niedziela, 29 kwietnia 2012

Rozdział 19.


       Obudziłam się rano w szpitalu. Brzuch mnie strasznie bolał. Przyszła do mnie pielęgniarka od razu zapytała się co się stało. Ja jej powiedziałam, że mnie strasznie brzuch boli. Wezwała szybko lekarza, a on wziął mnie na badania. Podali mi wcześniej płyny przeciw bólowe, dzięki którym brzuch mnie już nie bolał tak mocno. Po wykonanych badaniach przywieźli mnie do sali, gdzie siedział Nathan i czekał przerażony. Jak mnie zobaczył od razu wstał.
-Amy, co się stało? – zapytał cały czas przerażony.
-Strasznie mnie brzuch bolał i wzięli mnie na badania. – powiedziałam.
-Teraz wszystko w porządku? Jakby co to przeniesiemy cię do szpitala prywatnego. – mówił opiekuńczo.
-Wszystko w porządku, Nathan. Kocham Cię. – pocałowałam go.
-Nie muszę się już martwić?
-Nie musisz. – odpowiedziałam. Po chwili wszedł lekarz.
-Panno Amy. Mam złą wiadomość. Poroniła pani, dlaczego nam nie powiedziałaś, że jesteś w ciąży? – zapytał mnie lekarz, a ja jak usłyszałam to zamarłam. W oczach pojawiły mi się łzy.
-W ciąży byłam? – zapytałam szeptem.
-Tak, nie wiedziała pani? – zdziwił się. Spojrzałam się na Nathana, który był strasznie zdziwiony.
-Nie wiedziałam. – zaczęłam płakać, a Nathan przytulił mnie.
-Przykro nam bardzo. Przecież też z badań powinno wyjść, ale nie było żadnych oznak ciąży. – mówił lekarz – To ja zostawię was samych. – wyszedł z sali.
-Spokojnie Amy. Już nie płacz. – głaskał mnie po głowie Nathan.
       Nie mogłam w to uwierzyć. Dziwiło mnie to, że Nathan jest taki spokojny, ale ktoś musi być. Cały czas mnie uspokajał. Gdy Tom przyszedł i zobaczył mnie w takim stanie, nie wiedział co się dzieje. Nathan wytłumaczył mu o co chodzi, a Tom mnie od razu przytulił. Chciałam zostać sama, więc poprosiłam, żeby wyszli. Nathan upierał się, że nie zostawi mnie samą, ale po dłuższej chwili udało mi się go namówić i wyszedł. Cały czas nie wierzyłam w to co się stało. Mogłam mieć dziecko. . .
       Cały czas myślałam, aż zasnęłam. Rano czułam się trochę lepiej psychicznie, ale cały czas myślałam nad dzieckiem. Po dziesiątej przyszedł do mnie Nathan i zapytał się jak się czuję. Powiedziałam, że lepiej. Usiadł koło mnie na łóżku.
-Amy. – wiedziałam, że coś się święci – Jeśli by się okazało, że jesteś cały czas w ciąży to byś chciała to dziecko? – myślałam, że go zabiję za to pytanie.
-Tak i to bardzo. Jestem jeszcze młoda, ale jakbym miała mieć dziecko to bym się nim zaopiekowała. – odpowiedziałam.
-Może kiedyś pomyślimy nad dzieckiem?
-Na pewno. – pocałowałam go – Lubię dzieci i to bardzo.  
-Ja też, skarbie. – uśmiechnął się i mnie przytulił, a po chwili przyszedł lekarz.
-Dzień dobry panno Thomson. Jak się pani czuję? – zapytał mnie.
-Lepiej, dziękuję. – uśmiechnęłam się.
-To dobrze. Jutro rano wypiszemy cię, bo nie ma sensu ciebie tutaj trzymać. Za 2 tygodnie wrócisz i zrobimy ostatni zabieg. Musisz dużo odpoczywać przez pierwszy tydzień. Mam nadzieję, że wszystko będzie po naszej myśli. – oznajmił mi lekarz.
 -Też mam taką nadzieję. Dziękuję panu bardzo za wszystko. – wstałam przy pomocy Nathana i podałam lekarzowi rękę.
-Jak na razie mi nie dziękuj. – uśmiechnął się i uścisnął moją dłoń – To ja już pójdę. – wyszedł z sali.
-Ty cały czas mieszkasz u tej swojej kuzynki? – zapytałam ciekawa.
-No, więc wrócę z tobą. Przyjadę rano do szpitala ze swoją walizką i pojedziemy do domu wariatów, ok? – uśmiechnął się.
-Mi pasuje. Wiesz co? Boję się chyba wrócić do tego domu, bo widok za piękny to nie będzie. – zaśmiałam się.
-Jakby co to nie ja narobiłem bałaganu. Mnie tam prawie w ogóle nie było. – zaśmiał się.
-Ja mam podejrzenia co do sprawcy owego bałaganu, nawet jeśli go jeszcze nie widziałam. – śmiałam się.
-Tom czy Jay? – popatrzył na mnie.
-Oboje.
-Tak myślałem. – powiedział i się uśmiechnął.
       Gadaliśmy do wieczora, aż musiał już iść. Nasze pożegnanie trwało bardzo długo, choć na następny dzień mieliśmy się spotkać i tak za nim tęskniłam. Dawał mi radość. Może to dziwne, ale bez niego czuję się nikim, on dodaje mi pewności siebie, przy nim jestem inna. To jest jedyna osoba, która tak na mnie działa. Oby tak szybko z mojego życia nie zniknęła.
       Obudziłam się rano i powoli wstałam z łóżka. Trochę bolał mnie brzuch, kark, plecy. Wzięłam ręcznik, szczoteczkę i inne babskie kosmetyki. Wzięłam też ubranie które miałam w walizce. Nie brałam prysznica w szpitalu, bo wolałam to zrobić w domu. Zrobiłam poranną toaletę. Gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam Nathana siedzącego na szpitalnym łóżku. Miał poważną minę. Wiedziałam, że nad czymś myśli, tylko nad czym? Usiadłam koło niego i nawet mnie nie zauważył. Pocałowałam go w policzek i dopiero wtedy się ruszył. Cały czas miał poważny wyraz twarzy. Uśmiechnęłam się, ale i tak nie zadziałało to.
-Co się stało? – zapytałam, a on nie odpowiadał -  Powiesz mi wreszcie?! – podniosłam delikatnie ton.
-Twoi rodzice. . . – przerwałam mu.
-Nie chcę o nich słyszeć! – krzyknęłam.
-Amy, twoi rodzice. . . – znowu mu przerwałam.
-Jeszcze jedno słowo o moich rodzicach, a cię uduszę! – krzyknęłam i zaczęłam pakować się.
      Przez cały czas Nathan już nie mówił o rodzicach. Z jednej strony ciekawiło mnie co chcieli znowu ode mnie, ale z drugiej miałam ich dość i nie miałam ochoty o nich słyszeć. Gdy wyszliśmy ze szpitala Nathan po raz pierwszy dzisiaj się uśmiechnął. Pocałował mnie i musieliśmy uciekać przed reporterami. Gdy usiedliśmy wreszcie w samochodzie Nathan ruszył i jechaliśmy do domu. Gdy podjechaliśmy pod dom wariatów Nathan pierwszy wyszedł z samochodu i otworzył mi drzwi. Na szczęście nie było dziennikarzy, więc mogliśmy normalnie chodzić po ulicy. Weszliśmy po woli do domu, a tam? Niebiański porządek! Nie mogłam uwierzyć, Nathan chyba też. Poszłam do kuchni, nikogo nie było. W salonie tak samo.
-Nathan, powiedziałeś im, że wychodzę ze szpitala? – zapytałam.
-Nie pisnąłem nawet jednego słówka. Chciałem zobaczyć jak naprawdę wygląda dom jak nas nie ma. Jednak są jeszcze odpowiedzialni i normalni. – zaśmiał się.
-Jednak, ale gdzie oni są? Chłopaki!!! – krzyknęłam na cały dom, ale nikogo nie było słychać – Nie ma ich. Wiesz co? Mam ochotę rozejrzeć się po ich pokojach. – uśmiechnęłam się, a on wiedział o co mi chodzi.
      Weszliśmy do pokoju Sivy, porządek. Max, porządek, choć to dziwne, ale prawda. Jay, bałagan okropny. Tom, niby porządek, a niby bałagan. Ocenić tego nie można. Poszliśmy z Nathanem do salonu i usiedliśmy na kanapie. Przybliżył się do mnie i zaczął całować po szyi. Całował moje usta, a ja się położyłam na kanapie. On był nade mną i zaczął rozpinać moją bluzkę, ale po chwili ktoś zapukał do drzwi. Nathan oderwał się ode mnie z miną: „Kto nam kurwa śmie przeszkadzać?!”. Usiadł, żeby mi pozwolić wstać. Gdy szłam w stronę drzwi zapinałam guziki od bluzki. Otworzyłam drzwi, a tam. . . Ciocia Mary!
-Witaj Amy. Jak się czujesz? – zapytała mnie ciocia.
-Lepiej. Wejdź. – otworzyłam szerzej drzwi, a ciocia Mary weszła.
       Dziwiła mnie jej wizyta, bo nie rozmawiałam z nią jakieś 7 lat. Jest siostrą mamy i wrogiem taty, choć nie dziwię jej się. Mama podobno jak poznała tatę to odwróciła się od cioci i przez to nie rozmawiały już tak często jak przedtem. Ciekawiło mnie, co chciała ode mnie.
-Jak się czujesz? – zapytała mnie znowu, nie lubię jak ona się powtarza.
-Mówiłam już, dobrze. – uśmiechnęłam się.
-Za rodzicami nie płaczesz? – zapytała mnie, na co ja się trochę zdziwiłam. Nathana wtedy w pokoju nie było, bo poszedł do kuchni zrobić herbatę.
-Nie, a dlaczego bym miała płakać?
-Tak tylko pytam. Mam się zająć pogrzebem? – zapytała mnie, a ja ze zdziwienia otworzyłam usta i to dosłownie.
-Jakim pogrzebem? – zapytałam po chwili milczenia.
-Twoich rodziców. – odpowiedziała, a mi z oczu poleciały łzy.
-Amy miałem ci powiedzieć, ale nie dałaś mi dokończyć. – tłumaczył się Nathan i podszedł do mnie i przytulił.
-Moi rodzice nie żyją… - powiedziałam szlochając.

----------------------
  
Znowu nie skomentuję, choć moim zdaniem jest nudny. :<
Dedyk specjalnie dla Asi0987, mojej siostrzyczce! Chciałabym wam podziękować, bo pojawiło się na wyświetlaczu 4000 wejść! Dziękuję wam bardzo, bo przyznam w krótkim dosyć czasie tyle wyświetleń. Dzięki wielkie, kochani! ;**

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Rozdział 18.


       Obudziła mnie rano pielęgniarka, podłączająca kroplówkę. Jak zobaczyła, że mnie obudziła zaczęła mnie przepraszać. Ja powiedziałam, że nic się nie stało, i że i tak bym za chwilę się obudziła. Jeszcze raz mnie przeprosiła i wyszła z sali. Chwile po wyjściu pielęgniarki przyszedł Nathan. Na przywitanie pocałował mnie namiętnie.
-Hej, jak się czujesz? – zapytał mnie drugi dzień z rzędu.
-Hej, dobrze. Wiesz, że się powtarzasz? Wczoraj też mnie o to zapytałeś. – zaśmiałam się.
-Widzę, że humorek dobry. – usiadł koło mnie na łóżku.
-No, można tak powiedzieć. Powiedz wreszcie co u ciebie i chłopaków? Wariują jak zwykle? – zaśmiałam się znowu.
-No, masakra. Wróć do domu jak najszybciej. Ja z nimi tam już nie wytrzymuję. Szczerze? Mieszkam u mojej kuzynki. Ci tak wariowali, że wytrzymać się nie dało. Jeden raz wróciłem do domu późno, bo byłem przy tobie, ponieważ wtedy twój stan się trochę pogorszył. Chciałem pospać, ale szacowny Tom puścił maksymalnie na mojej mp4 „Ai Se Eu Te Pego”, a że ja miałem słuchawki na głowie to kurwa to go nie obchodziło! – zdenerwował się Nathan.
-Na serio?! – zaczęłam się strasznie śmiać – I co zrobiłeś? – zapytałam przez śmiech.
-Co mogłem zrobić, co? Zacząłem go gonić. On uciekał, ale w pewnej chwili poleciał do ogrodu, ale że ja mądry jestem to wiedziałem, że dzieci sąsiadów są na dworze, więc nie wybiegłem za nim, bo miałem bokserki tylko. Najlepsze jest to, że sam miał tylko bokserki i jak go dzieci zobaczyły to się zaczęły śmiać, a rodzice ich się wkurzyli i teraz nie jesteśmy lubiani w ich domu. – opowiadał mi Nathan.
-Miał te bokserki z sercami, które widziałam kiedyś u niego w szafie? – zapytałam.
-No, a jak? W samych bokserkach z sercami wyszedł, a tam dzieci się śmieją. Wyobrażasz to sobie, bo ja to widziałem?! – śmiał się Nathan – To była nauczka dla niego, chodź wkurzał mnie potem nie raz.
-Tom nie myśli często, więc wybaczmy mu. – zaśmiałam się – A co z koncertami, trasą?
-No nic, a co?
-Przecież coś musieliście zrobić. Nie chcę, żebyście przeze mnie zmarnowali karierę! – zdenerwowałam się trochę.
-Nie denerwuj się. Trasa będzie wtedy jak wydobrzejesz, a przerwa dobrze nam zrobi. Dzięki temu też napisaliśmy parę  piosenek.  – uśmiechnął się – Będzie dobrze. O nas się nie martw, tylko o twoje zdrowie. Jakby co to nic nie jadłaś, piłaś? – zapytał.
-Nie, nic, więc nie mów mi o jedzeniu, bo zjem coś i wtedy operacji nie będzie. – ostrzegłam go.
-Dobrze, skarbie. – pocałował mnie delikatnie w usta, ale przerwał nam wchodzący do sali lekarz.
-Dzień dobry, jak pani się czuję, bo widzę, że dobrze? – zapytał z uśmiechem lekarz.
-Tak, lepiej. – zaśmiałam się – To o której mam operację, panie doktorze?
-W swoim grafiku ustawiłem cię na godzinę 10. Wiem troszkę musisz czekać, ale jest jeden pacjent, ale trochę ważniejszy. – oznajmił mi lekarz.
-Jak to ważniejszy?! A moja dziewczyna nie jest ważna?! – wściekł się Nathan.
-Nathan spokojnie. – próbowałam go uspokoić.
-Panie Sykes. Jest pacjent z nowotworem złośliwy, który rozprzestrzenia się na oczach już. Jest to bardzo poważna operacja i proszę mi uwierzyć, że pańska dziewczyna jest ważna, ale w tej chwili tamten pacjent jest ważniejszy. – mówił spokojnie.
-Dobrze, przepraszam, nie wiedziałem. Może coś przynajmniej zjeść, bo umrze do tego czasu? – zapytał się spokojnie już Nathan.
-Absolutnie nie. Operacja musi być na czczo. Przykro mi panno Amy, ale tak musi być, inaczej się nie da. – zwrócił się do mnie.
-Dobrze, spróbuję jakoś wytrzymać, dziękuję. – podziękowałam, a lekarz wyszedł – I trzeba było się tak denerwować?
-No co? Ty jesteś dla mnie najważniejsza. – pocałował mnie, ale znowu nam przerwał lekarz, ale anestezjolog. Znowu następny lekarz, który się uśmiechnął.
-Dzień dobry. Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałbym z panią porozmawiać o operacji. Mógłby pan nas zostawić samych? – zwrócił się do Nathana.
-Dobrze. Idę kupić sobie kawę. – powiedział Nathan i przybliżył się, żeby mnie pocałować w policzek, ale szepnął – Uważaj na niego. – pocałował w policzek, a ja się uśmiechnęłam i wyszedł.
       Lekarz mówił mi jak będzie wyglądać operacja i różne brednie. Szczerze, to go nie słucham, tylko myślałam o Nathanie. Usłyszałam tylko, że operacja nie jest aż tak trudna, ale też nie łatwa. Będę miała wątrobę chyba tak jakby „składaną”. Tylko to usłyszałam, żadnych szczegółów, nic. Gdy wszystko mi powiedział wyszedł, a po chwili wszedł Nathan. Na szczęście nie pytał się, co mówił, dziękuję Boże!
      Pogadaliśmy 2 godziny, aż przyszła pielęgniarka chcąca zabrać mnie na salę operacyjną. Pocałowałam Nathana namiętnie, a ona się uśmiechnęła, znowu następny, albo bardziej następna. Gdy wreszcie mnie zabrała, wjechałyśmy do jakiegoś pomieszczenia, w którym lekarze się kłócili. Jakby co to cały czas leżałam na łóżku szpitalnym. Lekarzom chodziło o mnie, dokładniej jeden z lekarzy nie zgadza się na operację, bo jego zdaniem moje wyniki nie są aż tak dobre na taką operację. Drugi natomiast lekarz mówił, że może i moje wyniki nie są dobre, ale muszę mieć tą operację. Jednakże facet nie odpuścił i operacji nie będzie jak na razie.
      Przewieźli mnie znowu na salę, a Nathan się zdziwił. Opowiedziałam mu wszystko, ale na początku kazałam mu się nie denerwować. Ten jednak się wściekł, ale na szczęście nic głupiego nie zrobił. Sama byłam wkurzona, bo przez jednego lekarza nie będzie operacji, którą muszę mieć jak to powiedział anestezjolog. Jednak jeszcze coś pamiętam z naszej rozmowy. Po godzinie wszedł do sali też zdenerwowany lekarz, który mi powiedział, że jutro będzie operacja, bo na szczęście tego lekarza nie będzie. Ucieszyłam się, ale jeszcze większą radochę przyniosła mi szpitalna kolacja. Szpitalna, ale zawsze jedzenie. Cieszmy się, że mamy w ogóle co jeść. Dzieci w Afryce nie ma ją nic do jedzenia, a my mamy, ale często ludzie obrzydzają, narzekają. Cóż, bywa tak.
       Nathan siedział ze mną aż nie zasnęłam. Cieszę się, że mam takiego opiekuńczego chłopaka. Obudziłam się rano. Był przy mnie lekarz, Nathan i pielęgniarka. Wszyscy się na mnie gapili, a ja nie wiedziałam o co im chodzi. Wreszcie pierwszy odezwał się lekarz.
-Dzień dobry panno Amy. Zaraz ma pani operację. Może pani się pożegnać z chłopakiem i dzisiaj na pewno będzie operacja, więc spokojnie. – powiedział mi lekarz, a najdziwniejsze było to, że puścił  mi oczko. Nathan przybliżył się do mnie i pocałował.
-Będzie wszystko dobrze. Uwierz mi. – na te słowa pocałowałam go i uśmiechnęłam.
-Kocham cię. – powiedziałam, gdy pielęgniarki wywoziły mnie z sali.
       Zawieźli mnie znowu do tego pomieszczenia i miałam się rozebrać. Zrobiłam to co chcieli z małą pomocą, bo mnie kark bolał. Anestezjolog podał mi jakiś płyn, a ja po chwili zasnęłam.
       Operacja trwała parę godzin. Obudziłam się strasznie zmęczona w innej sali. Przy mnie byli wszyscy, nawet Kelsey. Nathan trzymał moją dłoń, a jak zobaczył, że się obudziłam, to się uśmiechnął. Powiedział mi, że wszystko się udało, a teraz muszę dużo odpoczywać. Chłopcy jak zwykle majstrowali przy jakiś sprzętach medycznych, aż w pewnej chwili jakaś maszyna się włączyła i zaczęła piszczeć. Ten dźwięk był okropny. Po chwili do sali wlecieli lekarze i wyłączyli tą maszynę i popatrzyli na chłopaków. Wszyscy wskazali na Toma. Dlaczego ja mam takiego brata? Śmiać mi się chciało, ale nie mogłam przez bolący mnie brzuch. 

------------------

Rozdział jak na moje nudny, ale nie będę się kłócić ze św. Bożeną. xD
Chciałam wam tylko napisać, może nie tylko, ale chodzi o to, że teraz rozdział jest trochę podobny z moją przygodą kiedy miałam wylew. Otóż w Lublinie gdzie miałam drugą operację chcieli mi zrobić badanie kontrole czy wszystko się udało. Pewien facet nie zgodził się na to, żeby, miała badanie bez tak zwanej śpiączki (zapomniałam jak precyzyjnie się to nazywa). Dlatego wróciłam do sali. Na szczęście inny oddział zgodził się zrobić mi badanie tylko ze znieczuleniem, ale prawie cały dzień nic nie jadłam. To jest pierwsza historia. Druga to też się cieszyłam jak zobaczyłam szpitalne jedzenie po tym badaniu. Trzecia rzecz to moja operacja też trwała parę godzin, a dokładniej ponad 6. Czwarta lekarze też tam byli nawet mili, jakby ich porównać z lekarzami z Poznania, to są bogami! xD 
Są też inne powiązania, które są szczegółowe, ale te są najważniejsze. :*
Teraz dedykacje: 
Ada<3 - Dziękuję ci siostrzyczko! ;*
Sandra - Dzięki za pomoc w wymyślaniu przygód Toma! ;*
Asia0987 - Ty mój psychologu! ;*
Jeszcze raz zachęcam do komentowania, bo komentarzy jest coraz mniej, a ja wiem, że was stać na dużo. :D

sobota, 21 kwietnia 2012

Rozdział 17.


                                                  Perspektywa Nathana



       Gdy wróciłem do domu, od razu poszedłem do swojego pokoju. Miałem dość wszystkiego. Od razu wziąłem prysznic i położyłem się do łóżka. Nie mogłem zasnąć. Cały czas myślałem o Amy. Co jeśli cię nie obudzi? Całe życie się zmieni, znowu. Ona je zmieniła na lepsze i mam nadzieję, że będę mógł ją jeszcze przytulić. Wszystko przez tego palanta, który jej to zrobił. Muszę się dowiedzieć kto to! Muszę się z nim policzyć!
        Nie mogłem zasnąć. Postanowiłem, że pójdę do kuchni się napić wody. Gdy schodziłem zobaczyłem, że w salonie pali się światło. Przecież to była 4:00, więc kto mógł z tych debilów łazić o tej godzinie po domu. Ciekawiło mnie i to bardzo. Powoli schodziłem na dół, żeby mnie nie usłyszał. Delikatnie popatrzyłem. Widok był bezcenny. Jay obściskiwał się z jakąś dziewczyną. Trochę mnie to rozśmieszyło, chodź cały czas pamiętałem o Amy. Chciało mi się pić, więc musiałem i tak wejść do salonu. Wszedłem do salonu, a oni tego nawet nie zauważyli.
-Nieładnie w salonie się obściskiwać przy ludziach. – powiedziałem, a oni się na mnie spojrzeli. Dziewczyna się zarumieniła, a Jay widać było, że jest wściekły. – Może nas przedstawisz? – zwróciłem się do Jaya.
-Chwila. – wstali i się trochę ogarnęli. Mnie się cały czas chciało śmiać z nich. – Emily to jest Nathan, Nathan to jest Emily.
-Miło mi cię poznać. – powiedziała ciepłym głosem.
-Czekaj! Ty jesteś przyjaciółką Amy! – rozpoznałem ją, to była na pewno ona.
-Tak. Nie ma jej tu? – zapytała mnie.
-Jak zwykle Jay nie w temacie. Amy jest w szpitalu, w śpiączce farmakologicznej. Nie widomo czy się obudzi. Teraz dajcie mi święty spokój! – popłynęła mi z oka jedna, samotna łza.  
       Pobiegłem szybko do pokoju. Odechciało mi się pić. Nie mogłem tak tu siedzieć w domu i udawać, że nic się nie stało. Ubrałem się w ciuchy i wziąłem kluczyki od samochodu, telefon i inne rzeczy. Pobiegłem na dół i założyłem trampki i kurtkę. Jay i Emily chcieli ze mną pojechać, ale chciałem sam, a w ogóle Amy nie chciałaby żeby Emily przyjeżdżała. Pojechałem do szpitala, ale po drodze nawet o 5 rano musiały być korki. To jest już nie do wytrzymania. Gdy wreszcie dojechałem do szpitala wyszedłem z samochodu. Zadzwoniła moja komórka. Był to numer nieznany. Odebrałem.
-Dzień dobry. Pan Sykes? – zapytał jakiś facet.
-Tak, to ja. O co chodzi? – zapytałem trochę zdziwiony.
-Czy to prawda, że pańska dziewczyna leży w szpitalu w krytycznym stanie? –  gdy o to zapytał, od razu wiedziałem, że to dziennikarz.
-Proszę mnie i moje życie zostawić w spokoju! Do widzenia! – krzyknąłem i się rozłączyłem.
      Poszedłem znowu w kierunku wind. Nacisnąłem guzik, a po chwili winda już była. Wszedłem i wybrałem 6 piętro. Gdy winda się otworzyła wyszedłem i zobaczyłem lekarza. Jak mnie zobaczył uśmiechnął się. Śmiał się ze mnie czy miał dobre wiadomości? Oto jest pytanie. Podszedł do mnie i podał rękę. Uścisnąłem ją.
-Więc tak Panie Sykes. Pańska dziewczyna jest cały czas w śpiączce, ale wyniki jej się polepszają. Nie są to oczywiście wielkie różnice w wynikach badań, ale najważniejsze jest to, że jej stan się polepsza. – powiedział zadowolony lekarz.
-Cieszę się. Czy wiadomo kiedy się wybudzi ze śpiączki?
-I tu jest problem. Nie wiemy tego. Cały czas nie mamy pewności czy się wybudzi. Jej wyniki są lepsze, ale nie oznacza tego, że się wybudzi niedługo. Musimy czekać. Teraz cierpliwość jest najważniejsza. Musi Pan czekać. – powiedział mi lekarz i odszedł.
       Poszedłem do sali Amy. Leżała cały czas blada. Jak tak na nią patrzyłem łzy napłynęły do oczu. To była moja wina. Mogłem jej powiedzieć, żeby nie poszła na trening. Jakbym to zrobił, wszystko skończyło by się inaczej. Teraz by siedziała i się śmiała, jej śmiech, jej uśmiech. Tego mi w tej chwili brakowało. . .

                                                       Miesiąc później

       Amy cały czas była w śpiączce. Nie myślałem, że tak długo będę musiał czekać. Jej wyniki są dobre, choć mogłyby być lepsze. Jednakże lekarze powiedzieli, że jeśli się nie obudzi w ciągu tygodnia, to znaczy, że Amy już się nie obudzi. Chłopaki mnie próbowali pocieszać, ale nie wychodziło im to zbytnio. Cały czas paplali, że się obudzi i wszystko wróci do normy. Nawet jeśli się obudzi, będzie musiała przejść jeszcze parę operacji. Życie jednak nie jest takie proste.
       Ostatni dzień, w którym Amy ma szanse się obudzić i żyć. Wstałem wcześnie rano, jak to ostatnio było moim zwyczajem. Ubrałem się szybko i pojechałem do szpitala. Tam lekarz powiedział, że Amy jest jeszcze w śpiączce. Poszedłem do jej pokoju i usiadłem koło jej łóżka. Wydawało mi się, że jej twarz nie była już tak blada jak wcześniej. Miałem jakieś przeczucie, że dzisiaj się wybudzi.
       Nastała północ. Przyszli lekarze. Powiedzieli mi, że to koniec. Nie wytrzymałem, popłakałem się. Pocałowałem ją w policzek, a ona… ruszyła głową. Odzyskała przytomność! Żyje! Wtedy miałem ochotę skakać z radości.
-Amy, żyjesz. – powiedziałem.
-Co się dzieje? Gdzie ja jestem? Nathan, co ze mną jest? – pytała mnie.
-Ktoś ci wbił w brzuch nóż. Byłaś w śpiączce farmakologicznej półtorej miesiąca. Właśnie mi powiedzieli, że koniec, że nie żyjesz, że się nie obudzisz. Pocałowałem cię w policzek, a ty się obudziłaś. – opowiadałem jej – Teraz odpoczywaj. – pogłaskałem ją po policzku.
-Panno Thomson, witamy powrotem. – powiedział lekarz.
-Udało się, żyje! Wiedziałem, że to będzie właśnie ten dzień! – mówiłem sobie w myślach.
     Na następny dzień przyjechałem do szpitala. Amy wyglądała już o niebo lepiej. Jak zwykle, musiała mieć przy sobie laptopa. Pocałowałem ją w usta. Szczerze? Brakowało mi tego.

                                                          Z perspektywy Amy  

       Obudziłam się. Nathan miał łzy w oczach. Jak mnie zobaczył, z jednej strony się uśmiechnął, ale z drugiej zdziwił się. Gdzie ja w ogóle jestem?! Zapytałam się go, a on mi o wszystkim opowiedział. Nie tracił nadziei, że się wybudzę. Teraz już wiem, że na pewno mnie kocha. Było to niesamowite uczucie. Nie wiesz co się działo przez jakiś czas, a żyłaś. No, żyłaś jak żyłaś, ale byłaś na świecie. To jest niewiarygodne. Cały czas mi mówił co się zdarzyło. Powiedział mi też o Emily i Jayu. Są teraz razem. Nie mogę im zabronić, choć nie jestem za tym związkiem. Emily jest zupełnie inna niż Jay. Dziwiłam się, że wytrzymują razem, może jednak mają coś wspólnego? Po chwili moje oczy się zamknęły.
       Na następny dzień obudziłam się, a przy mnie siedział Mark. Jak go zobaczyłam uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił uśmiech. Był moim najlepszy przyjacielem, oprócz Nathana. Jemu mogłam się zwierzyć, wiedziałam, że mnie zrozumie i nie powie nikomu moich tajemnic. Czasami się zdarzało, że Emily coś wypaplała, dlatego nie jestem pewna w 100% do niej. Na Marku mogę polegać.
-Hej, jak się czujesz? – zapytał mnie.
-Hej. Dobrze. Boli mnie trochę brzuch, ale lekarz mówił, że będzie bolał. Mam nadzieję, że ból nie będzie aż taki mocny, jak tabletki przeciw bólowe przestaną działać. – odpowiedziałam.
-Przyniosłem ci laptopa. Wiedziałem, że się ucieszysz. – uśmiechnął się.
-Jak ty mnie dobrze znasz. Dziękuję ci. – włączyłam laptopa.
-Ja się będę zbierać. Muszę iść jeszcze na uczelnie. Pa. – pocałował mnie w policzek i wyszedł.
       Weszłam na Twittera. Ile wiadomości?! Dokładnie 12.149. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Zobaczyłam parę wiadomości. Były to fanki Nathana i nawet fanki One Direction. Wszystkie życzyły mi szybkiego powrotu do zdrowia. Cieszyłam się, że Nathan ma chociaż parę normalnych fanek. Zaczęłam czytać resztę. Niektóre były takie same jak poprzednie, a niektóre były nie za miłe. Cytuję:
Hej, jestem Carmen. Odczep się od mojego Nathana! On jest mój nie rozumiesz?! Zapomniałam, przecież ty umierasz i dobrze ci tak! Zginiesz w piekle za to co zrobiłaś! Odebrałaś mi mojego Nathana! Ty dziwko!”
       Ta wiadomość była jedna z najgorszych, ale jeszcze nie aż taka jak inne. Były też wiadomości od moich starych znajomych i przyjaciół z zajęć lub z dawnej szkoły. Po chwili wszedł Nathan i się uśmiechnął, jak ja kocham ten jego uśmiech. Usiadł koło mojego łóżka i pocałował.
-Jak się czujesz? – zapytał.
-Lepiej, ale mogłoby być zawsze lepiej. – uśmiechnęłam się.
-Rozmawiałem z lekarzem. Jutro będziesz miała operację. – oznajmił mi.
-Potrzebna? – zapytałam.
-No, trochę. Chcesz być zdrowa? – uśmiechnął się – Dzisiaj jadę na policje, bo mają jakieś podejrzenia co do sprawcy.
-To dobrze. Najchętniej bym temu człowiekowi głowę urwała. – powiedziałam, a po chwili do sali weszli moi przyjaciele. Zaczęli mnie przytulać. – Jak miło was zobaczyć.
-Nam ciebie też. Wiesz jak nas przestraszyłaś? – powiedział Tom.
-Chyba wiem. Mam nadzieję, że nie rozwaliliście chaty? – zaśmiałam się.
-My? Nie, gdzie tam. Grzeczni byliśmy. – rzekł Jay.
-Mam taką nadzieję. – marzyłam o tym, żeby to była prawda. W tej chwili do sali wszedł Mark.
-Cześć Nathan. – podał Nathanowi rękę.
-Cześć. – uścisnął jego rękę – Co cię sprowadza?
-Tak przyszedłem. – odpowiedział.
-Kłamiesz. Chodzi o laptopa? Trzymaj i dzięki. – podałam mu laptopa, a on się uśmiechnął – Więc tak, chłopcy to jest Mark mój przyjaciel, Mark to jest Siva, Jay, Max, i mój brat Tom, a Nathana znasz.
-Miło mi was poznać. – podał im rękę.
-Nam ciebie też. – powiedzieli razem i uścisnęli jego dłoń.
       Siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy. Oczywiście chłopaki mnie rozśmieszyli swoimi opowieściami jak to było jak mnie nie było z serii „Głupi i głupszy”. Aż się popłakałam ze śmiechu. Nie mogłam już dalej słuchać ich. Gdy wszyscy poszli zasnęłam myśląc o jutrzejszym dniu, który nie będzie prosty. . .

--------------------

Z tego powodu, że pojawił się nowy bohater trzeba by go pokazać. ;D
O to Mark:







Przystojny waszym zdaniem? Może zawróci w głowie Amy ponownie? :)
Zachęcam do komentowania. ;*
Dedyk dla Ady<3 i Asi0987, które mnie wspierają. Dziękuje wam! ;*

czwartek, 19 kwietnia 2012

Rozdział 16.


                                                 Perspektywa Nathana

       Dostałem sms, więc zacząłem go czytać. Po chwili usłyszałem krzyk Amy i szybko się spojrzałem. Leżała krwawiąc. Szybko podbiegłem. Straciła przytomność. Krzyknąłem szybko, żeby wezwali karetkę. Chłopak, który jej to zrobił uciekł. Miałem go daleko gdzieś. Nie oddychała. Karetka po chwili przyjechała. Od razu na miejscu zaczęli ją reanimować. Miałem nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Kazali mi się odsunąć. Denerwowałem się. Cały czas nie oddychała. Po chwili jeden z ratowników krzyknął:
-Normalny rytm!
-Jedziemy szybko! – krzyknął drugi i zabrali ją. Jeden z ratowników zapytał się mnie kim jestem.
-Jestem jej chłopakiem. Z rodzicami nie ma kontaktu. Z bratem i z innymi chłopakami mieszka i oczywiście ze mną. Mogę z wami jechać? – zapytałem się.
-Tak, proszę. – pobiegliśmy szybko na dół i pojechaliśmy karetką do szpitala.
     Wzięli ją na sale operacyjną. Nie wiedziałem, co jej jest. Jak czekałem na jakieś wiadomości o jej stanie, przypomniało mi się jak się poznaliśmy, pierwszy pocałunek i ten pierwszy raz z nią. Po chwili zauważyłem, że nie mam komórki. Za pewnie ją zostawiłem na sali. Postanowiłem zadzwonić z butki telefonicznej do Toma. Gdy wybrałem numer czekałem, aż odbierze. Odebrał jednak Max.
-Tu Max. Toma nie ma. Czym mogę służyć? – znowu się w coś bawili.
-Max dawaj mi Toma, natychmiast! – krzyknąłem.
-Nathan, spokojniej, proszę. Nie pali się przecie! Thomas! – zawołał Toma.
-Co ty mi Max grzebiesz w komórce. Oddawaj! – było słychać niezadowolonego Toma – Nathan?
-No, to ja. Dzwonie z budki telefonicznej.
-Dotknąłeś ją?! Ohydne są. – mówił Tom.
-Zamknij mordę! – wkurzyłem się.
-Młody spokojniej. O co chodzi? – wreszcie się uspokoił.
-Dzwonie ze szpitala. Amy jest na Sali operacyjnej. Dostała mieczem w brzuch. Facet zwiał. Nie wiem w jakim jest stanie, ale ledwo ją uratowali. Nie oddychała jakieś 10 minut. Przyjeżdżaj jak najszybciej. – powiedziałem mu wszystko co powinien powiedzieć.
-O cholera. Kesley! Koniec wieczoru na dzisiaj, muszę jechać! Nathan, zaraz przyjadę. – powiedział i się rozłączył.
       Usiadłem znowu i zacząłem rozmyślać o swoim życiu. Jeszcze dzisiaj rano była uśmiechnięta i szczęśliwa, a teraz? Teraz to może umrzeć. Zrozumiałem, że w życiu trzeba się cieszyć każdą chwilą, bo nie wiadomo kiedy umrzesz. Trzeba poświęcać dużo czasu dla ważnej ci osoby lub osób. Całe swoje przemyślałem i jeszcze jedno zrozumiałem. Marudzę często na swoje życie, a tak naprawdę inni mają o wiele gorzej, na przykład Amy. W życiu od dziecka łatwo nie miała, poznała mnie i zaczęła być szczęśliwą dziewczyną, a teraz znowu jej życie jest gorsze. Po chwili Tom mnie zaczął szarpać.
-Miałeś na nią uważać, durniu! – uderzył mnie w nos. Zaczęła mi lecieć krew z nosa.
-Co miałem zrobić? Z nikim w tej chwili nie walczyła, tylko stała, a ktoś jej wbił miecz w brzuch. Krwawiła, ten widok nie był za miły. Nie oddychała, przyjechała karetka, reanimowali ją. Chcieli już przerwać reanimacje, ale zaczęła oddychać. Szybko zabrali ja do szpitala i na sale operacyjną, wiec co ja kurwa mogłem zrobić?! – zdenerwowałem się.
-Sora, młody. Nie wiedziałem. – poklepał mnie po ramieniu – Idź lepiej do pielęgniarki z tym.
-Dobra, zaraz wracam.
       Poszedłem do pokoju pielęgniarek. Była tam pielęgniarka. Jak mnie zobaczyła od razu kazała mi usiąść, więc usiadłem. Gdy skończyła podziękowałem i wyszedłem. Tom siedział smutny. Usiadłem koło niego. Siedzieliśmy tak trochę, aż jakiś chłopak z zajęć przyszedł.
-Przepraszam, ty to Nathan, tak? – zapytał mnie.
-Tak, to ja. O co chodzi? Jakby co nie mam ochoty na rozmowę o pracy. – oznajmiłem.
-Spokojnie, nie o to chodzi. Zostawiłeś komórkę, trzymaj. – podał mi ją.
-Dzięki. – włożyłem telefon do kieszeni.
-I co z nią? – zapytał.
-Ma teraz operacje i nic więcej nie wiemy. – powiedziałem.
-Ile już trwa? – usiadł koło mnie. Spojrzałem na zegarek.
-Osiem godzin już minęło. – odpowiedziałem.
-Idę po kawę, chcecie? – zapytał nas Tom.
-Nie, dzięki.  – odpowiedział nieznajomy.
-Ja poproszę. – powiedziałem zmarnowany.
-Tak w ogóle to jestem Mark, miło mi. Tak praktycznie jestem partnerem Amy na zajęciach. – podał mi rękę.
-Nathan, miło mi cię poznać. Chłopak Amy. – uścisnąłem jego rękę.
-Od jakiego czasu ją znasz? – zapytał mnie po chwili ciszy.
-Jakieś 3 miesiące, a co? – popatrzyłem na niego, patrzył na podłogę.
-Nic, tak pytam. Ja ją znam od podwórka. Ten chłopak co poszedł po kawę, to kto to jest?
-To jest Tom, jej brat. Z jego opowieści, przeprowadził się kiedyś do cioci, a potem Amy się urodziła. Jej rodzice mówili coś o jej bracie, ale nie za wiele. Tom zmienił nazwisko. Czytałem kiedyś wiadomości na Twitterze, a Tom spoglądał. W pewnej chwili zauważył jej wiadomość. Nie powiedział mi kto to jest, ale kazał odpisać. Odpisałem więc, a Tom mi wreszcie powiedział. Od tego się zaczęło. – opowiadałem.
-Aha. Kiedyś mieszkałem koło niej. Byliśmy wtedy dziećmi. Nasi rodzice się przyjaźnili i często się spotykali. Nie mieli z kim nas zostawić, więc się bawiliśmy w jej, albo moim pokoju i jak dorośliśmy zaczęliśmy się przyjaźnić. Okazało się, że ona się we mnie zakochała, ale ja miałem dziewczynę. Zraniłem ją trochę, ale potem porozmawialiśmy na spokojnie i ustaliliśmy, że będziemy tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Jak widać do dzisiaj się to sprawdza. Kochasz ją? – zapytał mnie, na co ja się zdziwiłem.
-Pewnie, jest to dziewczyna z jednej strony twarda, ale z drugiej łatwo ją zranić. Kocham ją i to bardzo. – powiedziałem.
-To dobrze. – powiedział i na tym rozmowa nasza się skończyła.
       Siedzieliśmy jeszcze tak długo. Tom nie wracał, zapewnie chciał pobyć sam. Nie dziwiłem się. Jego siostra może umrzeć. Dla mnie to też jest trudne. Kocham ją i to bardzo i nie chce jej stracić. Po chwili wyszedł lekarz. Od razu z Markiem wstaliśmy. Lekarz chciał porozmawiać ze mną. Mark odsunął się.
-Co z nią jest? – zapytałem przerażony.
-Panna Amy jest w ciężkim, w krytycznym stanie. Musieliśmy zatrzymać krwotok. W tej chwili jest w śpiączce farmakologicznej. Nie wiemy czy się obudzi. Miejmy taką nadzieję. Może pan wejść do niej na chwilę z jej bratem, albo sam. Musi teraz odpoczywać. – mówił lekarz.
-Dziękuję panu. – powiedziałem i poszedłem poszukać Toma.
       Tom siedział na ławce przed szpitalem. Usiadłem koło niego i zapytałem czy chce iść ze mną do niej. Powiedział, że nie, bo nie chce jej takiej zobaczyć. Rozumiałem go. Był strasznie smutny. Przejął się tym, i to bardzo. Związku z tym poszedłem do sali. Zobaczyłem ją podłączoną do różnych maszyn. Była cała blada. Widok był okropny. Usiadłem koło niej i nie wiedziałem co robić. Przypomniało mi się, że czytałem gdzieś, że ludzie w śpiączce słyszą to co się do nich mówi.
-Amy, jak się czujesz? Wiem, nie odpowiesz mi. Kocham cię. Obudź się, proszę. – pocałowałem w policzek i po chwili przyszła pielęgniarka i poprosiła, żebym już poszedł. Zostało mi tylko jedno wyjście. Pojechać do domu. 

-------------------

No comment.
Dziękuję za te miłe komentarze, ale ostatnio jest ich coraz mniej. Moim marzeniem jest mieć 11 komentarzy pod rozdziałem. Dacie radę? ;D