czwartek, 30 sierpnia 2012

Rozdział 5

Po paru godzinach dojechaliśmy na miejsce, gdzie chłopcy się zatrzymali.
Wysiadłam a za mną Nathan. Wydawało mi się, że był szczęśliwy, bo jestem przy nim i w końcu będę z nimi podróżować. On wziął walizki i zaniósł do hotelu, ja poszłam za nim.
Hotel był mały i zamówiony tylko dla chłopaków. Wyglądał on jak duże mieszkanie. Salon, Kuchnia, ale dużo pokoi. Cała ekipa musiała się gdzieś zmieścić, przecież razem np. Jay i Kevin nie będą spać... Ja miałam pokój oczywiście z Skarbem.
Kto z nami pojechał? Zespół, Kevin, Martin, Nareesha, Kelsley, jakiś gostek , którego nie znałam. On był chyba od światła. Emiley z nami nie mogła jechać. Większości osób nie znam.
Weszłam do środka. W takim dużym salonie siedzieli wszyscy.
Spojrzałam na nich, a oni zaczęli się uśmiechać do mnie. Tom podbiegł i mnie od tak przytulił.
- Myślałem siostra, że już nie przyjedziesz. - przytulił mocniej
- I widzisz, jestem – ładnie się uśmiechnęłam.
Tom mnie puścił, a ja doszłam do reszty. Wstali i mocno mnie przytulili. Nie mogłam złapać powietrza. Gdy już puścili, podeszła do mnie Nareesha i mocno przytuliła.
Kelsley siedziała na krześle patrząc na mnie. I ona też wstała.
- Może i między nami jest źle, ale cieszę się, że Ty jesteś z moim bratem. Nawet nie chcę Ci go odbierać, ale po prostu powinniśmy być dla Siebie milsze. Nie sądzisz? - powiedziałam tak wprost.
-Tak, też tak sądzę. Przepraszam. - odpowiedziała z uśmiechem Kelsley i też mnie przytuliła.
 Nathan podszedł a razem z nim chłopak od światła , którego w ogóle nie znałam.
-Kochanie, poznaj Matt'a. Matt, poznaj moją Amy
Cześć, Matt jestem – podał mi rękę ten nieznajomy dla mnie chłopak.
-Miło mi, Amy. - uśmiechnęłam się, też podając mu rękę. Nathan mnie objął a ten cały Matt wciąż się na mnie gapił, to było denerwujące.
Kevin musiał odebrać telefon, nawet długo rozmawiał z tym kimś. Gdy zakończył rozmowę, skierował się po picie i do nas.
-Chłopcy, jutro koncert! Wiecie, że wszystkie bilety wykupione? - krzyknął Kevin, który szedł po jakieś picie dla Siebie.
-Ooo, bravo! - Jay rozpoczął klaskanie, a za nim wszyscy – A gdzie ten koncert?
-W Toronto. Więc szybko się pakujcie i zaraz będziemy ruszać. - uśmiechnął się i poszedł pić swoje ulubione picie śpiewając sobie coś pod nosem.
-No kotku, nie musisz się rozpakowywać. Jedną torbę zostawimy a drugą weźmiemy.
-Wiem, wiem mój głuptasie. - zachichotałam, rozczochrają mu włosy.
Chłopcy i cała reszta pobiegli do swoich pokoi po rzeczy. Ja usiadłam na krzesełko.
Nathan poszedł zanieść mi jedną z walizek.
Poczekałam na nich z parę minut, bo jednak musieli wszyscy swoje rzeczy spakować.
Wzięłam swoja walizkę i wyszłam na dwór.
Autobus już czekał, był to wielki bus, specjalny na trasy dla chłopaków.
Kierowca pomógł wsadzić mi walizkę do bagażnika a ja stałam przed hotelem.
Wszyscy spakowani wyszli na dwór i spakowali walizki, torby też do bagażnika.
Nathan spakował do swojego plecaka jakieś różne gierki, na wypadek gdyby mu się nudziło. Spakowani, weszliśmy do wielkiego busu. Piękny był. Zwyczajny, ale piękny. Usiadałam na małej sofie, która była też tam. Chłopcy lubili nim jeździć bo był telewizor, różne gierki, jedzenie, siedzenia, mały kibelek.
Wszyscy ruszyliśmy w drogę...
***KONCERT***KONCERT***KONCERT****KONCERT****KONCERT****
  Dojechaliśmy bardzo bezpiecznie. W Busie grałam na konsoli Nathana, pozwolił mi.On wtedy spał. Wysiedliśmy wszyscy. 
Musieliśmy iść bardzo szybko, bo było małe opóźnienie przez korki.
Zza kulisami chłopcy rozgrzewali głosy, robili różne mimiki twarzy, ogarniali swoje ciało.
Ja stałam spokojnie, patrząc na nich. Nathan podbiegł i zapytał:
-Skarbie, wszystko w porządku? - uśmiechnął się do mnie, rozgrzewając ręce.
-Tak, tak – odwzajemniłam uśmiech.
-Chłopcy, wchodzicie!!! - krzyknął Kevin.Nathan pocałował mnie szybko i wybiegł na scenę.
Ja stałam z Kevinem i dziewczynami.
- Pewnie znów będą urządzać jakieś zabawy – pode śmiał się Kevin.
-Pewnie tak, to u nich możliwe. - powiedziała Kelsley, siadając na krześle.
Zaczęli od Chasing the sun.

Nie zauważyłam kiedy Jay do mnie podbiegł i zabrał mnie na scenę.
-Drogie fanki, teraz piosenka Heart Vacancy. Chłopcy biorą fanki, ja wziąłem też naszą wielką fankę, a szczerze mówiąc to dziewczynę Nathana – zaśmiał się przez mikrofon Jay, trzymając mnie.
-Dobra, dobra – zszedł Nathan z ochroną i podał rękę jakiejś fance, biorąc na scenę.
Byłam zazdrosna. Max, Siva, Tom zrobili to samo. Ich dziewczyny nie lubiły występować na ich koncertach. Sama się zdziwiłam dlaczego Jay wziął akurat mnie? Przecież mógł dać taką propozycję innej dziewczynie.
Zaczęli śpiewać. 
  • I hear your heart, cry for love.But you won’t let me make it right.You were hurt, but I decide.If that you were worth the fight.Every night, you lock up.You won’t let me come inside.
    But the look, in your eyes.I could turn the tide.In your heart, in your heart, in your heart.I can tell you can fit one more.In your heart, in your heart, in your heart.I don’t care was there before.- Max zaczął.
Jay mnie przytulił do Siebie, a było widać, że Nathan był trochę zły, więc on przyprowadził fankę,
kazał Jay'owi ją złapać za rękę, a sam podszedł do mnie i mnie zabrał od niego.
-Sorry, ale jestem zazdrosny – szepnął mi na ucho. Zaczęłam się śmiać tylko z tego wariata. 
Piosenka zakończona - In your heart, in your heart, in your heart...
  Zespół przytulił dziewczyny, dali całusy i pomogli im zejść ze sceny. Ja też poszłam do reszty.
Następnie było - Lose My Mind, Warzone, Lightning, Gold Forever, All Time Low, a na końcu Glad You came. Nie mogło obejść się bez zabawy „Kciuki”. Było to między Lightning a Gold Forever. Chłopcy czyli Jay i Nathan, podnosili swoje kciuki. Gdy był do góry, fanki piszczały, gdy był na dół, była cisza.
Zakończony koncert bardzo pomyślnie.
Stałam obok sprzętu na picie, kawę, herbatę. Chłopcy przybiegli i napili się.
Nathan stał wciąż obok mnie, trzymając za rękę. Całował, gdy było mi smutno...
Ogarnęli się i pojechaliśmy do domu, myśląc co dalej będzie.


-----------------------------------------------------------------------------------
Tak więc postanowiłam dodać nowy rozdział.. Mam nadzieję, że ogólnie Wam się spodoba. ;)
z Adą mam kontakt i z tego się cieszę ;)
Ogólnie chce zmienić tu tło, ale ja nie mogę na swoim koncie.
Komentujcie śmiało, a ja mam nadzieję, że jak najszybciej dodam rozdział 6 ;)

sobota, 25 sierpnia 2012

Pożegnanie...

       Postanowiłam zrobić jeszcze post, w którym z wami się pożegnam. Dziękuję wam za te wszystkie komentarze, które były motywacją do pisania. To dzięki wam ten blog powstał i miałam możliwość pisania go. Dziękuję też, że tyle ludzi czytało moje rozdziały... Oczywiście muszę podziękować też, za te wszystkie szantaże, dzięki którym mogliście poczytać rozdziały na moim blogu. Dziękuję też Magdzie, że wytrzymała ze mną jakoś. Jeszcze raz wielkie dzięki i miłego czytania dalszej części opowiadania, pisaną przez Magdę. :)



                                                                                                                                                  Ada;)

czwartek, 16 sierpnia 2012

Rozdział 4.


       Weszłam do środka i zobaczyłam bladą ciocię. Wyglądała strasznie. Gdy mnie zobaczyła otworzyła delikatnie oczy. Widziałam, że chce coś powiedzieć, ale nie mogła. Usiadłam koło niej i popłynęły mi łzy ze smutku i rozpaczy. Nigdy nie widziałam cioci w taki stanie. Nie miała nikogo. Nie mogła mieć dzieci. To ja byłam jej oczkiem w głowie, byłam jej dzieckiem. Sama nie miała łatwego dzieciństwa. Sama zaczynała od zera. Mieszkała na początku na ulicy, ale potem znalazła pracę, dzięki której mogła mieszkać, choć w małym mieszkaniu, ale zawsze był to dom, a nie ulica. Cały czas pracowała, choć miała wiele problemów. Szef ją molestował, ale musiała wytrzymywać to wszystko, ponieważ nie mogła stracić pracy. Pewnego dnia jednakże przyszła do szefa jak codziennie i dała mu listy, ale on zaczął ją rozbierać. Tak, zgwałcił ją. Wtedy nie wytrzymała i poszła na policję. Facet stracił pracę i na szczęście ciocia awansowała na jego miejsce. Potem było już coraz lepiej, jeśli chodzi o jej życie prywatne. W pracy miała dużo problemów, jak to w pracy. Coraz więcej pieniędzy, ale dawała je na akcje charytatywny, bo jak mi to mówiła, nie były jej potrzebne. Potem pojawiłam się ja. Myślała, że u mnie w domu wszystko w porządku, rodzice mnie kochają, dbają o mnie i tak dalej. Dopiero potem dowiedziała się, że nie jest tak jak myślała. Chciała odebrać im prawa do mnie, ale nie pozwolili jej. Gdy byłam mała, miałam może  dwa latka, podobno na całym ciele miałam siniaki i zadrapania, a nawet delikatne poparzenia, które zeszły z czasem. Zabierała mnie na wakacje, na szczęście. Dzięki niej miałam trochę wolności i swobody. Choć gdy wracałam do domu było piekło. Same awantury. Na szczęście po kryjomu chodziłam na zajęcia sztuki walki i umiałam się bronić przed nimi. Kiedyś ojca uderzyłam i to dosyć mocno. Udawał twardego, ale widziałam, że go to boli. Wtedy delikatnie zrozumiał, że przesadzają. Niestety matka nie była taka. Zaczęła wrzeszczeć i ojciec znowu zaczął mnie bić. Dalej już lepiej nie mówić co było. Wracając do teraźniejszości ciocia patrzyła na mnie, a ja nie mogłam powstrzymać łez. Po dłuższej chwili wszedł prywatny lekarz cioci. Powiedział, że to już. Zaczęłam niemiłosiernie płakać. Lekarz mnie uspokajał i powiedział, że mogę się z nią pożegnać, i wyszedł. Jeszcze bardziej zbliżyłam się do cioci.
-Ciociu, dziękuję ci za wszystko co dla mnie zrobiłaś. Za te wszystkie nasze rozmowy, zakupy, byłaś ze mną w najtrudniejszych chwilach. Ale najbardziej dziękuję ci za to, że odciągnęłaś mnie od rodziców, od ludzi, którzy mnie bili i utrudzali życie. Dziękuję ci. Poznałam mojego biologicznego brata. Chciał cię zobaczyć, ale jak widać nie zdąży. Dziękuję ci… - poleciały mi krople łez, niestety pokapały na ciało cioci.
       Po chwili zaczęły wszystkie urządzenia piszczeć i do sali wszedł lekarz. Ta chwila była najgorsza. Cały czas płakałam, lekarz próbował mnie odciągnąć od cioci, ale byłam silniejsza. W pewnej chwili do pokoju weszła sprzątaczka i pomogła doktorowi, przez co znalazłam się na korytarzu. Zsunęłam się po ścianie i usiadłam na podłodze. Zakryłam twarz rękoma i płakałam dalej. W tej chwili wszystkie chwile przeszły przez moją głowę. Po chwili ktoś usiadł koło mnie. Nie wiedziałam kto to był, nawet mało mnie to obchodziło. Po pewnej chwili ta osoba przytuliła mnie. Odwróciłam głowę w jej stronę i zobaczyłam asystentkę cioci, Elizabeth. Lubiłam ją i to bardzo. Znowu zaczęłam patrzeć na podłogę i poleciały mi łzy. Elizabeth zaprowadziła mnie do mojego pokoju. Ciocia zrobiła dla mnie pokój, gdy do niej przyjeżdżałam. Usiadłam na łóżku. Cały czas płakałam. Nie mogłam powstrzymać łez. Teraz tak praktycznie został mi tylko Tom, i Nathan. Położyłam się na łóżku i nie wiem jak, ale po chwili zasnęłam…
       Obudziłam się wieczorem. Szczerze mówiąc nie wiem czy był to ten sam dzień i nie obchodziło mnie to. Wzięłam do ręki telefon. No pięknie. Dwadzieścia nieodebranych połączeń i dziesięć smsów, a wszystko od Nathana.  Nie chciałam oddzwaniać. Nawet nie wiem dlaczego. Wstałam z łóżka i podeszłam do lustra. Gdy się zobaczyłam wystraszyłam się. Wory pod oczami, rozmazany makijaż, włosy jak po wichurze. Krótko mówiąc masakra. Poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic. Szczerze mówiąc, nigdy nie robiłam mocnego makijażu, ale tym razem musiałam zrobić mocny, aby zamazać wory pod oczami. Wróciłam do pokoju i wzięłam z nierozpakowanej walizki czarne ubrania. Założyłam je i usiadłam na łóżku. Wzięłam telefon do ręki. Nathan cały czas dzwonił. Nie chciałam z nim rozmawiać, dlatego wyłączyłam telefon. Położyłam się znowu na łóżku. Nawet nie wiedziałam, która jest godzina. Cały dzień leżałam na łóżku. Dopiero wieczorem poczułam głód, dlatego zeszłam na dół. Na korytarzu zobaczyłam Nathana i Toma. Zdziwiłam się i to bardzo. Nie wiem dlaczego, ale cały czas nie miałam ochoty gadać. Rozmawiali z Elizabeth. Chciałam szybko iść na górę, odwróciłam się i poszłam parę kroków.
-Amy, nie uciekaj! – krzyknął Nathan. Nie no, musiał mnie zauważyć. Odwróciłam się, a on podbiegł do mnie i przytulił. – Nie płacz, skarbie. Wszystko będzie dobrze. Choć do pokoju. – objął mnie ramieniem i poszliśmy do mojego pokoju. Gdy weszliśmy usiadłam na łóżku. Uklęknął przede mną. – Blada jesteś. Jadłaś coś? – pogłaskał mnie po policzku, a mi poleciały łzy – Nie płacz. Spokojnie. Jestem z tobą. I będę. Przyniosę ci coś do jedzenia. Zaczekaj tu, skarbie. – pogłaskał mnie po głowie i pocałował w czoło. Próbował mnie pocieszyć, choć jemu też łatwo nie było. Widziałam to. Też to przeżywał. Wrócił po jakiś dziesięciu minutach z tacką, na której było masę jedzenia. Postawił na łóżku. – I teraz masz to wszystko zjeść. – uśmiechnął się.
-Nigdy w życiu tego nie zjem. – powiedziałam cicho.
-Co powiedziałaś? – zaśmiał się.
-Nic, nic. – uśmiechnęłam się delikatnie.
-No widzisz! Uśmiechasz się! – ucieszył się Nathan.
-Pomożesz mi zjeść? – popatrzyłam na jego zielono-niebieskie oczy.
-Pewnie. – uśmiechnął się.
       Nathan pomógł mi zjeść. Oczywiście rozśmieszał mnie jak tylko mógł. Potem przyszedł do pokoju Tom, a Nathan powiedział, że pójdzie zanieść tacę. Tom usiadł na moim łóżku. Nie wiedział co ma powiedzieć. Miał bardzo poważną minę. Nigdy go takiego nie widziałam.
-Jak się czujesz? – zapytał.
-Lepiej. Nathan mi pomaga. – odpowiedziałam.
-To dobrze. – powiedział. Niestety ja nie wytrzymałam i rozpłakałam się. –Ej, mała. Nie płacz. – przytulił mnie. W tej chwili poczułam wodę na swoim ramieniu. Tom też płakał. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby płakał. Gdy oderwaliśmy się od siebie zobaczyłam jego czerwone łzy od płaczu. Wtedy zrozumiałam, że może i jej nie znał, ale też mu było bardzo smutno…

                                                                                       Pięć dni później…

       Dzisiaj jest pogrzeb cioci. Przez te pięć dni nic wielkiego się nie wydarzyło. Cały czas o niej myślałam i płakałam, a Nathan próbował mnie uspokoić. Czasami sam Tom płakał, przez co Nathan uspokajał mnie jak i Toma. Bardzo mu jestem za to wdzięczna. Tom mi powiedział, że jeden raz był u cioci, ale tylko na jeden dzień, bo rodzice jak zwykle się z nią pokłócili. Później już do niej nie przyjeżdżał. Wracając do teraźniejszości, jak co rano wzięłam odświeżający prysznic, zrobiłam makijaż, ubrałam się. Gdy ubierałam koszulkę wszedł Nathan. Usiadł na moim łóżku i gapił się na mnie. Odwróciłam się i założyłam tą nieszczęsną koszulkę. Nathan zrobił smutną minę, ale nie miałam teraz ochoty o tym myśleć. Godzinę później byłam już pod kościołem. Msza przebiegła… Cały czas płakałam. Nie mogłam powstrzymać łez. Tom był w miarę spokojny. Nathan uspokajał mnie. Po mszy wszyscy zaczęli mi i Tomowi składać kondolencje. My byliśmy jej najbliższą rodziną. Później była stypa, ale ja wolałam jechać do domu, dlatego też Nathan mnie zawiózł. W domu od razu poszłam do pokoju, a mój ukochany za mną. Usiadłam na łóżku, a on uklęknął przede mną. Byłam cały czas smutna.
-Wiesz co ci pomoże? – zapytał, a ja na niego popatrzyłam – To. – uśmiechnął się i mnie pocałował. Zaczął coraz namiętniej całować. Położyłam się na łóżku, a on na mnie. Całował mnie po szyi. Zaczął zdejmować moją koszulkę, ale zepchnęłam go z siebie. – Coś nie tak? – zapytał.
-Przed chwilą pochowałam swoją ciocię, a ty mi proponujesz sex?! Wyjdź! – rozkazałam mu. Wstał z łóżka i chciał się już wyjść, ale odwrócił się.
-Przepraszam. – powiedział i wyszedł.
       Kilka dni później już lepiej się czułam. Wybaczyłam Nathanowi za to i postanowiłam jechać z nimi w trasę. Okazało się, że ten dom mam w spadku, ale nie wiem jeszcze co z nim zrobię. Nathan mówi, żebym sprzedała, ale mam tam dużo wspomnień z tym domem i miejscem. Postanowiłam zostawić tak jak jest, a potem się zobaczy. Właśnie Nathan zabiera moje walizki, a ja jeszcze siedzę na łóżku w swoim pokoju. Nie wiem dlaczego, ale nie mam sumienia zostawiać tutaj tych wszystkich ludzi. Chciałabym tu zostać, ale Nathan jest dla mnie najważniejszy i dla niego zrobię wszystko. Wyszłam z pokoju zamyślona, zamknęłam drzwi, pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam z willi. Wsiadłam do samochodu i odjechałam…

------------------------------

No i o to mój ostatni prawdopodobnie rozdział na tym blogu. Oddaję bloga w ręce Magdy. :) Bardzo bym chciała podziękować wszystkim moim czytelnikom za komentarze i te miłe słowa. Bardzo ciężko jest mi rozstać się z tym blogiem, ale zdaje mi się, że będzie to dobra decyzja. Magda jakby co to mów, pomogę. Więc jeszcze raz bardzo bym chciała podziękować. Możliwe, że wrócę jeszcze do pisania tego bloga... Dziękuję... ;**********