziału. Koniec szkoły, oceny, i inne ważne sprawy. Zazwyczaj nie miałam czasu, bo gdzieś wychodziłam, albo się uczyłam. Jednak jak miałam czas, to i pomysłu brak. J
Dziękuje wszystkim moim czytelniczką, czytelnikom za ponad 8000 wyświetleń. Oby tak dalej. xx