niedziela, 29 lipca 2012

Informacja.

       Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad skończeniem bloga, ale przecież jest jeszcze druga autorka, dlatego kończę pisać i zostawiam bloga Magdzie. Może wrócę jeszcze do pisania, nie wiem... W tym tygodniu pojawi się mój ostatni rozdział i mam nadzieję, że wam się spodoba.

                                                                                                                        Dziękuję za uwagę, Ada. :)

środa, 18 lipca 2012

Rozdział 3.


       Od razu gdy weszliśmy do pokoju Nathan zaczął mnie całować. Czułam od niego alkohol, bo pił trochę z chłopakami. Niestety nie chciał przerywać. Ustąpiłam mu, choć zapach nie był przyjemny. Popchnął mnie na łóżko i usiadł okrakiem. Zdjął moją bluzkę i zaczął całować szyję. Zdjęłam jego koszulkę i odwróciliśmy się. Całowałam jego nagi umięśniony tors. Widać, że przez ten rok trenował trochę. Dobierałam się do niego spodni. Gdy rozpięłam jego spodnie zdjęłam je i został w samych bokserkach. Odwróciliśmy się i teraz to on dobierał się do moich spodni. Gdy je zdjął zostaliśmy w samej bieliźnie, która nie pozostała na długo na naszych ciałach. Przez długi czas pieściliśmy swoje ciała. Gdy już oboje mieliśmy ochotę na coś więcej Nathan włożył dwa palce we mnie i szybko poruszał. Było mi przyjemnie, ale wolałam, żeby się trochę pospieszył, dlatego powiedziałam mu to, a on uśmiechnął się i delikatnie wszedł we mnie. Poruszał się coraz brutalniej. Było mi bardzo przyjemnie. Zmienialiśmy co chwile pozycje. Oczywiście czułam jeszcze od niego alkohol, ale w tej chwili nie przeszkadzało mi to. Gdy oboje doszliśmy położyliśmy się w ciepłym łóżeczko, gdzie w tuleni w siebie zasnęliśmy.
          Rano obudziłam się w tulona w Nathana. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i od razu wstałam zdenerwowana. Nathan przez to też się obudził, ale nawet dobrze, bo mieliśmy godzinę do odlotu.
-Nathan, jest 9:00. – zakomunikowałam. 
-I co z tego? – zapytał dosyć oschle. Za pewnie główka go bolała.
-Za godzinę wylatujemy! – krzyknęłam.
-To dzisiaj?! – krzyknął i szybko wstał. Oboje wzięliśmy szybko prysznic i ubraliśmy się. Ja w tym czasie, gdy Nathan się ubierał zaczęłam krzyczeć na całą chatę, bo wszyscy zaspali.
-Pobudka! Za nie całą godzinę wylatujemy! – wrzeszczałam. Po chwili szybko wybiegali z pokoi i wrzeszczeli na mnie, a ja ich próbowałam uspokoić. Na szczęście Nathan wkroczył do akcji.
-My też zaspaliśmy. 10 minut temu się obudziliśmy. Myśleliśmy, że wy już nie śpicie. A tak w ogóle to… Dalej, bo się kurwa spóźnimy!!! – krzyknął.
        Wszyscy po słowach Nathana ruszyli do pokojów. My z Nathanem wzięliśmy nasze walizki i zanieśliśmy do samochodu. Na szczęście kierowca stał już przed domem. Zaproponowałam, że pójdę do sklepu obok i kupię coś na drogę. Nathan się zgodził i szybko pobiegłam do sklepu. Kupiłam wszystkim po drożdżówce i wodzie niegazowanej. Zapłaciłam za wszystko. Niestety babce się nie śpieszyło i powoli brała pieniądze z kasy, które miały być moją resztą. Wkurzała mnie i dopiero po pięciu minutach mi dała pieniądze. Szybko wybiegłam ze sklepu i widziałam tylko, jak ona się śmieje. Znowu po pięciu minutach byłam już w domu, praktycznie przed domem i zobaczyłam wszystkich w samochodzie, oprócz Nathana, który czekał na mnie.
-Co tak długo? – zapytał się.
-Sprzedawczyni się nie śpieszyło i dopiero po pięciu minutach dała mi resztę. – powiedziałam, a on pociągnął mnie w stronę samochodu.
       Rozdałam wszystkim jedzenie i samochód ruszył. Kierowca jechał dosyć szybko, bo wiedział, że za jakieś 20 minut mamy samolot. Niestety w mieście znowu musiały być korki. Denerwowaliśmy się. Na nasze szczęście kierowca skręcił w jedną uliczkę, którą pojechaliśmy w stronę lotniska. Dzięki niemu dotarliśmy na ostatnią chwilę. Niestety przed budynkiem były fanki. Z dziewczynami weszłyśmy do budynku, choć jedna fanka mnie zaczepiła i chciała już mnie uderzyć, ale na szczęście pamiętałam jeszcze chwyty sztuki walki i obroniłam się. Miała  szczęście, że ja jej niczego nie zrobiłam. Reszta fanek gdy to zobaczyły zaczęły się śmiać z niej. Sama bym się zaczęła śmiać, ale nie byłam taka. Weszłam do budynku gdzie był już Big Kevin, Martin i cała ekipa. Wszyscy odetchnęli z ulgą gdy nas zobaczyli. Kevin z Martinem poszli po chłopaków, bo zostało mało czasu. Gdy już wrócili szybko weszliśmy do samolotu. Usiedliśmy spokojnie. Siedziałam między Nathanem, a Jayem. Wyciągnęłam mp4 i zaczęłam słuchać muzykę. W pewnym momencie Nathan poprosił mnie, żebym je zdjęła. Zgodziłam się, ale zaczęłam się trochę denerwować, bo miał  bardzo poważny głos.
-Coś się stało, skarbie? – zapytałam przeczesując palcami jego włosy.
-Nic, oprócz tego, że wiem, że Jessica… Jessica… Jest w ciąży. – powiedział mi, a mnie zamurowało. Powiedziała mu i żyje. – Mam do ciebie prośbę. Wiem, że na pewno będziesz z nią rozmawiała przez skype albo przez telefon. Możesz pytać się jej co u niej, jak się czuje? Mi na pewno powie, że fajnie, świetnie, a tobie powie prawdę. - poprosił mnie
-Pewnie, kochanie. – pocałowałam go w usta, a Jay się skrzywił.
-Musicie to robić tutaj? Nie wystarczyła wam noc? – zapytał skrzywiony Jay.
-Weź znajdź sobie dziewczynę to wtedy zrozumiesz to. – uśmiechnął się Nathan.
-Przecież mam i siedzi tam. – powiedział.
-No to idź i ją pocałuj. – uśmiechnął się znowu.
-Dobra. – wstał Jay i ruszył w stronę Emily. Znienacka zaczął ją całować.
-Zaraz zrozumie to  i będziemy mogli się całować. – zakomunikował Nathan.
-Też tak myślę. – przyznałam mu rację.
-Wiecie co? – wrócił na miejsce – Całowanie dziewczyny jest zajebiste.
-A chłopaka? – zaśmiałam się.
-Tego to ja już ci nie powiem, ale jak na moje to ohydne. – odpowiedział.
-Mówiłem, że mu się to spodoba? – tym razem Nathan zapytał.
-Mówiłeś, mówiłeś, skarbie. – uśmiechnęłam się, zaczesałam jego grzywkę i namiętnie pocałowałam.
        Znowu wzięłam słuchawki i mp4. Zaczęłam słuchać muzyki i myśleć o swoim życiu. Co mnie jeszcze czeka? Co się wydarzy? Czy będę szczęśliwa? Na te pytania nie znam odpowiedzi, niestety. Słuchając muzyki rozmyślałam nad całym życiem… Gdy myślałam, Nathan puknął mnie w ramię, więc zdjęłam jedną słuchawkę i spojrzałam na niego
-Tak? - patrzyłam mu w oczy.
-Dasz mi trochę posłuchać, bo ja zapomniałem. – zaczął się śmiać.
-Spoko, było tak od razu. - uśmiechnęłam się i dałam mu słuchawkę.
        On włożył ją do ucha i zamknął oczy. Puściłam piosenkę: Eminem – Space Bound i też zamknęłam oczy. Poczułam rękę Nathana na moim kolanie, która była dość ciepła, gdy było ją czuć przez spodnie. Otworzyłam jedno oko kierując wzrok na niego, on tylko miał oczy zamknięte i się uśmiechał. Gdy skończyła się już piosenka Eminema, przełączyło się na następną. Ta była Limp Bizkit – Behind Blue Eyes. Ona mi przypominała o wszystkim , o pięknych a zarazem smutnych chwilach spędzonych w domu i nawet u chłopaków. Gdy Jay rozśmieszał, jak Nathan pocieszał gdy były ciężkie dni, jak kłóciłam się z rodzicami, wszystko mi się przypominało.
       Gdy wróciłam myślami do realu, Nathan nucił ją sobie. Jego nucenie było piękne, tak delikatnie, skromnie, na koncertach to się drżę, popisuje a tu jednak normalny Nathan. To w nim kochałam.
Otworzyłam już do końca oczy, patrząc na Jaya i Nathana. Jay grał w grę na telefonie, a Nathan słuchał wciąż muzyki, trzymając rękę na moim kolanie. Powiedziałam do Jaya.
-Jay, wiesz co? Życie bywa śmieszne, bo nigdy bym nie przypuszczała, że będę tu z Wami i była Twoją kumpelą. – odparłam, patrząc się na niego.
-Oj, Amy. Ile osób by dało by przytulić się do Nathana a co już mówiąc o całowaniu, a no i do mnie też. Masz farta. – odpowiedział, grając na telefonie.
-Ona nie ma farta, tylko spotkała chłopaka który ją kocha, który pragnie jej szczęścia, a nie chłopaka który zamiast iść do dziewczyny i ją pocałować bo siedzi sama, to gra na telefonie. Znasz takiego człowieka, Jay? Bo ja owszem. – wtrącił się Nathan, obejmując mnie.
-Dobra, dobra już... - powiedział loczek i poszedł usiąść do Emily, zaczął ją całować.
-Dlaczego tak powiedziałeś? Przecież to był dla mnie istny fart – zaczęłam patrzeć mu w oczy. On jednak tylko spojrzał w okno, patrząc na chmury. Odwrócił głowę w moją stronę.
-Bo ja pragnę, pragnę byś była szczęśliwa, a nie użerała się z takim głupolem jak Jay. Po prostu Cię kocham. – chciał mnie już pocałować, ale przyszedł Martin.
-No dobra, koniec tych czułości, zaraz będziemy w Ameryce. Czeka już na nas bus, więc przygotujcie się by iść prędko do niego, wiecie fanki i te sprawy, pytania? - powiedział, idąc w stronę Maxa, Sivy i Toma. Spojrzałam na Nathana i szybko go pocałowałam. On się uśmiechnął i odwzajemnił.
-Dziękuje, że jesteś ze mną. - powiedziałam, trzymając go za rękę
-To ja dziękuję – i pocałował teraz bardziej namiętnie.
       Dolecieliśmy. Lot trwał z 4 godziny a tyle się działo. Wysiedliśmy i poszliśmy całą grupą szybko do terminala pasażerskiego. Nathan szedł obok mnie. Poszliśmy po bagaże i wyszliśmy na dworze. Martin miał rację, bus już na nas czekał, i było dużo fanek. Schowaliśmy bagaże do bagażnika, ja wsiadałam do samochodu, a chłopcy poszli porobić sobie z nimi zdjęcia i rozdać autografy. Po paru minutach przyszli z pełnymi rękoma prezentów, były to m.in. miśki, czekoladki, zrobione rzeczy przez same fanki, nawet Jay dostał stanik chociaż to trochę było zabawne. Spojrzałam na niego jak przymierzał go.
-No co? Kochają mnie. – zaczął się śmiać na cały bus.
-Ale przecież nic nie mówię, chociaż. Ładnie Ci. – ode śmiałam się.
       Do pojazdu przyszedł już Big Kevin i Marin, no i reszta też. Ruszyliśmy. W busie było tak duszno, że postanowiłam otworzyć małe okno, które było na suficie. Próbowałam je otworzyć, ale się zacięło. Pomógł mi Siva. Już pchnęliśmy do końca, gdy nagle kierowca mocno zahamował. Razem z Sivą wpadliśmy na Kevina. Cały bus zaczął się śmiać.
-No widać, kto mnie tak bardzo kocha, tak mocno kocha, wręcz uwielbia. – zaśmiał się Kevin, a my z Sivą zrobiliśmy się czerwoni jak buraki. On zaczął się śmiać, więc ja postanowiłam też się zaśmiać, zażartować z tego, ale wiedziałam, że każdy miał bekę z tego. Siva wstał i pomógł mi wstać. Usiadłam szybko obok Nathana, zasłaniając twarz rękoma. On jednak mi ją odsłonił. Uśmiechnął się, całując mnie.
-Spokojnie Skarbie, to był tylko mały wypadek. – pocałował jeszcze raz.
-Wiem Skarbie, dziękuje, że Ty chociaż nie miałeś ze mnie beki. – powiedziałam i zanurzyłam się w jego zielonych oczach. Po ok. 6 minutach stanęliśmy obok domu ciotki, bałam się wysiąść i iść tam. Trzymałam mocno rękę Nathana. W końcu wysiadłam a za mną Nathan. Kierowca wyjął moje bagaże, a ja szybko się przytuliłam się do ukochanego.
-Nathan, nie zostawiaj mnie, proszę, błagam. – przytuliłam się mocniej.
-Skarbie, nie zostawię Cię, Ty musisz tam iść, musisz zobaczyć się z ciotką.- dotykał moje twarzy swoimi rękoma. - Pamiętaj, że wszystkim kim jesteś dla mnie, jesteś wszystkim co mam, co jest dla mnie najciemniejsze, co jest najbliższe memu sercu. – zaczął mi szeptać do ucha. Zaczęłam płakać.
Nathan... pocałuj mnie. – powiedziałam mu wprost. Zaczął mnie całować. Objął ręce za szyję by nic nie było widać, zasłaniając nasze usta. Namiętny pocałunek, dał mi świadomość, że on będzie zawsze obok mnie.
-Skarbie, ale już nie płacz. Uśmiechnij się dla mnie. – przytulił mnie mocno do Siebie. Uśmiechnęłam się, wycierając rękawem łzy.  - No i chce takiego Skarbka zapamiętać. – uśmiechnął się, znów całując.
-Idę się pożegnać z chłopakami. - skierowałam się do busu.
-Dobra, chłopcy, to ja będę się zwijała, mam nadzieję, że jak najszybciej Was zobaczę.
       Wyszłam z busu a chłopcy do mnie podbiegli i mnie mocno przytulili. Nie czułam powietrza, tak było mocno czuć ich perfumy. Każdy po kolei jeszcze mnie przytulił i pocałował w policzek. Weszli do busu a na zewnątrz zostałam tylko ja, Nathan i Tom.
-Dobra siostra. Trzymaj się, pozdrów ciocię, i powiedz, że jeszcze ją odwiedzę niedługo. - odrzekł Tom, rozkładając ręce do objęcia.
-Dobrze, dobrze. - przytaknęłam, szybko tuląc się do niego.
-Skarbie, to Ty już idź, a my pojedziemy do hotelu, kocham Cię – powiedział Nathan, wycierając oczy.                                                       Odsunęłam się od Toma i pocałowałam Nathana. Oni wsiedli do busu, a ja zostałam na dworze z dwiema walizkami. Przez okno mi jeszcze machali, a u Nathana widziałam łzy w oczach. Odjechali. Weszłam po schodach do willi cioci. Zapukałam, zadzwoniłam a dźwi otworzyła mi sprzątaczka, ucieszyła się gdy mnie zobaczyła. Spytałam się, czy mi pokaże pokój cioci, pokazała, że na lewo. Postawiłam walizki w korytarzu i zaczęłam iść do danego pokoju. Gdy już doszłam i weszłam do środka, zobaczyłam ciocię...

---------------------------

I o to kolejny rozdział. Następny napiszę sama, ponieważ chcę się „wyżyć” poprzez pisanie. Ostatnio trudny czas mam. Rodzice, choroba babci, jednym słowem masakra. Dedykacja dla Alusi, której bardzo dziękuję za to, że mnie pociesza i próbuje mi pomóc. Te nasze ostatnie spotkania i polowanie na TW. Kocham to! Dziękuję ci za to wszystko! <3

czwartek, 12 lipca 2012

Witam

Wita Was druga autorka opowiadania Magda (Neytiri). Tak wyszło, że razem z Adą będziemy wspólnie pisać.. pytania?? 
Mam nadzieję, że spodoba Wam się nasze wspólne pisanie ^^
Do Zobaczenia wkrótce. ;) 

wtorek, 10 lipca 2012

Rozdział 2.


       Nazajutrz lekki podmuch wiatru dawał znak, że jest obok, promyki słońca świeciły mi wprost w oczy, więc je otworzyłam. Rozglądnęłam się po całym pokoju Nathana obok mnie nie było. Odkryłam się, wstając z łóżka, zakręciło mi się w głowię i szybko usiadłam. Postanowiłam jeszcze raz wstać, udało się. Wzięłam z półki: bluzkę czerwoną w paski, spodnie rurki jeansowe, ciemne niebieskie i buty rzymianki. Poszłam do łazienki ubrać się i odświeżyć twarz po tym wszystkim. Po krótkiej chwili poszłam do kuchni. Już na schodach było słychać Jaya.
-Max, wiesz ile kot ma łap? - zapytał z śmiechem
-No 4. – odpowiedział Max
-Nie prawda bo 5, a ogon to co? – zaczął śmiać się na cały dom. Dotarłam do nich, z smutną twarzą.
-Cześć chłopcy. – powiedziałam idąc do lodówki po mleko.
-Cześć. – odparli chórem
-Witaj Skarbie. – podszedł do mnie Nathan, całując w usta – Jak się spało? - dokończył.
-Wiesz, nawet dobrze. Tak raczej bezpiecznie. - zaczęłam pić mleko.
-Siostrzyczko, co ty taka no? - spytał Tom.
-Śniliście mi się, i dziadkowi, rodzice też. – spuściłam głowę, przerywając picie mleka.
-Współczuje. To co dziś robimy? - spytał radosny Jay
-Jeszcze nie wiemy. - opowiedział na pytanie Jay'a Max. Popatrzyłam na tych moich głupków. Po krótkiej ciszy, Nathan postanowił gdzieś zadzwonić. Pocałował mnie w policzek i zaczął wybierać numer. Odszedł od nas idąc na dwór. Zrobiłam sobie 2 kanapki, i zaczęłam popijać je mlekiem.
-Amy, a ty wiesz ile … - nie dokończył Jay bo mu przerwałam.
-Ile kot ma łap. 5 tak, bo jeszcze ogon – powiedziałam.
-Dobra jesteś. – zaczął się śmiać. Nathan przyszedł z dworu, stając obok mnie i obejmując w pasie. Uśmiechnięty, patrzył na mnie jak na obraz.
-No co? Mam coś na nosie czy co? - spytałam, wycierając nos.
-Nie, po prostu jesteś piękna i moja. – i pocałował w policzek.
-Normalnie zakochane nasze gołąbki. – zaśmiał się Jay, pijąc colę. Po krótkiej chwili śmiechu, zadzwonił dzwonek do drzwi. Nathan poszedł otworzyć drzwi. Do kuchni weszła moja najlepsza przyjaciółka Jessica.
- Cześć chłopcy, cześć Amy. – uśmiechnęła się radośnie, dając każdemu w policzek buziaka.
-Cześć. – odpowiedzieli chórem chłopcy, którzy po chwili się rozeszli a to do salonu, a to do łazienki. W kuchni zostałam tylko ja, Nathan i Jessica.
-Słońce, Jessica przyszła by...– nie dokończył, bo tym razem siostra mu przerwała.
-Przyszłam by Cię pocieszyć i zabrać na zakupy, ok? - uśmiechnęła się, opierając się o Nathana. Nie wiedziałam co powiedzieć.
-Tak, oczywiście, ok. - odparłam, patrząc na nich.
-No i taką odpowiedź chciałam usłyszeć. – zachichotała, kierując się w stronę dźwi.
-To chodźmy, bo teraz to małe kolejki są. A muszę sobie kupić buty – dokończyła.
-Amy, uważaj na siebie, Jessica pilnuj by nic jej się nie stało. – rozkazał Nathan.
-Tak jest bracie, chodźmy Amy- powiedziała, pokazując język. Wyszłyśmy razem. Zaczęłyśmy iść w stronę Galerii, która była niedaleko. Jessica zaczęła mi opowiadać różne śmieszne historię by mi poprawić humor.

-Jak ci się żyje z moim bratem? - zapytała w końcu.
-Wiesz, bardzo dobrze. Nigdy nie poznałam takiego człowieka jak on. Po 5 minutach doszliśmy do Galerii. Weszłyśmy do niej, a Jessica zabrała mnie do butiku. Pokazała mi buty, jedne były na koturnie, drugie były na szpilkach, a trzecie które mi się najbardziej podobały to trampki zielone. 
-Podobają Ci się? - spytała, patrząc na mnie i na trampki.
-Tak i to bardzo. Ale o takich mogę pomarzyć tylko. – spuściłam głowę.
-Hmm, kup je sobie. Trzymaj pieniądze, Nathan mi odda – dała mi w rękę 25 funtów.
-Dziękuje! – przytuliłam ją na środku sklepu.
-Nie ma za co, jesteś moją przyjaciółką przecież. - uśmiechnęła się, odwzajemniając moje przytulenie.  Ruszyłyśmy do kasjera, po buty. Przymierzyłam je a one pasowały na moją nogę jak ulał.
-No Panienko, to ostatnia para, czekały na Ciebie. – powiedział kasjer a ja zaczęłam się z Jessico śmiać.
-To ile się należy, Proszę Pana? - zapytałam zdejmując buty i kładąc do kartonu.
-Dla Ciebie to 10 funtów. – odpowiedział, pakując mi je w torbę. Dałam mu 25 funtów a on mi wydał resztę. Wzięłam torbę w ręce.
-Dziękujemy – powiedziałam razem z Jessicą.
-Miłego noszenia – uśmiechnął się sprzedawca. Poszłyśmy do drugiego butiku, tam Jessica sobie kupiła szpilki, pięknie w nich wyglądała. 
-Jak myślisz? - spytała, przeglądając się w lusterku.
-Piękne są. - odpowiedziałam, patrząc na nią z podziwem. Uśmiechnęła się, zdjęła szpilki i poszła do kasjera, płacąc za nie. Po wyjściu z butiku, poszłyśmy kupić jakieś ciuchy. Wjechałyśmy po ruchomych schodach. Jessica zauważyła jaką piękną sukienkę, bo szybko podbiegła do niej, a ja musiałam ją gonić.
-Patrz jaka piękna, aww, muszę ją mieć – zaczęła się śmiać, zdejmując ją z manekina.
Poszła ją szybko przymierzyć, gdy wyszła wyglądała pięknie.
-Jaka jesteś piękna w tej sukience. – zaczęłam się przypatrywać jej.
-Dziękuje. – uśmiechnęła się, przeglądając w lustrze – Nie ma opcji, biorę. – dokończyła. Poszła do przebieralni, a ja zaczęłam na nią czekać. Jeszcze gdy na nią czekałam, ujrzałam piękną bluzkę fioletową z białym łosiem. Spodobała mi się. Szybko do niej podbiegłam i zdjęłam ją z wieszaka i poszłam do drugiej przebieralni, to druga rzeczy, która była w moim rozmiarze. Wyszłam, a obok przebieralni czekała już Jessica.
-A ty jak myślisz? Może być? - zapytałam, patrząc w lusterko.
-No nie wiem.. Hmm... Bierz, wyglądasz rewelacyjnie. - zaczęła się śmiać. Poszłam się przebrać, gdy już to zrobiłam poszłyśmy do kasjerki żeby nam policzyła za ciuchy. Jessica za mnie zapłaciła. Wyszłyśmy stamtąd ponieważ obydwie nie mieliśmy już siły chodzić jeszcze po sklepach. Poszłyśmy jeszcze po lody i ruszyliśmy w drogę do domu.
"-Dziękuje Bogu, za to, że mam takich przyjaciół.” - pomyślałam, jedząc loda.
        Poszłyśmy jeszcze do parku gdzie zobaczyłyśmy budkę z goframi. Popatrzyłyśmy na siebie i kiwnęłyśmy głowami uśmiechnięte. Podeszłyśmy do budki i zamówiłyśmy dwa gofry. Jeden był dla mnie z owocami, bitą śmietaną i polewą czekoladową. Jessica zamówiła taki sam, tylko że z polewą truskawkową. Usiadłyśmy na ławce, żeby spokojnie zjeść.
-Amy, mogę się ciebie o coś spytać? - zapytała, tym razem poważnym głosem.
-Tak, coś się stało? - pozwoliłam jej zmartwionym głosem.
-Nie wiem jak o to zapytać. - rzekła siostra mojego chłopaka.
-Wal prosto z mostu. - uśmiechnęłam się.
-Co byś zrobiła gdyby okazało się, że jesteś w ciąży, a wiesz, że na pewno twój brat cię zabije? - spuściła głowę.
-Bym... Czekaj! Powiedz, że nie jesteś w ciąży. - skapnęłam się  o co jej chodzi.
-Nie mogę tego powiedzieć, bo jestem w ciąży. - jest to prawda. Nathan ją zabije.
-Jak do tego doszło? - zapytałam.
-Normalnie. Nie wiesz jak się robi dzieci? - zaśmiała się, a ja zrobiłam face palm.
-Ej, bez żartów. Nathan cię zabije. Kto jest ojcem?
-Mark, a kto inny?
-Dobra, to ty masz 16, a on 19. To tylko trzy lata różnicy. Najwyżej Nathan cię zabije. - próbowałam się zaśmiać.
-Ej, to nie jest śmieszne! - wtedy już widziałam, że Jessica jest zrozpaczona.
       Znam Nathana i szczerze to on na serio się wkurzy. Żal mi się jej zrobiło. Teraz trudne zadanie przed nią. Jak powiedzieć o tym Nathanowi? Na szczęście on lubi Marka, ale to nie znaczy, że Nathan się nie wkurzy. Poszłyśmy już od razu w stronę domu. Widziałam, że Jessica jest bardzo smutna. Zamówiłyśmy taksówkę, bo nie chciało nam się iść. Gdy już doszłyśmy do domu Jessica chciała jechać autobusem do Gloucester, ale jej na to nie pozwoliłam.
-Jessica, nie będziesz tłuc się autobusami wieczorem. Do Gloucester jest trochę. Zostaniesz na noc. - uśmiechnęłam się.
-Nie będę wam robić problemu. - próbowała się wymigać.
-To żadem problem. - uśmiechnęłam się i pociągnęłam ją za rękę. Jakby ktoś nie wiedział chodziło nam o rozmowę z Nathanem. Udało mi się ją jakoś namówić i weszłyśmy do domu. Poszłyśmy od razu do kuchni gdzie był Nathan i Jay, którzy robili jakieś przekąski.  - Hej, chłopcy. - uśmiechnęłam się.
-O hej, skarbie. Już zaczynałem się o was martwić. - pocałował mnie namiętnie w usta.
-Jessica zostaje u nas na noc. Dobrze? - uśmiechnęłam się.
-Pewnie. Siostra, śpisz w pokoju gościnnym przykro mi. - powiedział.
-Niech będzie. - próbowała się uśmiechnąć, ale jakoś jej to nie wychodziło.
-A co tu dobrego robicie? - zapytałam biorąc kawałek pomidora.
-Nie podjadaj! - krzyknął Jay i Nathan razem.
-Robimy ognisko, a to są przekąski. - uśmiechnął się Jay.
-Okej, to ja idę do chłopaków, a wy tu zostańcie. - wyszłam z kuchni i poszłam do salonu.
-Hej, co wy w domu robicie ognisko?! - krzyknęłam.
-Nie, bawimy się tylko. - uśmiechnął się Tom.
-A co z ogniskiem? - zapytałam.
-Siva został tam, bo chce sam zrobić wszystko. - odpowiedział Max.
-Co?! - krzyknęłam i pobiegłam na ogródek. Wiedziałam, że Siva coś zrobi. Lepiej go nigdy samego nie zostawiać. Gdy dobiegłam zobaczyłam Sive, który upadał na jeszcze delikatnie zapaloną zapałkę. - Uważaj!!! - krzyknęłam, ale nie zdążyłam i Sivie zaczęły się palić spodnie. Szybko wzięłam kogoś koszulkę i zaczęłam go walić w tyłek. Wiedziałam, że to dziwnie i śmiesznie wyglądało, ale no cóż, trzeba było to zrobić. Gdy zgasiłam ogień usłyszałam śmiechy jak i bicie brawa. Odwróciłam się i zobaczyłam wszystkich ze łzami w oczach. - A wy z czego się ryjecie? - zapytałam.
-Nic, nic. - przytulił mnie Nathan, na co ja się zdziwiłam.
       Reszta wieczoru była spokojniejsza. Jedliśmy kiełbaski, oprócz Jay'a, który jadł sałatkę. Opowiadaliśmy sobie śmieszne historyjki, a na koniec już straszne. Potem gdy Nathan poszedł do chłopaków i mnie zostawił podszedł Tom i usiadł koło mnie. Zapytał się o ciocię Jasmine, była to też jego rodzina, choć jej nie znał. Dopytywał się jaka ona była, co robiła, czyli wszystkie najważniejsze wiadomości. Cieszyło mnie, że chciał się dowiedzieć trochę o niej. Na końcu powiedział, że była naprawdę miłą i dobrą  kobietą. Jeszcze bardziej mnie to ucieszyło. Gdy skończyła się "impreza" posprzątaliśmy i poszliśmy smacznie spać, choć w naszym pokoju jeszcze się coś działo... 


-------------------


Jakby co to wytłumaczę nasze pisanie. Każda z nas pisze połowę rozdziału i to jest po kolei. Jedna początek to potem koniec, a ta co ostatnia pisała pisze pierwszy fragment. Mam nadzieję, że rozumiecie to. Chciałabym też powiedzieć, że zmieniam moją zasadę do 5 komentarzy i mam nadzieję, że będzie ich i tak więcej. :)

Podziękowania. :)

     W imieniu swoim i Magdy dziękuję bardzo za te 10.000 wyświetleń!!! Najbardziej ja dziękuję, ponieważ  ja założyłam tego bloga i najdłużej tu pisałam. Oczywiście mamy nadzieję, że będzie jeszcze więcej, jak i komentarzy o które bardzo prosimy. Jeszcze raz wielkie dzięki i jeszcze dzisiaj spodziewajcie się następnego rozdziału. :)

poniedziałek, 9 lipca 2012

Rozdział 1 część 2


                                                                   Druga część…

       Doleciałam do Londynu. W samolocie cały czas płakałam. Po pierwsze zniszczyli mi wakacje, a po drugie nie wiem czy jeszcze spotkam Nathana. Policjanci kazali mi iść przodem, więc tak zrobiłam. Samochodem zawieźli mnie do aresztu. Tam jeden funkcjonariusz zaprowadził mnie do celi. Na szczęście cela była tylko z jedną dziewczyną, która wydawała być się miła. Usiadłam na łóżku więziennym i zaczęłam znowu płakać. Po chwili poczułam jak dziewczyna mnie przytula. Próbowała mnie uspokoić. Gdy wreszcie się jej to udało, a ja już nie płakałam opowiedziałam jej wszystko.
-Przed tym jak tu trafiłam słuchałam The Wanted. Bardzo ich lubiłam, ale teraz nie mogę ich słuchać, niestety. – powiedziała – Tak w ogóle to jestem Taylor. – podała mi rękę.
-Amy. – uścisnęłam jej rękę – Też byłam fanką The Wanted, a potem okazało się, że jestem siostrą jednego z nich, a potem dziewczyną Nathana. – powiedziałam, a w oku łezka mi się zakręciła.
-To nie jest miłe opuszczać bliskich. Tak w ogóle to co zrobiłaś? – zapytała.
-Przespałam się z dawną miłością, która okazała się moim kuzynem. – powiedziałam smutna – A ty?
-Zabiłam swojego ojca. Za tydzień mam rozprawę. Przyznałam się do tego. Teraz tylko muszę dostać karę i idę do więzienia. – powiedziała – Szczerze to nie żałuję tego co zrobiłam, bo ojciec zasłużył sobie na to. Był okropnym, wrednym ojciec. Cały czas mnie bił za byle co i teraz chciałam się odwdzięczyć za te wszystkie lata, raz a dobrze i to właśnie zrobiła. – mówiła wściekła.
-Jestem ciekawa ile dostanę i kiedy będzie ta rozprawa. – zastanawiałam się – Chciałabym, żeby teraz Nathan był przy mnie. On mi zawsze dodawał siły.  Przy nim czułam się bezpiecznie, a teraz? Okropnie. Brakuje mi jego…

                                                                Tydzień później… Dzień rozprawy…

       Dzisiaj zobaczę Nathana, chociaż chwilę. Dostanę karę i pójdę do więzienia na pewno. Jeśli Nathan mnie zostawi, zrozumiem to. Przez te kilka dni myślałam nad tym wszystkim. Nathan na pewno nie będzie czekał, aż wyjdę z więzienia, tylko znajdzie sobie nową, lepszą dziewczynę. Dowiedziałam się, że Zayn też został aresztowany, choć on podobno ma dostać mniejszą karę, przez to, że jest sławny. I gdzie tu ta sprawiedliwość? Funkcjonariusze wypuścili mnie z celi i zaprowadzili do samochodu, gdzie pojechałam do sądu. Przed budynkiem stał Nathan z Tomem. Chłopaków nie było. Nie dziwie się im. Zapytałam się funkcjonariuszy, czy będę mogła porozmawiać chwilę z nimi. Pozwolili mi, ale tylko chwilę. Wyszłam z samochodu, oczywiście w kajdankach. Nathan podbiegł do mnie i przytulił. Tom po chwili do nas dołączył.
-Nathan, jeśli mnie zamkną to nie czekaj na mnie. Znajdź sobie inną, nową i lepszą dziewczynę, dzięki której będziesz bezpieczny. Dziękuję ci za wszystko, a teraz muszę już iść. – powiedziałam i odeszłam z policjantami.
       Weszłam na sale rozpraw. Denerwowałam się. Myślałam czy dobrze zrobiłam, że powiedziałam to Nathanowi, ale po długich namysłach stwierdziłam, że tak. Na sale przyszedł też z funkcjonariuszem Zayn. Popatrzył na mnie wściekły. Nie wiedziałam o co mu chodziło. Po chwili rozprawa się zaczęła. Przesłuchiwali mnie i jego, potem świadkowie. Na koniec mój i jego adwokat wypowiedzieli się, jak i prokurator, a potem krótka przerwa. Rozmawiałam z panią adwokat, która była bardzo miłą osobą. Przerwa się skończyła, a sędzia wszedł na salę. Dostałam 2 lata plus za dobre sprawowanie może wyjdę wcześniej. Zayn dostał rok, co nie było sprawiedliwe i wszyscy się buntowali. Niestety sędzia nie zmienił wyroku, a ja podziękowałam mojej pani adwokat i policjanci wyprowadzili mnie z sali. Widziałam minę Nathana, która wyrażała smutek. Zawieźli cię do więzienia gdzie kazali ci się przebrać w więzienne ubranie. Okazało się, że będziesz w celi z tą samą dziewczyną co w areszcie, czyli Taylor, która dostała 20 lat.
       Zaczęłyśmy rozmawiać. Pytała mnie o The Wanted, jacy są, co lubią, czy mają zamiar wydać płytę i tak dalej. Opowiadałam jej wszystkie śmieszne historie z nimi. Dzięki temu chociaż uśmiechnęłam się i zapomniałam o tęsknocie do Nathana. W pewnej chwili zapytała o Nathana jak to było, jak się poznaliśmy, czyli całe nasze dotychczasowe życie. Wtedy przypomniała mi się twarz Nathana, pierwsze spotkanie, pierwszy pocałunek, najmilsze chwile. Opowiedziałam jej wszystko po kolei. Cały czas uważnie słuchała. Na końcu sama aż się popłakała i razem płakałyśmy jak głupie…

                                                                                         Rok później…
       
      Od tamtego czasu cały czas myślałam o Nathanie, jednakże wiedziałam, że znalazł sobie inną. Oczywiście nie byłam pewna w stu procentach, bo były to tylko moje wymysły. Taylor próbowała mnie zawsze rozśmieszać i czasami jej się to udawało. Byłam jej bardzo wdzięczna za to wszystko co robi dla mnie. Powiedziałam, że jak wyjdę z więzienia to będę ją odwiedzać i przyniosę autografy chłopaków. Co do więzienia to nie było tam miło. Było dużo podejrzanych, wrednych typków. Niestety w tym więzieniu byli faceci i to nie było fajne. Czasami nawet cię podglądali, jeśli mogli i było to wkurzające. Na szczęście dobrze się sprawowałam i wychodzę już po roku. Może to dziwne, ale to prawda. Właśnie dzisiaj wychodzę i bardzo się z tego cieszę. Jeszcze parę kroków i będę na wolności. Otwarła się wielka brama. Jeszcze dwa kroki i wolność. Zrobiłam ostatnie kroki i byłam już w pełni wolnym człowiekiem. Zauważyłam Nathana. Bardzo mnie zdziwił ten fakt. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się. Nie zmienił się. Cały czas wyglądał tak samo. Podbiegł do mnie i pocałował. Odwzajemniałam jego namiętne pocałunki. Gdy oderwaliśmy się od siebie patrzeliśmy sobie w oczy. Myślałam, że znalazł sobie inną dziewczynę, a jednak czekał na mnie, ale skąd on wiedział, że dzisiaj wychodzę? Dziwne, ale nie obchodziło mnie to.
-Dobrze cię wreszcie zobaczyć. – uśmiechnął się Nathan.
-Myślałam, że znajdziesz sobie inną. – powiedziałam patrząc mu w oczy.
-Jak mogłaś tak pomyśleć? – zapytał uśmiechnięty.
-Nie myślałam, że będziesz czekał na taką dziewczynę jak ja. – powiedziałam.
-Nie miałbym czekać na tak mądrą z poczuciem humoru dziewczynę? Plus, że ją bardzo kocham. Nie masz czasem gorączki? – położył dłoń na moim czole – Oj, gorączkę masz, dlatego takie głupoty mówisz. – uśmiechnął się.
-Kocham cię Nathan. – pocałowałam go namiętnie.
-Stęskniłem się za  tym. – uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam uśmiech i go przytuliłam – Chłopaki na nas czekają. Jedziemy? – zapytał, a ja przytaknęłam.
       Po godzinie jazdy byliśmy już pod domem. Nathan poprosił mnie, żebym pierwsza weszła. Zgodziłam się i po chwili otwierałam już drzwi. Zobaczyłam wielki napis „Witaj z powrotem Amy” oraz chłopców wraz z dziewczynami. Poleciały mi łzy ze szczęścia. Oczywiści zaczęłam się śmiać. Po chwili gdy się trochę uspokoiłam zaczęłam im dziękować. Wszyscy mnie miło powitali. Nie spodziewałam się, że będą na mnie czekać.
-To nie koniec niespodzianek. Idź na górę. – szepnął mi Nathan do ucha.
      Poszłam na górę do pokoju. Otworzyłam delikatnie drzwi i zobaczyłam naszą sypialnie, tylko że odnowiony. Kiedyś właśnie o takim marzyłam, białe ściany, duży obraz nad łóżkiem, brązowe łóżko i różowe dodatki. Nie mogłam w to uwierzyć, aż się popłakałam. Po chwili Nathan wszedł do pomieszczenia, a ja do niego podbiegłam i przytuliłam. On za to głaskał moją głowę i uspokajał.
-Nie wiem jak ja wam się odwdzięczę. – powiedziałam po dłuższej chwili.
-Zostań tylko z nami na zawsze. – szepnął.
-Zostanę. – uśmiechnęłam się i go pocałowałam.
       Jeszcze siedzieliśmy trochę w naszej nowej sypialni. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, aż zeszliśmy na dół. Poszłam do kuchni gdzie były dziewczyny, a Nathan do chłopaków, którzy oglądali mecz. Nalałam sobie wody i oparłam się o blat koło Michelle.
-Nathan od remontował sam ten pokój. – powiedziała cicho Michelle.
-Tak?! – zdziwiłam się.
-Tak, tęsknił bardzo za tobą i dowiedział się od Emily jaki jest twój wymarzony pokój. Męczył się chłopak długo, ale zrobił wszystko sam, bez niczyjej pomocy. – powiedziała.
-Nie myślałam, że on jest wstanie zrobić coś takiego. – powiedziałam.
-Jest. Dla miłości zrobi wszystko. Zapamiętaj to sobie. – zadzwonił dzwonek do drzwi, więc ja poszłam. Był to kurier z listem do mnie. Podpisałam co było trzeba, wzięłam list i pożegnałam się z kurierem. Otworzyłam od razu list i zaczęłam go czytać. Był to list od cioci Jasmine z Ameryki. W liście było napisane, że jest chora i niedługo umrze. Opowiadała o swojej chorobie. Na końcu było jeszcze napisane małymi literami, że cały majątek będzie mój.
-O Kurwa! – krzyknęłam, a wszyscy zaczęli się śmiać – To nie jest śmieszne. Lecę do Ameryki.
-A my mieliśmy to ci proponować. – powiedział Jay.
-Amy, coś się stało? – zapytał Nathan.
-Moja ciocia jest poważnie chora, umiera już. – odpowiedziałam zamyślona.
-Przykro mi. – przytulił mnie.
-I cały jej majątek będzie mój. – powiedziałam cicho, żeby tylko on to słyszał.
-Co?! – krzyknął.
-Ciocia zapisze mi cały majątek. – powiedziałam.
-Ja pierdole! – krzyknął Max i znowu wszyscy się śmiali.
-Nie tylko ja przeklinam. – wystawiłam język.
-A jak bardzo twoja ciocia jest bogata? – zapytał Seev.
-Bardzo. Czasami w dzieciństwie jeździłam do niej. Ma wille i kasy jej nie brak. Zawsze uważałam ją za drugą matkę. Dawała mi wszystko, ale rodzice potem to wyrzucali. – opowiadałam.
-No to nieźle. – powiedział Tom.
-To kiedy jedziemy? – spytał Jay
-Pojadę z wami. – powiedziałam, opierając łokciem o ramię Nathana.
- To… będzie fajnie! –krzyknął nasz Loczkmen i zaczął mnie przytulać.
- Jay, skończ już. – powiedział Nathan, uśmiechając się, na co Jay przestał.
       Patrząc w list, zaczęłam sobie przypominać chwile związane z ciotką. Wszystkie te piosenki które razem słuchałyśmy, jazdy konno, spacery i rozmowa o życiu i co to dalej będzie. Zrobiło mi się przykro jej, no ale choroba wykańcza więc tak głupio.

- Jesteś ? –spytał Nathan, patrząc na mnie
- Co? A no tak, tak. – ustałam normalnie, po czym poszłam do kuchni. – Chce ktoś soku? – spytałam głośnym tonem z kuchni. Rękę podnieśli Max, Seev, Michelle, Nathan.
Wyjęłam z lodówki sok czereśniowy, bo tylko taki był. Szklanki stały czyste na blacie, więc je wzięłam i zaczęłam wlewać po kolei każdemu. Gdy już nalałam, odstawiłam butelkę na miejsce, i zaniosłam szklanki z sokiem, stawiając je na stoliku, który stał obok sofy.
- Proszę. – uśmiechnęłam się, stojąc obok Nathana.
Wszyscy podziękowali mi uśmiechem, biorąc szklanki w dłoń.
- A ja wiem jak mogę Ci podziękować. – uśmiechnął się, przybliżając swoją twarz do mojej, a nasze usta złączyły się prowadząc w tym magiczny entuzjazm.
- Dziękuje, Słonko. – odchylił głowę, łapiąc oddech. Zakończył pocałunek, lekkim mraśnieńcem ust.
- Normalnie zakochanie, pięknie gołąbki. – zaczął się śmiać Tom, pijąc od Sevy sok.
- Ej no, idź sobie zrób albo było powiedzieć Amy by ci zrobiła, mi zrobiła bo ją ładnie poprosiłem.
- Nie tak ładnie. Tylko kiwnąłeś głową. – zaśmiałam się, patrząc na niego.
- Dobra. Ej, pyszny ten sok – zaczął podśmiewać się Seva
- No bo jak moja dziewczyna robiła, to jest pyszny, prawda, kotku? – odwrócił Nathan twarz w moją stronę.
- Tak, Mój rycerzu – zaśmiałam się – Pójdę na górę. – uśmiechnęłam się i wyszłam z pomieszczenia.
       Weszłam do odnowionego pokoju z listem w ręce. Usiadłam po turecku na łóżku i rozmyślałam. Ciocia jest bardzo miłą i dobrą kobietą. Szczerze kochałam i kocham ją bardziej niż własną matkę. Zawsze mogłam do niej zadzwonić i pogadać o problemach. Zawsze też mi doradza jak tylko mogła. Lubiłyśmy spacerować. Chodziłyśmy na zakupy. To dzięki niej miałam fajne ubrania. Rodzice zawsze mi kupowali rzeczy używane, a sobie najlepsze. Niestety nie cieszyłam się z nich długo, bo zawsze gdy wracałam  ciuchy lądowały w koszu. Niestety taka prawda. Jeden raz w Ameryce policja mnie złapała i ciocia Jasmine mnie uratowała. Na szczęście nie powiedziała rodzicom, ponieważ wiedziała, jakie piekło bym miała w chacie. Z tych rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Wszedł do pokoju Nathan. Usiadł koło mnie i przytulił.
-Tak mi przykro. Nie wiem ile dla ciebie znaczy ta ciocia, ale na pewno dużo. Nie martw się. – uspokajał mnie, a ja po chwili zaczęłam płakać – Ej, skarbie, nie płacz mi tu. – popatrzył mi w oczy i dłonią wytarł moje łzy – Nie chcę widzieć, że płaczesz. Uśmiechnij się. Ciocia na pewno nie chce, żebyś płakała. – powiedział – A wiesz co powiedzą chłopcy jak zobaczą cię we łzach. Będą mnie oskarżać o nie wiadomo co. – zaśmiał się, a ja z nim – No widzisz i jak ładnie się śmiejesz. – uśmiechnęłam się – Choć, połóż się i prześpij. Dobrze ci to zrobi. – położyłam się, a on przykrył mnie kołdrą – Ja będę nas pakował, więc spokojnie. – uśmiechnął się.
-Dziękuję ci, Nathan. – powiedziałam po chwili i od razu zasnęłam…  

Informacja.

        Z dniem dzisiejszym drugim autorem zostaje Magda (Neytiri). Mam nadzieję, że dobrze ją przyjmiecie i będzie wam się podobały nasze nowe pomysły. Nie długo zaczniemy następną część opowiadania i zachęcam do dalszego komentowania. :)

                                                                                                                                          Ada;)  

poniedziałek, 2 lipca 2012

Rozdział 28.


       Gdy wyszliśmy z lotniska poczułam od razu zapach oceanu. Pojechaliśmy wypożyczonym samochodem do hotelu. Nathan się postarał. Hotel był bardzo luksusowy, ale nie o to chodzi w wakacjach, ale i tak bardzo mi się to spodobało. Nathan załatwił formalności i pojechaliśmy windą na górę. Mieliśmy problem ze znalezieniem pokoju, ale pomogła nam przechodząca przez korytarz sprzątaczka. Weszliśmy do pokoju. Był przepiękny. Tak praktycznie wyglądało to jak apartament. Duży salon, wejście do sypialni, kuchnia, łazienka i mini garderoba. Bardzo spodobał mi się ten pokój. Usiadłam na kanapie, a Nathan poszedł do sypialni zanieść bagaże. Patrzyłam jeszcze na ten „apartament”.
-Nathan, a na ile tak w ogóle tu przyjechaliśmy? – zapytałam.
-Na dwa tygodnie! – krzyknął z sypialni i po chwili był już przy mnie.
-Dziękuję ci za to. Kocham cię. – pocałowałam go namiętnie.
-Też cię bardzo kocham. Idziemy się przejść po plaży, czy wolisz odpocząć? – uśmiechnął się chytrze.
-Wiesz, wolę się przejść. – uśmiechnęłam się, a on zrobił minę zbitego psiaka – Na ten odpoczynek będziemy mieli jeszcze dużo czasu. – uśmiechnęłam się i pociągnęłam go za rękę.
       Wyszliśmy razem z hotelu trzymając się za rękę. Szliśmy w stronę plaży. Na szczęście nikt Nathana nie rozpoznał. Gdy dotarliśmy na plażę okazało się, że jest zachód słońca. Pobiegłam w stronę wody i patrzyłam w stronę słońca. Po chwili poczułam jak Nathan kładzie swoje ręce na moich biodrach. Patrzyliśmy tak na zachód słońca jakbyśmy byli zaczarowani…

                                                                                   5 dni później…

       Bardzo podobało mi się tam. Oczywiście bardzo tęskniłam za wygłupami chłopaków, ale w piątym dniu moich wakacji musiał mi ktoś przeszkodzić. Rano obudziłam się radosna, chociaż obudziło mnie pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć. Była to policja. Kazali mi się natychmiast ubrać. Tak jak Nathan, nie wiedziałam co się dzieje. W duchu modliłam się, żeby wszystko się dobrze skończyło, ale powiedzieli, że polecę policyjnym samolotem do Anglii. Od razu wiedziałam, że chodzi o sprawę z Zaynem. Zaczęłam się tego strasznie bać. Nie wiedziałam co mnie tam czeka. Pożegnałam się z Nathanem jakby to było nasze ostatnie spotkanie. Policjanci siłą mnie odciągnęli od niego. Strasznie płakałam, ale musiałam być silna. Mężczyźni kazali mi usiąść w samochodzie i zaczekać. Po godzinie byłam już na komisariacie, a dwie godziny później w samolocie. Wiedziałam, że od teraz moje życie się zmieni, ale nie myślałam, że aż tak bardzo…
               
                                                                         Koniec części pierwszej.

Zakończyłam część pierwszą bloga. Szczerze to nie wiem kiedy zacznę znowu pisać. Chce teraz nabrać nowych pomysłów i zadziwić w następnej części. Mam nadzieję, że będziecie na mnie czekać…